Na jedną kobietę w Polsce przypada obecnie nieco ponad 1,32 urodzeń. Od lat mamy jeden z najniższych w całej Europie współczynników dzietności. Taka sytuacja trwa już od pewnego czasu i jest bardzo niebezpieczna, biorąc pod uwagę zjawiska społeczne, a przede wszystkim ekonomiczne. Z czego wynika taki słaby wynik? Tym bardziej, że nie jest to aż tak poważny problem całej Europy. Przykładowo we Francji współczynnik dzietności z roku na rok rośnie.

Czy jest to - jak to się powszechnie mówi - efekt przewartościowania? Obecnie powszechny staje się trend - najpierw kariera i dom czy mieszkanie, potem ewentualnie #dzieci. To nie jest całe wytłumaczenie problemu demograficznego w Polsce.

Reklamy
Reklamy

Z pewnością dochodzą do tego trudności młodych osób ze znalezieniem pracy i samodzielnym utrzymaniem się, katastrofalne braki mieszkaniowe i konieczność mieszkania z rodzicami, niepewna przyszłość. Tylko czy to wszystko aż tak determinuje niechęć do posiadania potomstwa?

To już prawdziwa depresja urodzeniowa

Sytuacja demograficzna w Polsce z roku na rok jest coraz gorsza. Jak wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego o małżeństwach i dzietności w Polsce, liczba urodzeń jest obecnie niemal dwa razy niższa niż w czasie ostatniego wyżu demograficznego z lat 80-tych. Od 1990 roku współczynnik dzietności kształtuje się poniżej 2. To wtedy zaczęła się tzw. depresja urodzeniowa, ale nie było w ostatniej naszej historii sytuacji tak dramatycznej, jak obecnie.

Problemy z dzietnością dotyczą generalnie (w mniejszym czy większym stopniu) całego cywilizowanego świata.

Reklamy

Zauważalne staje się natomiast zjawisko, że te kraje, które współczynnik dzietności mają znacząco wyższy, znacznie chętniej też przyjmują imigrantów. I nie chodzi tu jedynie o ostatni kryzys imigracyjny w Europie, wywołany przez napływ ponad miliona uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Imigranci przybywają przecież również do Stanów Zjednoczonych (głównie z Meksyku) czy Rosji (byłe republiki radzieckie i kraje Kaukazu). Łatwo zatem stwierdzić, że dzieci rodzą się głównie w rodzinach imigranckich, w których współczynnik dzietności jest znacznie wyższy niż w rodzinach obywateli danego kraju.

Oczywiście duże znaczenie dla demografii mają warunki lokalne w danym kraju, trudno jednak uznać, aby Polska na obecnym etapie rozwoju była krajem zacofanym. Biedniejsza Ukraina ma współczynnik dzietności o wiele wyższy niż Polska (inna sprawa, że również znacznie wyższy współczynnik umieralności). Wyniki badań dzietności w Polsce są - zdaniem wielu ekspertów - obarczone poważnym błędem.

Reklamy

Przede wszystkim nie uwzględniają one faktu, że znaczna część Polaków w wieku rozrodczym wyjechała do pracy za granicę, a część z nich zapewne stamtąd powróci, nawet jeśli za granicą urodzi im się dziecko. Niektórzy jako przyczynę spadku dzietności w kraju wskazują reformy i zmianę sytuacji społecznej i ekonomicznej po 1989 roku. Standard życia znacząco poprawił się, ale też znacznie wzrosły oczekiwania rynku pracy. Aby zatem te oczekiwania spełnić, młodzi ludzie świadomie rezygnują z macierzyństwa na rzecz prawdziwego startu w dorosłe życie. Prawdziwego, to znaczy w oderwaniu od kąta w rodzinnym domu i z własnymi dochodami.

Dziecko do szczęścia nie zawsze potrzebne

Ciekawe wyniki zaobserwować można po analizie tegorocznego raportu ONZ - Raportu Szczęścia. Okazuje się bowiem, że polscy rodzice są jednymi z najmniej szczęśliwych na świecie. Najszczęśliwsi z kolei są rodzice w Chinach, Kirgistanie i Czarnogórze. Wynika to z zapewne uwarunkowań kulturowych, niemniej swoje piętno odciska tu również mocno sama historia. Generalnie niespecjalnie szczęśliwi z macierzyństwa są rodzice w całym byłym bloku radzieckim, po rozpadzie którego priorytetem dla obywateli była raczej poprawa poziomu życia niż kolejne obowiązki.

Pytanie, czy na problem dzietności w Polsce wpływ będą mieć takie programy, jak 500 zł na dziecko. Oby, inaczej okaże się, że na nasze emerytury zwyczajnie nie będzie miał kto pracować.

źródło: forsal.pl #rodzicielstwo #finanse