Nie da się ukryć, że polskie skoki utknęły w martwym punkcie i nawet impuls jakim miał być powrót do rywalizacji dwukrotnego złotego medalisty IO w Soczi Kamila Stocha nie przyniósł oczekiwanej poprawy.

Zacznijmy od początku sezonu i fatalnej informacji o kontuzji stawu skokowego Kamila Stocha. Nasz najlepszy skoczek wymieniany był w gronie faworytów do zwycięstwa w walce o kryształową kulę oraz w Mistrzostwach Świata w szwedzkim Falun, które rozpoczną się 18 lutego. Niestety nasz najlepszy reprezentant wrócił na skocznie dopiero na rywalizację w Turnieju Czterech Skoczni. W pierwszym konkursie w Oberstdorfie zajął świetne 4. miejsce jednak późniejsze konkursy w Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen pokazały, że aby wygrywać będzie potrzebował jeszcze trochę czasu. O ile prawie pewnym było to, że skoki Stocha przynajmniej na początku nie będą tak dobre jak zawodników z czołówki Pucharu Świata to forma pozostałych reprezentantów Polski bardzo mocno rozczarowuje.

Zupełnie odpadł z rywalizacji na początku sezonu Maciej Kot, który niejednokrotnie w ubiegłym sezonie był drugim najlepszym zawodnikiem polskiej kadry i to w nim dopatrywano się zastępcy kontuzjowanego Kamila Stocha. W otwierającym tegoroczne zmagania konkursie w Klingenthal zajął 29 miejsce. W następnych zawodach w fińskim Kuusamo nie przebrnął przez kwalifikacje oraz zajął 41 miejsce. Odpuścił skakanie w Lillehammer i próbował szukać formy podczas treningu na Wielkiej Krokwi w Zakopanym jednak i ten zabieg nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. W kolejnych konkursach w Niżnym Tagile w Rosji zajął odległe lokaty, plasując się na 26 i 35 miejscu. Od tamtej pory nie wystąpił w żadnych zawodach stale trenując aby być gotowym na MŚ w Falun.

Również Jan Ziobro, który poprzedni sezon miał bardzo udany, w obecnym nie może odnaleźć formy. Podobnie jak Kot zaczął fatalnie. Przed TCS zajmował 39 miejsce w klasyfikacji generalnej , z dorobkiem 23 punktów. Wystąpił w niemieckiej części 63. Turnieju Czterech Skoczni. W Oberstdorfie zajął ostatnie 50 miejsce, w Ga-Pa nie przeszedł kwalifikacji. Postanowił wycofać się z dalszych startów, jak sam mówił:

"W Oberstdorfie rozmawialiśmy o moim dojeździe, który nie funkcjonuje. Nie jest taki jak powinien być i z tego dojazdu nie da się nic zrobić. Teraz te skoki przelatują na progu. Z takimi skokami i z takim dojazdem to można skakać w lidze szkolnej..."

Piotr Żyła jako jedyny prezentuje równą formę, jednak wciąż brakuje mu powtarzalności i skoki bardzo dobre przeplata beznadziejnymi. Lokaty, które zajmuje to zazwyczaj druga dziesiątka, wyniki są dosyć równe jednak gdyby popracował nad powtarzalnością mogłoby być dużo lepiej. Kilkukrotnie wypadał z pierwszej dziesiątki właśnie po drugim, zazwyczaj dużo słabszym od pierwszego skoku. Wyraźnie nie radzi sobie z presją i odpowiedzialnością. Nie potrafi wykorzystać potencjału i wciąż brakuje mu dojrzałości takiej jaką prezentuje Kamil Stoch.

Pozostali nasi skoczkowie skaczą mizernie. Zarówno Klemens Murańka, Dawid Kubacki czy Aleksander Zniszczoł prezentują obecnie niską formę. Ich łączny dorobek to jedynie 38 punktów i zajmują odpowiednio lokaty 58 Murańka, 60 Zniszczoł, 45 Kubacki w klasyfikacji generalnej PŚ. Brak im pomysłów, aby poprawić wyniki, widać, że na skoczni się męczą.

Obecna sytuacja w polskiej kadrze nie napawa optymizmem, a trener Kruczek będzie miał problem z wyborem kadry na zbliżające się konkursy na polskich skoczniach w Wiśle i Zakopanym. Miejmy nadzieję, że reprezentanci Polski wrócą na właściwe tory, a punktem zaczepienia będą zawody na polskiej ziemi.