Pracownicy skrajnie lewicowej "Gazety Wyborczej" coraz bardziej się kompromitują. By dokopać #PiS-owi gotowi byli nawet roztkliwiać się nad wiewiórką, która rzekomo zdechła wskutek ustawy ministra Szyszko. W Internecie nie przebrzmiał jeszcze chóralny śmiech z dziennikarzy Michnika kiedy okazało się, że to nieprawda (ten blamaż internauci określili prześmiewczo mianem #WiewiorkaGate).

Reklamy

Tymczasem "Wyborcza" kompromituje się już po raz kolejny, powołując się na opinie anonimowego alkoholika. Czy ci ludzie nie widzą, że stają się coraz bardziej groteskowi?

Opozycja totalna próbuje politycznie wykorzystać wypadek premier Szydło

Wypadek samochodowy, jakiemu uległa premier #Beata Szydło natychmiast został wykorzystany politycznie przez opozycję totalną spod znaku PO - Nowoczesna. Już na drugi dzień po kolizji na miejscu wypadku pojawili się posłowie Borys Budka (PO) i Marek Sowa (Nowoczesna), którzy urządzili tam sobie konferencję prasową.

W oświadczeniu dla dziennikarzy parlamentarzyści stwierdzili, iż zapewnią Sebastianowi K. - kierowcy Seicento, który wjechał w samochód szefowej rządu - "najlepszą pomoc prawną w tym kraju". Przy tej okazji kolejną wpadkę zaliczył Ryszard Petru, który swoim gadulstwem pomieszał szyki kolegom z opozycji totalnej i rozbawił internautów do łez.

Beata Szydło odpowiedziała opozycji w liście skierowanym do Sebastiana K. Pani premier zapewniła, że wypadek, któremu uległa będzie przez organy państwa traktowany tak, jak każda inna tego typu sprawa, ponieważ wszyscy obywatele powinni być równi wobec prawa. Jednocześnie zachowanie opozycji totalnej - Beata Szydło określiła jako haniebne.

Michnikowcy nie dają za wygraną

Wydaje się, iż o ile opozycjoniści spod znaku PO - Nowoczesna zrozumieli, że próbując politycznie wykorzystać wypadek premier Szydło tylko się pogrążają, o tyle dziennikarze od Michnika nie dają za wygraną i nadal "grzeją" temat. A że przy okazji się kompromitują? To najwyraźniej do nich nie dociera!

Michnikowcy chwalą się, że "dotarli" do "bezpośrednich świadków" wypadku pani premier. „Świadkowie” ci twierdzą, iż nie słyszeli żadnych sygnałów dźwiękowych (to istotne dla ustalenia kwestii uprzywilejowania rządowej kolumny).

Pierwszym jest niejaki "pan Marcin", z którym pracownicy "Wyborczej" rozmawiali telefonicznie. Drugim (ujawnił dziennikarzom nazwisko) okazuje się... anonimowy alkoholik! Utrzymuje on, że 10 lutego był w Oświęcimiu na terapii w centrum Anonimowych Alkoholików, w pobliżu miejsca wypadku. Podobno kiedy szedł na autobus minęła go kolumna rządowych samochodów. Świadek "Wyborczej" twierdzi, że nie słyszał sygnałów dźwiękowych.

„Wychodziłem akurat z ul. Orzeszkowej na ul. Powstańców [gdzie doszło do wypadu] – mówi świadek – „kiedy minął mnie wtedy pierwszy samochód”. Rozmówca gazety Michnika twierdzi, że samochód „miał włączone tylko migające sygnały świetlne”. Po chwili mężczyzna miał usłyszeć huk. „Obróciłem się i zobaczyłem to audi na drzewie” – dodaje rozmówca „Wyborczej”.

źródło: wyborcza.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #NowoczesnaPL