Mecz mógł rozpocząć się w idealny dla Realu Madryt sposób. Już w 2 minucie środowego pojedynku z Atletico, Sergio Ramos powinien wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Takiemu obrotowi spraw zapobiegł bramkarz gospodarzy, Jan Oblak, który odbił mocny strzał głową obrońcy Królewskich. Kto wtedy przypuszczał, że była to najgroźniejsza okazja do zdobycie bramki przez niedawno koronowanych klubowych mistrzów świata w całym spotkaniu?

Atletico zagrało swoje. Zwarta i szczelna formacja 4-4-2, która nie pozwalała na ataki środkiem boiska i wymuszała przenoszenie akcji na skrzydła. Wydawać by się mogło, że to woda na młyn dla Realu Ancelottiego. Przecież już nawet Milan za rządów włoskiego szkoleniowca słynął z częstego podłączania się obrońców w akcje ofensywne i licznych dośrodkowań w pole karne spod linii bocznych boiska. Nic bardziej mylnego. Agresywnie nastawieni gracze Rojiblancos pozwalali na wejścia do bocznych sektorów graczom Realu tylko po to, aby tam mocniej ich zaatakować, pozbawić posiadania piłki, a następnie przeprowadzić kontratak. #piłka nożna

A co na to Real? Warto zaznaczyć, że w pierwszym składzie zabrakło Cristiano Ronaldo. Jego zadania na boisku -brak ograniczeń taktycznych i całkowita dowolność przemieszczania się po murawie - przejął Gareth Bale. Przyznać trzeba, że z dość mizernym skutkiem. Słynący ze swoich sprinterskich zapędów Walijczyk nie mógł rozwinąć skrzydeł przy tak dobrze zorganizowanej defensywie mistrzów Hiszpanii. Bale miał oczywiście w tym meczu przebłyski geniuszu, jak choćby perfekcyjnie wymierzony strzał głową po dośrodkowaniu Jamesa Rodrigueza z rzutu wolnego (gol nieuznany ze względu na pozycję spaloną), czy też minimalnie chybiony strzał z powietrza prawą nogą w drugiej połowie meczu. Ostry pressing podopiecznych argentyńskiego trenera Diego Simeone miał jednak swoje mankamenty. Gdy Real atakował jednym z bocznych sektorów boiska (skupiając tam kilku zawodników Atletico), druga flanka pozostawała nieobstawiona. W drugiej połowie mogliśmy zaobserwować bardzo częste przerzuty piłki w tą przestrzeń w wykonaniu Toniego Kroosa lub Sergio Ramosa. Oba zespoły zagrały bardzo dobrze w obronie i nie pozwalały rywalowi na tworzenie sytuacji podbramkowych. Elementami rozstrzygającymi wynik spotkania okazały się stałe fragmenty gry i Sergio Ramos. Hiszpański defensor w bezmyślny sposób złapał zapaśniczym chwytem Raula Garcię pozwalając poszkodowanemu otworzyć wynik spotkania strzałem z jedenastu metrów. Przypieczętowania sukcesu golem na 2:0 dokonał Jose Gimenez.