Życie sportowca nie lubi próżni, to pewne. Byli piłkarze, lekkoatleci, siatkarze, czy pływacy nie wyobrażają sobie ciągłego życia w zaciszu domowego ogniska, w otoczeniu rodziny, choć w czasie czynnej kariery tak bardzo im jej brakuje. Mają w sobie duszę walczaków. Właśnie te cechy mogą decydować o tym, że tak blisko im do polityki, która w naszym polskim wydaniu niejednokrotnie przypominała i będzie przypominać ring bokserski, na którym ciosy poniżej pasa zadaje lewa lub prawa strona narożnika sejmowej sali. Bo gdy spojrzeć na powody kandydatur, nawet do niższych stanowisk niż te parlamentarne, głównym celem kandydata jest wzbogacenie się i zdobycie sławy. Sportowcom braku pieniędzy, splendoru i sławy zarzucić nie można. Z drugiej strony, nie można powiedzieć, że zarobki parlamentarzysty nie są dla nich kuszące.

Wyraźna obecność ludzi sportu w polityce miała swój początek po roku 2000. Jednym z pierwszych, którzy arenę sportową zamienili na gmach polskiego parlamentu był Jerzy Kulej. Były bokser, dwukrotny mistrz olimpijski z Tokio i Meksyku swoją przygodę polityczną rozpoczął od przynależności do PZPR. W 1993 roku z list Polskiej Partii Przyjaciół Piwa startował w wyborach parlamentarnych - bez powodzenia. Wymarzony sukces przyniósł mu rok 2001, kiedy to z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej został wybrany posłem na Sejm. Jak się okazało był to jego jedyny polityczny triumf.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, oprócz Jerzego Kuleja, miał w swych szeregach byłego piłkarza, króla strzelców mundialu w RFN, dwukrotnego srebrnego medalistę Mistrzostw Świata, złotego i srebrnego medalistę Igrzysk Olimpijskich, Grzegorza Latę. Człowieka sukcesu, który dla Sojuszu okazał się także strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o wybory do Senatu. SLD wyraźnie chciało pokazać Polakom, że w swoich strukturach chcą stawiać na ludzi spoza zaplecza politycznego. Jako senator, Lato zasiadał w Komisji Emigracji i Polaków za Granicą oraz w Komisji Nauki, Edukacji i Sportu. W czasie kadencji wygłosił tylko trzy oświadczenia. Ta liczba wyraźnie pokazuje, że aktywność byłego piłkarza na senatorskim boisku była mocno znikoma.

W 2005 roku wybory do Sejmy wygrywa Prawo i Sprawiedliwość. Misje tworzenia rządu otrzymuje Kazimierz Marcinkiewicz. Stanowisko ministra sportu przypada człowiekowi od dziecka związanemu ze sportem, Tomaszowi Lipcowi. Zawodowa przeszłość ministra jest odbierana pozytywnie. Czar szybko pryska, gdy Lipiec zwalnia przewodniczącego Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, Jerzego Smorawińskiego, który w 1993 roku zarzucił mu stosowanie dopingu i zawiesił jako sportowca na 4 lata. Na reakcję opozycji nie trzeba było długo czekać. Ministrowi zarzucono, że używa swojego stanowiska do rozliczania prywatnych spraw z zawodniczej przeszłości. Sprawowanie swojego urzędu zakończył w atmosferze skandalu, aresztowany przez Centralne Biuro Śledcze pod zarzutem korupcji przy budowie Stadionu Narodowego.

Prawdziwe oblężenie i zaciąg sportowców w wyborach parlamentarnych przeżyliśmy w 2011 roku. Liczba tych, którym udało się zdobyć uznanie w swoich okręgach wyborczych, była również rekordowa. Absolutnym liderem pod względem liczby sportowców w swoich szeregach okazała się Platforma Obywatelska. Donald Tusk, który słynie z zamiłowania do sportu, a szczególną miłością darzy piłkę nożną, wśród swoich parlamentarzystów mógł powitać aż 9 byłych sportowców. Uznanie w oczach swoich wyborców po raz kolejny znalazło troje posłów poprzedniej kadencji: Iwona Guzowska, była kick-boxerka, Zbigniew Pacent, były pływak, oraz Roman Kosecki, przed laty znakomity piłkarz reprezentacji Polski. Swojego debiutu na scenie politycznej doczekali się także inni znamienici sportowcy. Grupę byłych piłkarzy uzupełnił Cezary Kucharski, agent piłkarski Roberta Lewandowskiego. Ponadto, w sejmowych ławach zasiadają Leszek Blanik, medalista Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, Jagna Marczułajtis-Walczak, była snowboardzista, Małgorzata Niemczyk, znakomita siatkarka, Paweł Papke - siatkarz - oraz były koszykarz Maciej Zieliński. Co ciekawe, wielu sportowców nie starowało z tzw. ''jedynek'' na listach wyborczych. Leszek Blanik oraz Michał Zieliński zajmowali ostatnie miejsca w swoich okręgach wyborczych, co nie przeszkodziło im w zdobyciu mandatu. Bez wątpienia, pomocna okazała się rozpoznawalność obydwu panów i dobrze zaplanowana kampania wyborcza.

Parlament Europejski to kolejne miejsce, które szturmem chcą zdobyć polscy sportowcy. W tym przypadku próby te nie są tak udane jak na krajowym podwórku. Zeszłoroczne listy kandydatów poszczególnych klubów zawierały przynajmniej jedno znane dla obywatela nazwisko sportowca. Hitem i wielkim zaskoczeniem kampanii okazała się kandydatura Tomasza Adamka z list Solidarnej Polski. Adamek przekonywał, że jako polityk chce bronić wartości życia. Jak się okazało takie hasła z ust byłego boksera nie zyskały zwolenników pośród Polaków.

Sportowcy do Parlamentu Europejskiego?! To się w głowie nie mieści - stwierdził Lech Wałęsa w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". - A jakie oni mają doświadczenie polityczne? Jaką wiedzę? - zastanawiał się były Prezydent RP. Z wypowiedzią legendy ''Solidarności'' trudno się nie zgodzić. Potwierdzenie tych gorzkich, ale prawdziwych słów mogliśmy ujrzeć na własne oczy podczas licznych wywiadów i konferencji kandydatów. Mistrzami totalnego braku wiedzy i przygotowania w tematach związanych z Unią Europejską okazali się Michał Żurawski, kandydat SLD, były piłkarz, oraz znakomita pływaczka Otylia Jędrzejczak, startująca z list PO, którzy w wywiadzie dla Telewizji Polskiej zostali wciągnięci w spirale podchwytliwych pytań z zakresu Europejskiej Wspólnoty. #wybory parlamentarne

Udział znanych sportowców to bez wątpienia dobry zabieg marketingowy partii politycznych. Sami zainteresowani balansują na bardzo cienkiej linie. Ich sukces może zostać bardzo szybko zapomniany, przykryty udziałem w politycznej grze, która z dnia na dzień żenuje coraz większe grono obywateli naszego kraju.