To, że wymiar sprawiedliwości potrzebuje głębokiej reformy i oczyszczenia, wiadomo już od dawna. Od dawna też pojawiały się różne projekty i pomysły, jak tą przysłowiową stajnię Augiasza posprzątać. Niemal każdy z pomysłów budził sprzeciw zainteresowanych, którzy w zmianach widzieli zamach na swoją niezawisłość. Bez znaczenia, że w grę wchodziły jedynie zmiany organizacyjne, mające na celu polepszenie funkcjonowania sądów w Polsce. Jakakolwiek zmiana w ocenie sędziów była zła.

Pewnych reform nieśmiało próbował Jarosław Gowin. Polegały one na zniesieniu kilkunastu sądów i przekształceniu ich w wydziały zamiejscowe. Dla prezesów tych sądów oznaczało to powrót do orzekania, a na to nie chcieli się zgodzić. Sam pomysł szybko zresztą "odkręcono", głównie dzięki inicjatywie PSL (ogromna w tym zasługa Jana Burego, znanego z półoficjalnych znajomości towarzysko-biznesowych z niektórymi sędziami).

Bezmiar sprawiedliwości

Z roku na rok zaufanie do wymiaru sprawiedliwości spada. A tak źle jak obecnie, nie było chyba nigdy. Środowisko nie potrafi (bądź nie chce) samo oczyścić się z czarnych owiec, wydajność pracy sędziów pozostawia również wiele do życzenia. Oczywiście od razu pojawia się argument, że sędziowie mają nienormowany czas pracy, że w weekendy piszą uzasadnienia do orzeczeń itp. Szary obywatel widzi jednak notorycznie spóźniającego się na rozprawy sędziego, który poza czubkiem swego nosa widzi niewiele więcej. Naturalnie wydajność pracy znacznie zwiększyłaby podwyżka wynagrodzeń, a skoro jej nie ma, to wydajność pracy nie wzrośnie, co bez zażenowania przyznają reprezentanci sędziowskich środowisk.

Nowy minister sprawiedliwości wywołuje w sędziach niechęć, połączoną z obawą. A już zapowiedź reform (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, zaczną one obowiązywać od 1.01.2017 r.) budzi wręcz przerażenie - i to nie wśród sędziów liniowych, bo dla nich niewiele się zmieni. Przerażeni są prezesi i sędziowie funkcyjni. Znakomita większość z nich straci wygodne posady i będzie musiała powrócić do orzekania.

Reforma zakłada spłaszczenie struktury sądownictwa w Polsce. Obecnie sądy powszechne to sądy rejonowe, okręgowe i apelacyjne. Po zmianach mają być tylko dwa poziomy.

Sędziowie nie wiedzą, co ich czeka - z rozgoryczeniem stwierdza Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa. Nie wiadomo, czy odwoływani ze stanowisk prezesów sędziowie będą przenoszeni na zwykłe stanowiska, czy w stan spoczynku (sędziowska emerytura), czy też będą musieli szukać sobie nowego zatrudnienia. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznaje, że nie ma póki co pomysłu, jak kadrę byłych prezesów i wiceprezesów zagospodarować. Ideałem byłoby, gdyby zasilili oni szeregi sędziów orzekających, tych bowiem jest zbyt mało jak na ilość spraw, trafiających każdego roku do polskich sądów powszechnych. Można jednak wyrazić obawy, że byli prezesi i wiceprezesi będą się bronić dosłownie "rękami i nogami". Trudno zrezygnować z wygodnej i hojnie opłacanej posady na rzecz codziennej pracy z aktami spraw.

Reformy wymiaru sprawiedliwości są potrzebne

To, że reforma systemu sądownictwa w Polsce i generalnie wymiaru sprawiedliwości jest potrzebna, przyznają anonimowo nawet sami sędziowie. Nie ma co ukrywać - sędziom nieobce są układy towarzyskie, a obciążenie pracą bądź jego brak to głównie kwestia dobrych znajomości. Sędziowie liniowi nie kryją swojej złości. Zróżnicowanie obciążenia pracą wśród sędziów jest bowiem ogromne.

Żurek mówi wprost - reforma sądownictwa zostanie przez resort wykorzystana do obsadzenia stanowisk prezesów nowych sądów swoimi ludźmi. Minister Ziobro ucina w tym zakresie wszelkie spekulacje - nie zamierza wpływać na kwestie kadrowe, a jedynie chce unormować sytuację i poprawić wizerunek sądów.

źródło: gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #sądownictwo #polskie prawo