Gdy poruszam swój ulubiony temat perspektywy (pisałem o tym parokrotnie na jednym z blogów), to wychodzi przy okazji zagadnienie ograniczeń. Zawężona perspektywa hamuje rozwój i czyni nas podatnymi na manipulacje.

Mówi się, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, ale to nie sprzyja obiektywizmowi i dobru ogólnemu. W tym kontekście potrzebne są działania z pozycji perspektywy czasowej a nawet filozoficznej, a nie dla szybkiej koniunkturalnej korzyści. By wiedzieć co robić, warto mieć też perspektywę historyczną - znać źródła postaw, idei, religii, partii, trendów itp. Inaczej skazujemy się na bycie "dziećmi we mgle". To szeroki temat, poniżej jego jeden aspekt.

Tęsknimy za wolnością

Działają na nas ograniczenia zewnętrzne i wewnętrzne. Na co dzień jesteśmy mocno ograniczani z zewnątrz - przez przepisy, władze, brak pieniędzy, ... Szczególnie politycy i finansjera próbują nas zniewolić podatkami, kredytami, niejasnym prawem, dającym możliwość stosowania "haków", poprawność polityczną itp.

Jednocześnie tęsknimy za większą wolnością. I popadamy tutaj często w sprzeczność. Dokładamy sobie sami dodatkowych ograniczeń - nie tylko tych społecznych, ale zwłaszcza osobistych. Mogą to być uprzedzenia, przekonania o różnych brakach, o własnej niższości, że jestem czegoś niegodny, biedny, nieuleczalnie chory, naznaczony losem...

Czy nie jest to głupie, że oprócz narzucanych ograniczeń z zewnątrz pogłębiamy je sami? Ciśnie się epitet, jakim jest nazwanie kogoś ograniczonym (nomen-omen), mając na myśli defekt umysłowy.

Oczywiście, bywa że np. bezrobotna matka odmawia sobie wielu rzeczy by zapewnić podstawowy byt dziecku, albo ktoś poświęca swoje życie w jakiejś sprawie. Chociaż i tu może kryć się złe zrozumienie problemu lub niedostrzeganie alternatywnych możliwości, to nie o takim ograniczeniu mówię. Nie mówię też o rozsądnej samodyscyplinie, która pobudza do działania i je porządkuje.

Sami siebie też ograniczamy

Ograniczanie się może być racjonalne i pożyteczne, gdy rozpatrujemy postawy np. nowobogackich, którzy trwonią swe pieniądze na blichtr, rozpasanie i imponowanie, a przecież osobiste materialne potrzeby ludzkie nie wymagają aż tak wiele. Przychodzą na myśl chwalebne zwyczaje dawnych fundatorów społecznych i dobroczyńców. Ale też nie o tym - chodzi mi tutaj o postawy, które nas dołują bez potrzeby lub sztucznie stwarzają odczucie bezsilności. Czasem to ograniczenie zewnętrzne splata się z wewnętrznym.

By dać przykład z podwórka, którym się interesuję, weźmy kondycję współczesnej oficjalnej medycyny. Wystarczy, że jakiś "autorytet" napisze w podręczniku dla studentów, że choroba X jest nieuleczalna i odtąd tak ustawiony mentalnie student (a potem lekarz) będzie leczył pacjentów tylko objawowo lub nawet rozsiewał wśród nich strach, że dany przypadek jest już wyrokiem. I nawet nie będzie już twórczo dociekał czy próbował czegoś nowego. Stagnacja, rutyna, wygoda, poddanie się...

Tymczasem inni, zwłaszcza spoza oficjalnego (=skostniałego, indoktrynowanego) nurtu, leczą takie przypadki przyczynowo i skutecznie. Wtedy odzywa się korporacyjny głos środowiska lekarzy: "to niemożliwe". Jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów! A skutki takiej postawy bywają tragiczne.

Ograniczajmy ograniczenia

Zresztą tak bywało i bywa też na innych polach. Sporo wynalazków powstało właśnie dlatego, że ich autorzy nie narzucali sobie ograniczeń lub zanegowali te narzucone. Jak się mówi: "Nie wiedział, że to 'niemożliwe' i dlatego wynalazł/odkrył". Podobnie jak w pewnym aforyzmie: "Ludzie, którzy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią".

Zatem, więcej otwartej głowy i perspektywy, mniej ograniczeń i tabu, więcej wolności a nawet przekory. Współczesny człowiek jeszcze w wielu dziedzinach raczkuje, a zwłaszcza w zakresie rozpoznawania i wykorzystywania własnych możliwości.

źródło: etsaman.blox.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #polityka #wolność #psychologia