Już ponad rok trwa w Unii Europejskiej poważny #kryzys uchodźczy. Nieprzemyślana decyzja niemieckiej kanclerz Angeli Merkel doprowadziła do gigantycznej fali niekontrolowanej imigracji. Europę dosłownie zalały fale uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Napływ nielegalnych imigrantów stał się powodem do wielu poważnych wewnętrznych starć i sporów pomiędzy krajami członkowskimi. Kraje Grupy Wyszehradzkiej przyjęły w kwestii uchodźców zdecydowane stanowisko, co nie spodobało się unijnym włodarzom i decydentom. Fala krytyki spadła na Polskę, Czechy, Słowację i Węgry, grożono tym krajom już chyba wszelkimi możliwymi konsekwencjami, włącznie z pozbawieniem dotacji z unijnego budżetu i nałożeniem ogromnych kar finansowych. Wyszehrad trwał przy swoim stanowisku i konsekwentnie odmawiał relokacji na swoim terytorium grup uchodźców. Ta polityka zaczęła nie tylko się opłacać - już nawet najważniejsi unijni politycy twierdzą, że brak kontroli i otwarcie granic na imigrantów było błędem, a pomysł krajów Wyszehradu, aby w pierwszej kolejności uszczelnić granice, a potem decydować, co dalej z uchodźcami, zaczął być poważnie traktowany.

Polacy nie chcą u siebie imigrantów

Poprzednia ekipa rządząca zdecydowała o przyjęciu nielegalnych imigrantów w Polsce. Wytypowane zostały pierwsze gminy, które miały zapewnić stworzenie ośrodków dla imigrantów. Rozpisano nawet pierwsze przetargi w tym zakresie. Potem do władzy doszedł PiS, który konsekwentnie sprzeciwiał się otwartym na imigrantów unijnym granicom. Premier Beata Szydło, już po tragicznych zamachach we Francji w listopadzie ubiegłego roku oraz po zamachach w Belgii stanowczo zapowiedziała, że w świetle tych wydarzeń Polska imigrantów nie przyjmie, a wynika to głównie z kwestii bezpieczeństwa. Kolejny zamach terrorystyczny i tragiczna śmierć 94 przypadkowych osób w Nicei jeszcze bardziej umocniły polskie stanowisko w kwestii nielegalnej imigracji.

To, że Polska nie przyjęła uchodźców nie oznacza jeszcze, że nie stwarzają oni w naszym kraju coraz poważniejszych problemów. Szczególnie gminy, położone na zachodzie kraju, zdają się mieć z uchodźcami coraz poważniejszy problem. Niektórzy uchodźcy, których w sąsiednich Niemczech jest już grubo ponad milion, przedostają się do polskich przygranicznych miast. O ile pojedyncze takie przypadki nie stanowiły większych problemów, to jednak coraz częściej zachowanie uchodźców w polskich przygranicznych miejscowościach zaczyna przypominać to, co oglądamy od czasu do czasu w relacjach z ulic niemieckich miast. Agresywne grupy imigrantów chodzą po ulicach i zaczepiają przypadkowe osoby, w szczególności kobiety.

Pierwsze patrole przeciwko agresywnym imigrantom już działają

Poważnych ekscesów dopuścili się imigranci w gminach Łęknica i Słubice, do których przedostali się z położonego pod Frankfurtem w Niemczech obozu dla uchodźców. Co istotne - część uchodźców, mieszkających w obozach na terenie Niemiec, zalegalizowała już swój pobyt w tym kraju, mogą oni zatem bez przeszkód przekraczać kolejne granice na terenie całej Wspólnoty. Problemem są także uchodźcy, nielegalnie przekraczający granicę niemiecko-polską.

Póki co samorządowcy z zachodnich gmin trzymają rękę na pulsie i uspokajają. Co prawda mają u swych bram przynajmniej kilka tysięcy uchodźców, niemniej w celu zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa powołali specjalne patrole, monitorujące przestrzeń publiczną (na czas patrolu policjanci zwolnieni są z innych swoich zajęć, mają zapewnione również wyżywienie i nocleg). Mieszkańcy miejscowości przygranicznych skarżą się na hałas i brud, generowany przez imigrantów. Póki co #imigranci wydają się zdawać sobie sprawę z tego, że w polskich miastach tak łatwo nie wmieszają się w tłum i wybryki raczej nie ujdą im bezkarnie. Tyle, że to mała pociecha np. dla matek, obawiających się o bezpieczny powrót ze szkoły swoich dzieci.

źródło: forsal.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #policja