W niniejszym tekście pominę Puchar Hopmana, i przewidywany przeze mnie finał Polska - USA. Skoncentruje się raczej na trzech turniejach rangi 250, które znajdowały się w centrum tenisowych wydarzeń obecnego tygodnia. Mam tu na myśli naturalnie australijskie Brisbane, induskie Chennai (miasto to gościło w ubiegłym roku najlepszych szachistów świata - pretendenta Visvanathana Ananda, i aktualnego mistrza świata Magnusa Carlsena) i katarskie Doha.

Brisbane

Brisbane to ze względu na bliską lokację w stosunku do Melbourne tradycyjnie najlepszy przystanek w przygotowaniach do wielkoszlemowego Australian Open. W tym roku do tego wschodnio-australijskiego miasta zawitała cała śmietanka tenisowych wirtuozów, z samym Rogerem Federerem na czele. Wśród uczestników tej imprezy znaleźć mogliśmy dwóch reprezentantów Polski. Grali oni jednak ze zmiennym szczęściem. Michał Przysiężny niestety nie przebrnął pierwszej rundy kwalifikacji. Sztuka ta udała się za to Łukaszowi Kubotowi, który w głównej drabince turniejowej zdołał pokonać znacznie wyżej rozstawionego tenisistę z RPA, Kevina Andersona. Niestety w kolejnej rundzie musiał uznać wyższość zawodnika gospodarzy Samuela Grotha. W chwili tworzenia niniejszego tekstu znamy jedynie pary półfinałowe. Tworzą je Roger Federer z Gregorem Dimitrovem. Druga para to powtórka z finału z Tokio. Nishikori - Raonić. Rok temu (a właściwie dwa miesiące temu) górą okazał się Japończyk, który nawiasem pisząc posiada znacznie szerszy wachlarz tenisowych zdolności od Kanadyjczyka, i będzie faworytem tegoż spotkania.

W turnieju pań mieliśmy kilka niespodzianek. Największą z nich było niewątpliwie odpadnięcie Viktorii Azarenki już w pierwszej rundzie! W finale spotkają się reprezentująca typową amerykańską szkołę tenisową, Rosjanka Maria Sharapova, i preferująca niezwykły jak na kobiece warunki, techniczny #tenis Serbka, Ana Ivanović.

Chennai

Tutaj faworyt jest tylko jeden. Szwajcar Stan Wawrinka, który swoich pozostałych rywali zdaje się przewyższać o kilka klas. Powinien on spokojnie zdobyć tutejszy tytuł. Na jego drodze stoją już tylko Francuz Goffin, i zwycięzca pary Bautista Agut - Bedene. Należy poświęcić kilka zdań o kolejnym znakomitym występie Chorwata Borny Coricia, który wyeliminował Holendra Robina Haase. To ten sam chłopak, który w ubiegłym sezonie pokonał w Bazylei Rafaela Nadala. Wielu pod koniec sezonu mianem odkryć nazywało Japończyka Nishikoriego czy Bułgara Dimitrova. Dla mnie odkryciami byli wspomniany Corić, i Niemiec Alexander Zverev, który to zanotował kilka naprawdę fajnych występów w Hamburgu, eliminując m.in. właśnie Robina Haase.

Doha

W tym roku panowie szejkowie nie skąpili swoich petrodolarów na fundowanie nagród tegoż turnieju. Nie dziwi zatem obecność wielu znakomitych graczy. Niestety dla nich aura niespodzianki zawisła nad kortami katarskiego turnieju, niczym mgła nad Wielką Brytanią. Już w pierwszej rundzie pożegnaliśmy paru dobrych graczy z Rafaelem Nadalem na czele. W rundzie trzeciej sam Nole Djoković musiał pakować się do samolotu lecącego zapewne w stronę Australii. Wynikiem tak poważnych kadrowo-drabinkowych przetasowań na placu boju pozostało czterech tenisistów. W parze pierwszej "Dawid" David Ferrer zmierzy się z "Goliatem" - pogromcą Novaka Djokovicia - Ivo Karloviciem. Patrząc na gabaryty obu panów na myśl przychodzą "nieśmiertelne" pojedynki Sampras - Agassi. Druga para wydaje się być znacznie bardziej jednostronna. W niej Andreas Seppi spróbuje napsuć krwi Tomasowi Berdychowi.

Zapowiada pierwszy od dawna się iście tenisowy weekend. Życzę miłego oglądania wszystkim fanom tenisa!