Ubiegłoroczne ataki terrorystów z #ISIS we Francji oraz tegoroczne w Belgii dobitnie pokazują, jaką strategię zamierza przyjąć Państwo Islamskie w najbliższych latach. Pojawiają się pogłoski, że ISIS chce przeprowadzić w Europie spektakularne zamachy z użyciem broni chemicznej, biologicznej a nawet jądrowej. Póki co jednak wydaje się, że strategia ISIS jest nieco inna - nie liczy się jakość, ale ilość #zamachów. Europejczycy nie myślą już, czy atak nastąpi, ale gdzie i kiedy. Bo to, że nastąpi, jest niemal pewne. Wraz z ponad milionem uchodźców przybyło do Europy (jak sugerują eksperci) kilka tysięcy wyszkolonych zamachowców, którzy czekają tylko na sygnał do ataku. Oprócz nich do Europy powrócili muzułmanie, którzy mieszkali tu od lat, ale w międzyczasie zdążyli się zradykalizować, wyjechać do Syrii i Iraku w celu walki po stronie Państwa Islamskiego, a obecnie za zgodą watażków z ISIS wracają do domów w krajach Europy Zachodniej.

Polska tak samo narażona na ataki, jak inne kraje Europy

Naiwnością byłoby stwierdzenie, że ISIS w ogóle nie bierze pod uwagę Polski jako celu potencjalnych ataków. Obecna taktyka ISIS nie daje złudzeń - tu nie liczy się nawet, gdzie dany atak zostanie przeprowadzony, ale ważniejsze jest wywołanie strachu w całej Europie. Równie dobrze kolejny atak zamachowców samobójców może mieć miejsce w Londynie, Amsterdamie, Paryżu, Oslo czy Warszawie. Do tego bieżący rok to wielka katolicka impreza, organizowana w Polsce. Zamach w trakcie Światowych Dni Młodzieży pozwoliłby terrorystom na dobitne pokazanie, że nie liczy się dla nich krew życie i krew niewiernych oraz że nikt naprawdę nie zna dnia, ani godziny.

Polskie służby uspokajają. Sytuacja w naszym kraju jest pod kontrolą, a sama Polska nie jest priorytetem na listach celów ISIS. Jak wynika ze szczątkowych informacji, dawkowanych opinii publicznej, w ciągu ostatnich kilku lat służby zapobiegły przynajmniej kilku zamachom, które miały być zorganizowane w Polsce. Trudno uznać, że po kilku niepowodzeniach terroryści poddadzą się. Tym bardziej, że zmieniają oni taktykę i zamiast wielkich, długo przygotowywanych ataków na najważniejsze ośrodki, preferują oni sianie strachu i niepewności drogą mniejszych, ale częstszych ataków, w tym (co szczególnie niebezpieczne) przeprowadzanych przez tzw. samotne wilki - sympatyków ISIS, którzy od lat przebywają w Europie w roli "śpiochów", a którzy po otrzymaniu odpowiedniego sygnału gotowi są wysadzać się w metrach, galeriach handlowych czy na dworcach.

Co szczególnie istotne - nawet, jeśli ISIS nie planuje w Polsce ataków w najbliższym czasie, bardzo poważnie traktuje Polskę jako swoistą bazę logistyczną, umożliwiającą szybkie i sprawne przeprowadzenie zamachów np. w Niemczech. A polskie służby, notorycznie niedofinansowane i - co gorsza - uwikłane w polityczne wojenki, nie są w stanie zapewnić stuprocentowego bezpieczeństwa. Społeczeństwa nie wolno uspokajać krótkimi komunikatami i bagatelizowaniem zagrożenia. Jeśli okaże się, że do zamachu jednak dojdzie, Polacy nie wiedzą nawet jak się w takiej sytuacji zachować.

Polska nie jest przygotowana na zamachy

Brakuje nam kadr analitycznych, pieniędzy, współpracy służb między sobą i wymiany informacji wywiadowczych z innymi krajami. Problem ten nie dotyczy tylko Polski, ale marne to pocieszenie. W obecnej sytuacji jednym z bardziej rozsądnych kroków byłoby zwiększanie świadomości społecznej i uczulanie społeczeństwa na wszelkie "dziwne zjawiska". Tymczasem kompletnie nikt w Polsce nie zwraca uwagi na pozostawiony bez opieki bagaż, ludzi, fotografujących nietypowe obiekty typu wejście do metra itp. Nie ma co się dziwić. Media uspokajają i zapewniają, że nic nam nie grozi, służby wydają komunikaty, że wszystko jest pod kontrolą, czujność obywateli pozostaje uśpiona.

Szczyt NATO w Warszawie czy podkrakowskie Światowe Dni Młodzieży to tylko jedne z okazji do zamachów. Należy jednak pamiętać, że terroryści do przeprowadzenia krwawych ataków specjalnych okazji nie potrzebują.

źródło: wp.pl #Terroryzm