Rzesze kibiców na całym świecie zaczynało już obgryzać paznokcie i rwać sobie włosy z bujnych czupryn na samą myśl o spotkaniu dwóch najlepszych tenisistów sezonu 2014. Niestety Roger Federer z przyczyn zdrowotnych nie pojawił się na londyńskim korcie i tym samym oddał tytuł w ręce Serba - Novaka Djokovicia. Wielka szkoda, gdyż mecz ten zapowiadał się naprawdę znakomicie. W bezpośrednich pojedynkach obu panów w roku 2014, nie licząc rzeczonego walkowera, prowadził Szwajcar 3-2. Ciekawym jest fakt, że wszystkie zwycięskie pojedynki rozgrywał on na szczeblu półfinałów - Dubai, Monte Carlo, Shanghai. Tym czasem dwa pozostałe pojedynki, które były jednocześnie finałowymi bataliami, padały łupem Serba - Indian Wells, i słynny Wimbledon. W takich właśnie nastrojach lekkiego niedosytu przyszło nam wszystkim kończyć tegoroczny sezon singlowy.

Z racji, że rok 2014 nieuchronnie zmierza do kresu swojego żywota, pokusiłem się o próbę podsumowania całego tenisowego sezonu singla panów.

Rok 2014 oczyma polskich kibiców

Dla nas najważniejszą postacią był naturalnie Jerzy Janowicz. Jego gwiazdka jednak trochę przygasła. Punkty zdobyte w poprzednim sezonie na trawie Wimbledonu nie zostały w tym roku obronione, co dosyć drastycznie odczuł ranking naszego najlepszego singlisty. Polak bardzo słabo rozpoczął sezon zaliczając haniebną serię ośmiu porażek z rzędu na pierwszym (bądź z racji na rozstawienie drugim) poziomie turniejowej drabinki. Ogólnie sezon "Jerzyka" był taki sobie "średni na jeża". Polak miał szansę na tytuł w Winston-Salem, ale niestety nie sprostał Tomasowi Rosolowi 6-3, 6-7(3), 5-7. Turnieje wielkiego szlema zwykle kończyły się dla polskiego kibica na trzeciej rundzie. Wyjątek stanowi tutaj US Open i porażka w drugiej rundzie z Kevinem Andersonem z RPA. Pozytywnym aspektem sezonu patrząc oczyma polskiego kibica jest fakt, że Polak systematycznie pracując nad urozmaicaniem swojego tenisa odbiega od graczy pokroju Johna Isnera, a przybliża się za to do największego odkrycia zeszłego sezonu - Kei Niszikori. Nawet jeśli chwilowo stracił na rankingu, to z pewnością jeszcze będzie o nim głośno i to nie tylko w polskich mediach.

Słowo o najlepszych.

Rafael Nadal wyrobił minimum, czyli tytuł wielkoszlemowy na kortach Rolanda Garrosa. Zaliczył też kilka porażek, m.in. ze Stanislawsem Wawrinką w finale Australian Open - no, ale wszyscy pamiętamy, że do niej przyczynił się paskudny uraz pleców, jaki akurat dotknął Hiszpana - i Novakiem Djokovicem w Rzymie.

Wielki "król" Roger Federer, 33-letni mistrz, którego większość ekspertów skazywała na emeryturę pokazał, że "nadal" potrafi być na topie. Pechowa porażka na Wimbledonie, niedoszły finał ATP World Tour w Londynie, i dwa tytuły Masters 1000 w Cincinatti i Szanghaju, zdecydowanie zaprzeczają opinii ekspertów o końcu singlowej przygody Szwajcara!

Novak Djokovic to bezsprzecznie największy wygrany zeszłego sezonu. Wygrana na Wimbledonie, finał w Paryżu i cztery tytuły Masters, plus ten w wieńczącym sezon turnieju w Londynie. Należy jeszcze wspomnieć o zachowanym pierwszym miejscu w rankingu ATP. #tenis

Czego powinniśmy oczekiwać po kolejnym sezonie?

Moim zdaniem, od dawna nie ma co mówić o "wielkiej czwórce". Tacy tenisiści jak Nishikori, Dolgopołow, Dimitrow czy nawet Raonic coraz mocniej uderzają do drzwi największego tenisa. Możliwe, że to już w tym nadchodzącym sezonie któryś z nich wyrwie wielkoszlemowy tytuł z rąk Djokovicia, czy Nadala. No bo jeśli niejaki Corić w wieku lat 17-stu mógł pokonać Nadala, to czemu nie miałby tego dokonać rok później?