Ładnie wyglądający wafelek w jednej z niemieckich sieci handlowych. Znany i dostępny w sklepach tej sieci w całej Europie. Tyle, że ten w niemieckich sklepach ma zupełnie inny skład, niż taki sam batonik w sklepach w Polsce, Czechach czy na Słowacji. Niestety, skład dużo gorszy, dużo bardziej niezdrowy, przez niektórych uważany wręcz za żywieniowy śmieć. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pomimo przynależności do jednej wspólnoty nadal jesteśmy w niej obywatelami drugiej, a nierzadko nawet trzeciej kategorii?

Zagraniczne koncerny zwyczajnie nas oszukują

Coraz więcej Słowaków wybiera się na zakupy do Austrii. Mają niedaleko, pakują w samochód całe rodziny i raz w tygodniu urządzają sobie wielką wyprawę po austriackich sklepach. Można spytać, po co, przecież w słowackie sklepy pękają w szwach od niemieckich czy austriackich produktów. Odpowiedź dają sami Słowacy, złorzecząc i narzekając na jakość produktów, jakie wciskają im zachodnie koncerny. Mają w tym wiele racji, Polacy czy Czesi mają dokładnie ten sam problem. Zachodnie korporacje traktują nas jak kolonię, źródło taniej siły roboczej i ogromny rynek zbytu dla śmieciowego jedzenia, śmieciowych kosmetyków itp.

Powszechnie już wiadomo, że żywność, trafiająca z Zachodu do krajów Europy Wschodniej, produkowana jest z tańszych i dużo bardziej niezdrowych (a wręcz szkodliwych) zamienników niż jej odpowiedniki, trafiające do sklepów w Niemczech czy Austrii. Potwierdzają to ostatnie badania, przeprowadzone przez Wyższą Szkołę Chemiczno-Techniczną w Pradze. Jedyne, co łączy produkty żywieniowe w polskich, czeskich czy niemieckich sklepach, to opakowanie. Niestety, nadal w Europie jesteśmy traktowani gorzej niż mieszkańcy tzw. Starej Unii, nadal traktuje się nas jak biedaków, którzy nie dbając o swoje #zdrowie myślą tylko, żeby się "napchać".

Na szczęście coraz więcej obywateli Czech, Słowacji czy Polski zdaje sobie sprawę ze śmieci, jakie z Zachodu trafiają na nasze półki sklepowe. Nie można oczywiście generalizować, niemniej faktem jest, że zachodnie koncerny sporo oszczędzają i sporo zarabiają na tym, że otrzymujemy żywność gorszą, choć w tym samym opakowaniu. Coraz powszechniejsze są w Polsce akcje typu "Kupuj tylko polskie produkty", zachęcające do kupowania polskich produktów spożywczych. Być może są one nieco droższe niż tzw. masówka w sklepach wielkopowierzchniowych, niemniej na dłuższą metę na zdrowiu się nie oszczędza. Ta rosnąca świadomość społeczeństwa cieszy, niemniej do osiągnięcia równowagi jeszcze sporo brakuje.

Unijni decydenci mają nas gdzieś

Czesi czy Słowacy wielokrotnie skarżyli się już na praktyki zachodnich (głównie niemieckich) koncernów. Tyle, że to wołanie na puszczy. Odpowiedź unijnych organów jest chłodna i wymijająca. Tradycyjne już uzasadnienie nieuczciwych praktyk handlowych to: wolny rynek, dopełnianie obowiązku informowania o składzie produktu, nikt nikogo nie truje. Eurodecydenci nie widzą problemu w tym, że batonik na rynek niemiecki, ubrany w takie samo opakowanie jak batonik na rynek polski, jest - mówiąc kolokwialnie - mniej "chemiczny".

Co ciekawe, nawet używanie zamienników w produkcji artykułów spożywczych nie prowadzi do obniżenia ich ceny. Te same produkty w polskich sklepach są niejednokrotnie droższe niż ich odpowiedniki w sklepach w Niemczech. Polacy, którzy przez kilkadziesiąt lat zmuszeni byli do robienia zakupów w sklepach z pustymi półkami, zachłysnęli się powszechnym dostępem do dóbr, a stan ten nieprędko u nas minie. W sklepach niczego nie brakuje, a to jest póki co najważniejsze. Na szczęście coraz więcej jest osób, które nie tylko chcą, aby towar był dostępny - chcą również, aby był odpowiedniej jakości, bo jeśli takiej nie będzie, to zwyczajnie go nie kupią.

źródło: forsal.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Unia Europejska #konsumenci