Oczywiście nie należy pod żadnym względem, podważać potrzeby prostowania wszelakich publikacji, próbujących kojarzyć nazistowskie obozy z Polską i z całą stanowczością polski rząd powinien w takich sytuacjach interweniować. Należy jednak pamiętać, że nasza #historia nie jest kryształowo czysta i były w niej okresy, w których polskie obozy jak najbardziej istniały.

Rządy sanacji

Jednym z najbardziej znanych polskich obozów było miejsce odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Obóz ten powstał w latach trzydziestych dwudziestego wieku i służył głównie do "łamania" opozycji politycznej, rządzącej ówcześnie sanacji. Warunki bytowe osadzonych były bardzo ciężkie, zaś niewielka liczba ofiar, szacowana na około paręnaście w ciągu pięciu lat funkcjonowania, wynika prawdopodobnie ze stosunkowo krótkich wyroków. Standardem było zesłanie na okres trzech miesięcy, czasem przedłużane. To jednak wystarczało, by bardzo wielu osadzonych opuszczało Berezę z uszczerbkami na zdrowiu, zarówno fizycznym, jak i psychicznym.

Na uchodźstwie

W czasie wojny również kontynuowano tradycję osadzanie przeciwników politycznych. Gdy polskie siły zbrojne w Wielkiej Brytanii otrzymały do swojej dyspozycji tereny na szkockiej wyspie Bute, przez Polaków zwanej Wyspą Węży, generał Władysław Sikorski potajemnie urządził tam obóz dla swoich oponentów. Gdy sprawa wyszła na jaw, brytyjski parlament nakazał zamknięcie jednostki.

Pierwsze lata powojnie

Jednak niewątpliwie, najczarniejszy pod tym względem okres naszej historii, przypada na pierwsze lata po wojnie. W wyzwalanych nazistowskich obozach, zarówno radzieckie NKWD, jak i polskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zakładały obozy dla niemieckich jeńców, ale również dla ludności uznanej przez władzę za niepewną politycznie. W Obozie Zgoda w Świętochłowicach, w okresie między styczniem a listopadem 1945 roku, osadzono przeszło pięć tysięcy Niemców i "niepewnych" Polaków, w większości Górnoślązaków. Przewinieniem tych ostatnich była najczęściej, podpisana w czasie okupacji volkslista, do podpisania której byli namawiani przez polski rząd na uchodźstwie, jak i przez polskich hierarchów kościoła. Co najmniej jedna trzecia osadzonych zmarła, a ci, których zwolniono, mieli zakaz opowiadania o wydarzeniach obozowych.

Poprawiajmy i pamiętajmy

Oczywiście, nie można stawiać na równi polskich i niemieckich obozów. Skala z jaką działały te drugie jest nieporównywalnie większa. Warto jednak dobrze zastanowić się nad właściwym formułowaniem nowych przepisów legislacyjnych, by oprócz prostowania historii, przypadkiem za bardzo jej nie wypolerować. #polskie prawo