17 lat. Tyle liczy sobie Kwangmyong, czyli północnokoreański narodowy #Internet. Idea podobnego molocha, przepełnionego propagandowymi treściami, kusi także inne mocarstwa. Baidu czy Weibo już dawno wyparły w Chinach Google i Facebooka. W Państwie Środka pokaźna część zachodnich portali została całkowicie zablokowana, a wyszukiwarki internetowe nieustannie natrafiają na kolejne problemy, spowalniające ich pracę. Na podobny pomysł wpadli Rosjanie i już 22 maja 2015 roku zatwierdzono tam projekt Czeburaszka.

Gdzie prościej o kontrolę?

Nietrudno natrafić w sieci na głosy twierdzące, że witryna Facebook jest wykorzystywana przez służby USA do szpiegowania użytkowników i propagowania postaw politycznie pożądanych.

Reklamy
Reklamy

Znalezienie argumentów, że sytuacja wygląda odmiennie niż w podany powyżej sposób, może przysporzyć pewnych problemów. Ostatecznie jakie inne rozwiązanie wywiadowcze mogłoby przynieść podobne efekty i być równie wygodne, co stalkowanie niemal półtoramiliardowej społeczności Facebooka?

Portale społecznościowe są miejscem, gdzie ludzie zachowują się bardzo swobodnie, niekiedy nawet sprawiając wrażenie działania w sposób bezmyślny. Publikują zdjęcia, dane osobowe, adresy, numery telefonów, informują wszystkich gdzie aktualnie się znajdują, co jedzą, jak się czują, co i z kim robią. W porównaniu do tego orwellowskie teleekrany stają się niepraktycznym bublem.

Teoria FB – prawdziwa czy nie, na pewno natchnęła niejakiego Władimira

Założony przez Pawła Durowa w 2006 roku WKontaktie stosunkowo szybko objął swoim zasięgiem Rosję oraz kraje powstałe w następstwie rozpadu ZSRR, wypierając z tamtejszego rynku Facebooka i jemu podobne.

Reklamy

Zaledwie osiem lat po powstaniu rosyjskojęzycznego portalu społecznościowego Durow został usunięty ze stanowiska dyrektora generalnego OOO „WKontaktie”, a firmę przeniesiono pod kontrolę władz. Był to jeden z pierwszych kroków w kierunku zapanowania nad siecią.

Propaganda kluczem

Gdzie będzie wam lepiej niż u swoich? Przecież nie na tworach pokroju Facebooka czy Twittera – powstałych wyłącznie w celu okradania ludzi z ich danych. Rosyjska telewizja dwoiła się i troiła, żeby usprawiedliwić postępowanie władz. Większość Rosjan dała się złapać w pułapkę, dając tym samym zielone światło do dalszego zagarniania internetu.

Projekt odsunięcia wirtualnej Rosji od reszty świata rozwijał się prężnie. Serwery DNS, znajdujące się dotychczas za granicą, zostały przeniesione na teren Rosji. Jednocześnie serwisom internetowym o domenach RU i RF zabroniono korzystania z ich zagranicznych odpowiedników, a służby specjalne punktowo odcinały kraj od globalnego internetu, tłumacząc blokowanie kolejnych stron ich ekstremistycznym wydźwiękiem.

Reklamy

Trwały prace nad systemem bazującym na Androidzie, przygotowywano klony największych stron internetowych o zasięgu globalnym.

W 2014 roku deputowany Maksim Kawdżaradze wyszedł z pomysłem powołania do życia narodowej sieci internetowej. Argumentując, że tylko w taki sposób Kreml może zapobiec atakom hakerów oraz wywieraniu wpływu na obywateli rosyjskich przez amerykańską propagandę. Łatwo się domyślić, że takie rozwiązanie bardzo ułatwiłoby władzom „pilnowanie” i „edukację” internautów.

Nie tędy droga

Plan zakładał, że narodowy internet zostanie przygotowany do końca 2017 roku. Najpierw jednak należało sprawdzić, jak zareagują obywatele na całkowite wycofanie się z sieci globalnej. W tym celu Kreml podjął decyzję o „wyłączeniu” wyszukiwarki internetowej Google. 22 czerwca bieżącego roku na wniosek Federalnej Służby Podatkowej serwis internetowy google.ru został wprowadzony do spisu stron, które dostawcy internetu mają obowiązek blokować.

Informacja o odcięciu dostępu do google.ru szybko rozniosła się między obywatelami, którzy naprędce zorganizowali protesty przeciwko cenzurowaniu internetu. Kilka tysięcy osób przemaszerowało wtedy ulicami Moskwy, skandując następujące hasła:

„Roskomnadzor na śmietnik!”, „To nasza #Rosja, to nasz internet!”, „Nie — represjom, nie — cenzurze!”, „Wolność słowa, wolność zgromadzeń”, „Wolność dla więźniów politycznych!”, „Rosja bez Putina!”, „Ręce precz od internetu!”.

Protestujących wspierali przedstawiciele partii opozycyjnych takich jak: Parnas, Partia 5 Grudnia, Demokratyczny Wybór i Rosyjska Partia Patriotów. W trakcie demonstracji Kreml zdobył się na refleksję nad swoim postępowaniem i doszedł do wniosku, że tak gwałtowne eliminowanie wirtualnych gigantów nie przyniesie niczego ponad rewolucję. Władze nie miały zamiaru wkładać w dłonie opozycjonistów naładowanego pistoletu i podjęły decyzję o przywróceniu google.ru do stanu pierwotnego (witrynę blokowano przez kilka godzin).

Klęska ta nauczyła rosyjskie elity, że droga do zbudowania narodowej sieci nie wiedzie przez odcinanie obywateli od czegoś, co dobrze znają i do czego zdążyli przywyknąć, a poprzez dawanie alternatywy, jak w przypadku WKontaktie. Rosyjskie Google, Windows, Twitter oraz wiele innych stron, programów, aplikacji zostanie zaprogramowanych i zaimplementowanych do obiegu między naszymi wschodnimi sąsiadami. Propaganda rozsiewana za pomocą tradycyjnych mediów pomoże Kremlowi w całkowitym zniewoleniu Rosjan. Mimo, że będzie to operacja o wiele bardziej skomplikowana niż wprowadzenie Kwangmyongu w Korei Północnej, to nadal ma ona realne szanse powodzenia.

żródło: komputerswiat.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Władimir Putin