Internetowe fora, dotyczące wychowywania #dzieci, pełne są pytań o to, czy aby na pewno kolonie i obozy są bezpieczne? Przecież tam są muchy i komary nad tą wodą. Jak to, na polu namiotowym nie ma prądu? Jaka wspólna łazienka? Przecież to niehigieniczne. Do tego dochodzą słynne już na cały kraj coraz bardziej absurdalne działania Sanepidu, jakie podejmuje na skutek apeli rodziców, nakazując np. właścicielom pól namiotowych zapewnienie elektryczności czy bieżącej wody. Troska rodziców o swoje pociechy jest zrozumiała, ale granicę między zwykłą, zdrową opieką a przewrażliwieniem i krzywdzeniem dziecka, bardzo łatwo przekroczyć.

Współcześni młodzi rodzice widocznie już zapomnieli, jak to było w czasach ich dzieciństwa. Przecież także wyjeżdżali na kolonie czy obozy, brali udział w harcerskich ogniskach i wyprawach, chodzili do lasu i nad rzekę, nocowali pod namiotami. Zdarzały się zatrucia, kontuzje itp., ale każdy przeżył i każdy - jeśli o tym wspomina - to tylko w pozytywnym kontekście. Skąd zatem taka nagła zmiana nastawienia? Skąd biorą się obawy, że dziecko się oparzy, że komar ugryzie i że ulewa będzie?

Dzieci skrzywdzone, bo nieświadome

Obecnie o polu namiotowym dla dzieci, czy obozowej kuchni bez stosownych kontroli Sanepidu i innych służb można zapomnieć. A to i tak za mało. Zanim rodzic pośle swoje dziecko na kolonię, wyposaży je w dziesiątki kosmetyków przeciwko owadom, a wychowawca dostanie instrukcje, co wolno dziecku jeść, a czego nie wolno oraz że ono nie lubi zimnej wody i z powodu alergii nie może spać na drewnianym łóżku. Samo dziecko z reguły nie ma świadomości tych swoich "wad", które wymyślił nadwrażliwy rodzic. Wmówił je sobie i innym, a na koniec jeszcze swoim postępowaniem krzywdzi dziecko.

Oczywiście nadal wielu rodziców wychowuje dzieci zgodnie z zasadą "jak się nie oparzy to się nie nauczy". Coraz większa jednak jest liczba rodziców, postępujących dokładnie odwrotnie ("nie biegaj, bo się spocisz"). Niestety, konsekwencje takiego wychowywania wychodzą na jaw dopiero kilka lub kilkanaście lat później. Dzieci tych rodziców, przekonane o swojej wyjątkowości i swoim bezpieczeństwie, kompletnie nie radzą sobie w sytuacjach, o których jeszcze niedawno nikt by nie powiedział, że są czymś specjalnym. Pokolenie wstecz, jeśli na kolonii brakowało prądu, to była to dla dzieci dodatkowa atrakcja, a ich wyobraźnia podpowiadała setki zabaw i pomysłów, jak tę okoliczność wykorzystać. Obecnie brak prądu jest nie do pomyślenia, chociażby ze względu na to, że "przecież dziecko musi naładować komórkę, ja muszę z nim mieć kontakt".

Obozy i kolonie z takimi dziećmi to dla wychowawców koszmar. Nauczone, że wszystko im wolno, dzieci z byle powodu dzwonią do rodziców ze skargami na wychowawców. Skargi wywołują oczywiście wściekłość u rodziców, którzy wylewają swoje żale na niewinnego wychowawcę. Dzieciom coraz trudniej podporządkować się regułom i dyscyplinie, co nie może dziwić, skoro nigdy nie zaznały tego w rodzinnym domu.

Dzieci mamy coraz słabsze. Fizycznie i psychiczne

Naukowcy z Akademii Wychowania Fizycznego badają kondycję polskiej młodzieży już od wielu lat. Wyniki tych badań są zatrważające. Jeszcze 20 - 30 lat temu dzieci i młodzież byli znacznie sprawniejsi fizycznie, niż obecnie. Nikogo nie trzeba przekonywać, że przekłada się to bezpośrednio na stan zdrowia. Pomimo faktu, że uprawiających sport jest obecnie niemal dwa razy więcej niż 20 lat temu - młodzież jest słabsza, szybciej poddaje się po pierwszych niepowodzeniach czy trudach treningów.

A potem przychodzi kubeł zimnej wody. Wyprowadzka z domu rodzinnego przerasta możliwości człowieka, któremu jako dziecko nie pozwolono nawet się przewrócić. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne i nie chodzi tu o warunki mieszkaniowe, ale o rynek pracy, nastawienie rówieśników, przełożonych, zdrowie i wiele innych czynników.

źródło: forsal.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #szkoła #społeczeństwo