Po wczorajszym ślizganiu, w rundzie drugiej czeka nas wszystkich powtórka z rozrywki.

Jutro nad ranem, lub inaczej - jutro "nie przed 7:30 rano" naszego czasu, pojedynek szczególnie bliski sercom polskich kibiców tenisa. #Jerzy Janowicz po nie bezproblemowym odprawieniu relatywnie słabego Japończyka, stanie naprzeciw tenisisty nietuzinkowego, człowieka tak sprawnego, posiadającego tak bajeczną technikę i iście "ułańską" fantazję, że można się tylko dziwić jakim cudem Gael Monfils - no bo o nim tu mowa - nigdy nie grał w finale turnieju wielkiego szlema. Co więcej, tylko jeden raz grał on w półfinale takiegoż turnieju (w 2008 roku na kortach ojczystego Roland Garros). W tym zestawieniu Francuz wypada na tle Janowicza bardzo bladziutko, niemniej dla mnie to on, a nie nasz rodak jest zdecydowanym faworytem do jutrzejszego zwycięstwa, i pojedynku w trzeciej rundzie, zapewne z Feliciano Lopezem.

Dlaczego uważam tak a nie inaczej? Zestawmy atuty obu panów.

Serwis:

Pod tym względem Janowicz jest ciut lepszy. Nie można tu jednak mówić o jakiejkolwiek jego przewadze w tym elemencie. Faktem jest, że Polak potrafi na kortach w Melbourne bardzo mocno posłać piłeczkę, jednak jak pokazał Monfils w swoim pojedynku z pierwszej rundy, nie trzeba wcale jej bić ponad 200 km/h żeby zrobić bezpośrednio asa. Plasowane asy lecące ledwo z prędkością 170 km/h, były w jego wczorajszym pojedynku na porządku dziennym. Analizując statystyki obu panów z rundy pierwszej wysnuwam smutny dla polskiego kibica wniosek: gdy tylko Janowiczowi przestał służyć serwis, wtedy zaczynały się dla niego kłopoty… i to z tak mało znanym Japończykiem. Także Francuz bardzo wiele zawdzięcza swojemu serwisowi, który pomógł mu przetrwać kryzys z pierwszych dwóch setów ze spotkania z młodym rodakiem. Jednak kiedy już wspomniany kryzys go opuścił, to przypomniała o sobie jego regularność - Monfils który mimo rozegrania jednego seta mniej niż Janowicz, popełnił dwa razy mniej błędów!

Gra w obronie:

Właściwie nie ma co tutaj porównywać. No bo jak zestawić ze sobą nieziemską sprawność Monfilsa - myślę tu głównie o tych jego wślizgach na twardej nawierzchni, wyrwanych "żywcem" z jakiegoś turnieju granego na mączce, i umiejętność sięgnięcia piłeczki (bezwątpienia podpartą gepardzią reakcją) do której kilku zawodników z pierwszej dwudziestki rankingu nawet by nie wystartowało - i sprawność tak "słusznie" zbudowanego Janowicza? Faktem jest, że Polak ostatnimi czasy bardzo się pod tym względem poprawił, ma on tu jednak jeszcze sporą drogę do przebycia.

Kluczowe uderzenie:

Dla Janowicza to oczywiście jego forehand. Jeśli nie będzie tutaj w pełni kontrolować tego uderzenia, to mecz nie potrwa dłużej niż trzy szybkie sety. Polak jest znany ze swoich dropszotów. Ja jednak nie polecałbym ich częstego grania przeciwko tak znakomicie biegającemu Francuzowi. W meczu z Japończykiem Janowicz zagrał w ten sposób tylko jeden raz. Jest nawet takie powiedzenie, że dropszot jest tym bardziej skuteczny, im rzadziej wykonywany.

Gael Monfils ma tak szeroki repertuar uderzeń, że ciężko ocenić które z nich będzie tym kluczowym. Na uwagę na pewno zasługuje jego oburęczny backhand po crosie - jeden z ładniejszych, i co ważniejsze skutecznych. Wydaje mi się, że kluczowym będzie jutro nastawienie Monfilsa. Nie bez powodu wisi nad nim opinia "szalonego" geniusza. W jednej akcji potrafi zagrać coś tak nietuzinkowego, że aż same dłonie składają się do oklasków. Ale za to w kolejnej wyrzucić piłeczkę o "kilometr" od linii, i poprosić na dokładkę o challenge.

Z pewnością będzie to najciekawsze spotkanie rundy drugiej. Niestety dla nas wszystkich po jego zakończeniu pozostanie nam już tylko śledzenie turniejów deblowych i singla pań. #tenis #Australian Open