Końcówka wczorajszego ścigania w Rajdzie Szwecji nie była dla Roberta Kubicy szczęśliwa. Na szóstym odcinku specjalnym z Kirkenaer, czyli piątym, ale jechanym w przeciwnym kierunku, stracił dyferencjał, co znaczy, że z 4WD zostało mu tylko przednie 2WD. To tak, jakby do jego wyścigówki ktoś dołączył przyczepkę ze sprzętem ogrodniczym. Jak wielkie znaczenie ma dobrze funkcjonujące drugie, tylne 2WD, niech świadczą osiągane czasy - z jednej minuty i czterech sekund straty po pierwszych pięciu odcinkach specjalnych, na każdym kolejnym, jego dystans do prowadzącego powiększał się o średnio 2 minuty i 10 sekund.

Tragedia w kolorowych mediach

Już rano jeden z kolorowych brukowców doniósł: "Robert Kubica walczył wczoraj (…) nie tylko z rywalami, ale i z zawodzącym samochodem. W efekcie ledwie dotaczał się do mety ostatnich piątkowych oesów i stracił tyle czasu, że nie ma już szans na dobry wynik w imprezie". Moim zdaniem, to wielka sztuka, żeby (dyplomowany, być może, dziennikarz) w dwóch zdaniach potrafił zawrzeć esencję swojej sportowej ignorancji, szowinizmu i lekceważenia czytelnika. Kubica mimo awarii "dotaczał się" na metę z czasami lepszymi od połowy startujących rajdowców. Co dla "kolorowego" dziennikarza jest dobrym wynikiem? "Pudło" na koniec rajdu, okraszone rykiem wiwatujących fanów, czy aplauz "kolorowych" kibiców, podlewających browarem każde sportowe wydarzenie? A może sukces to nie jest zwycięstwo, ale zwycięstwo Polaka, bo reszta się nie liczy?

Rywalizacja trwa jednak dalej

Nie tylko Robert miał kłopoty. Oto lider rajdu, Sebastien Ogier, wypada ze śnieżnej rynny i ląduje w zaspie na poboczu. Czterdzieści sekund trwał powrót na drogę. Czy to dużo? Niewiele, ale wystarczyło, żeby wirtualnym liderem został kolega z zespołu Volkswagena Jari-Matti Latvala. Jeszcze na pięćset metrów przed końcem odcinka nim był. I w tym momencie stracił kontakt z trasą. Ponad osiem minut kierowcy wraz z kibicami walczyli o powrót na drogę. Udało się, ale Jari w generalce wylądował pozycję za Robertem. Liderem po pierwszy dniu został Andreas Mikkelsen z firmowego teamu Volkswagena, z 25-sekundową przewagą nad Thierry Neuville. Ogier był trzeci.

Dzisiaj

Dzisiaj z naprawionym dyferencjałem Robert znowu plasuje się na kolejnych oesach w granicach szóstego miejsca. Ogier zaczyna odrabiać straty, po 14-tym odcinku ma już tylko 1,7 sekundy straty do lidera. Jedzie znakomicie, ale na 15-tym OS-ie do Fredriksberg, między drugim i czwartym pomiarem tzw. międzyczasu traci prawie dziesięć sekund!. W generalce prowadzi Mikkelsen, przed Neuville i Ogier. Robert jest 16. Inny nasz znakomity rajdowiec Sołowow - 12. Trwa odcinek siedemnasty, za kilka minut wystartuje Robert. To krótki odcinek, 1875 metrów. Dotychczas pierwszego i dziesiątego kierowcę na mecie dzieli trzy, koma sześć sekundy.

Robert sensacyjnie wygrywa ten odcinek, ma najlepszy czas, dalej startują już samochody WRC2, więc raczej nikt nie poprawi jego czasu. Ciekawe czy pan papierowy "kolorowy" redaktor odszczeka to, za co dzisiaj wziął wierszówkę? A może ta prasa polega zupełnie na czymś innym, tylko my o tym nie wiemy? #Plotki #Moto GP #Mistrzostwa Świata