W czwartek 12 lutego ruszył Rajd Szwecji, druga w tym roku eliminacja rajdowych Mistrzostw Świata. Jest to jedyny rajd prawdziwie zimowy, w którym, gdy zimowa pogoda dopisuje, kierowcy walczą na oblodzonych trasach, nierzadko w tunelach gdzie zalegają zaspy śnieżne, często wyższe od ich samochodów. Po wspaniałej jeździe Roberta Kubicy w Rajdzie Monte Carlo, oczekiwania przeciętnego kibica zostały znacznie rozbudzone.

Czy słusznie?

Dla tych, którzy oglądając sportową rywalizację lubią napić się piwa, jest to bez znaczenia. Dla bardziej "zaawansowanych" kibiców liczą się fakty. A te każą pamiętać, że Robert w rajdzie Ronde di Andora miał ciężki wypadek, który spowodował, że kierowca nie wrócił do wyścigów w Formule 1. Mało tego, odniesione obrażenia nie pozwalają mu "obsługiwać" prawą ręką wszystkich dźwigni i przycisków po tej stronie kierownicy. Dlatego zespół Forda, w barwach którego Robert startował, wynegocjował w FIA zamianę drążka zmiany biegów z prawej strony kierownicy na "łopatkę" z lewej strony, taką jaką mają bolidy F1. Dzięki temu kierowca mógł bardziej komfortowo zmieniać biegi. Niestety, wszystko ma swoje zady i walety, to znaczy wady i zalety. Szybkość działania "łopatki" musiała zostać elektronicznie spowolniona, żeby nie powodowała handicapu w stosunku do innych kierowców. W efekcie spowodowało to, że Robert tracił ułamki sekund, nawet sekundy, na każdym zakręcie. W przeliczeniu na dziesiątki kilometrów odcinków specjalnych dawało to minuty straty na mecie.

Co z tą "łopatką?"

W tym roku FIA zdecydowała, że wszystkie samochody WRC będą wyposażone w taki system zmiany biegów. Bez spowalniania. I co? Nagle w styczniowym Rajdzie Monte Carlo Robert wygrywa cztery odcinki specjalne, dwa razy jest drugi (na odcinku z Lardier-Les-Corps do Faye wyprzedza mistrza świata Sebastiena Ogiera o ponad półtorej minuty, co w wyścigu Formuły 1 jest porównywalne ze zdublowaniem Luisa Hamiltona w połowie wyścigu) i wprowadza fachowców w stan osłupienia. Nie tylko z powodu wzmiankowanych łopatek. W ciągu niecałego miesiąca udało mu się stworzyć i zorganizować prywatny Robert Kubica World Rally Team.

Czy to ma jakieś znaczenie?

Zasadnicze. Dziewięciu kierowców z ekip fabrycznych (po trzech z Volkswagena, Citroena i Hyundaja) dysponuje topowymi modelami samochodów, wyposażonymi we wszystkie najnowsze zdobycze motoryzacyjnej techniki. Tylko nieco mniejszymi zasobami dysponują drugie zespoły tych firm. Robert, jak sam stwierdził, jeździ (z odpowiednimi zmianami) samochodem rynkowym. To plasuje go mniej więcej na 12-14 miejscu jeśli chodzi o potencjał samochodu.

Co z tym Rajdem Szwecji???

Na początek, jeszcze w czwartek, Robert w Countdownie, czyli rozgrzewce dla kibiców, zajął drugie miejsce. Dzisiaj, jak sam mówi, jedzie spokojnie, chociaż zdążył już zaliczyć śnieżne pobocze, co kosztowało go kilka sekund. Na poszczególnych odcinkach specjalnych plasuje się na miejscach 6-11, czyli w połowie stawki kierowców WRC. Ale warunki są zdradliwe. Kris Meeke po trzecim odcinku do Roejden stwierdził, że bandy śnieżne są tak wysokie jak ściany budynków i nie wiadomo czy pomagają, czy przeszkadzają w jeździe. Pogoda się zmienia, temperatura rośnie, bandy i trasa stają się miękkie. Lider rajdu Sebastian Ogier jest zadowolony, że startuje jako pierwszy. Pozostali muszą walczyć nie tylko z czasem, ale również z rozjeżdżonymi koleinami. Dzisiaj na pierwszych pięciu odcinkach Robert startował jako trzynasty… Za chwilę wystartuje do szóstego odcinka specjalnego. W klasyfikacji jest dziewiąty, ale do wyprzedzających go Tanaka, Evansa i Meeke traci odpowiednio pięć, osiem i piętnaście sekund. Praktycznie są to dwa nieprecyzyjnie przejechane zakręty.

Trzymajmy kciuki za sprawne ręce Roberta, jego niezwykłe umiejętności i szczyptę szczęścia… #Plotki #Moto GP #Mistrzostwa Świata