#Lech Wałęsa na spotkaniu z internautami portalu Wykop.pl odpowiadał na pytania również w sprawie związanej z ujawnionymi teczkami TW Bolka.

Jednym ze znaczących pytań, które pojawiło się na spotkaniu było: Czy potrafiłby przyznać się do błędu? Wałęsa tłumaczył, że gdyby donosił przyznałby się, ponieważ nie ma nic do ukrycia. Ponadto jako jeden z nielicznych potrafił wyjść na ulicę i przed milicją przemawiać. Co więcej przyznał, że on sam organizował zbiórkę pieniędzy po parafiach dla strajkujących. Gdy widział, że cała walka nie ma szans na powodzenie skończył ją: "Hamowałem walkę się wydaje, ale tylko dlatego, aby walczyć mądrze. Tylko dzięki otarciu z bezpieką było to potem możliwe. Ale nigdy nie doniosłem. Chciałem ich zrozumieć, dlaczego nie chcą oni wolnego kraju?" 

Lech Wałęsa może poddać się badaniu na wariografie

Lech Wałęsa oznajmił, że nigdy nie zdradził narodu i może się "natychmiast" poddać badaniu na wariografie, by odpowiadać na wszystkie pytania dotyczące właśnie tej sprawy. W kolejnej części rozmowy deklarował, że nie wiedział o istnieniu teczki, która była przechowywana w domu Czesława Kiszczaka. Były prezydent zaznaczał, że zanim teczka trafiła do domu Kiszczaka musiała być weryfikowana, a jego sprawę badał Sąd Lustracyjny. W związku z tym teczka musiała być podrzucona. Wałęsa zapowiedział, że jeżeli sprawa się nie wyjaśni - pójdzie z do sądu by oczyścić swoje imię, dla dobra Polski.

Pytany o przyczyny wypożyczenia z IPN dokumentów dotyczących jego osoby oznajmił, że chciał się zapoznać ze sposobem, w jaki działają na jego niekorzyść. Chciał również sprawdzić, czy agent wrabiał go celowo. W tamtych czasach w stoczni spotkał się z osobą podającą się za przedstawiciela kontrwywiadu "On najeżdżał na bezpiekę i chciał sprawdzić, czy w Gdańsku nie mieszają się Żydzi, Niemcy... Tylko w to celował. To go interesowało" - napisał.

Na późniejszej konferencji prasowej Lech Wałęsa tłumaczył, że oskarżenie jest bezpodstawne, ponieważ gdyby faktycznie to on donosił, to byłyby z tego jakieś konsekwencje. Jednakże żadna z osób wymienionych w donosach nie zapłaciła kolegium, nie siedziała w więzieniu, nikt nie utracił pracy i nie był też spałowany. Natomiast sam były prezydent jak wspomniał został zwolniony ze stoczni pomimo mandatu delegata związków zawodowych, który chronił od wszelkich zwolnień. Uznał więc, że to on powinien być przeproszony, ponieważ tylko on ucierpiał w tej sprawie.

Ostrzegano go przed aresztowaniem

Wróciwszy do tematu z zatrzymaniem, Wałęsa wspominał, że był naiwny gdyż po przegranym strajku w stoczni pojechał do Gdańska by zobaczyć jak wygląda po tej walce. Zaraz po przyjeździe idący za nim mężczyzna uprzedził go o aresztowaniu. Podczas przesłuchania Wałęsa rozpoznał głos, który wcześniej go ostrzegł, a podczas zwolnienia z aresztu człowiek ten podał mu zapisany numer telefonu. Po jakimś czasie w pracy, Wałęsa został wezwany przez kierownika do biura, w którym ponownie spotkał agenta reprezentującego kontrwywiad, a nie bezpiekę. Rozmowy z mężczyzną odbyły się ok. 5 razy i za każdym razem temat był ogólny. Jednak nie wie, czy agent mógł pisał sprawozdania ze spotkań.

Podczas wypowiedzi w sprawie kpt. SB w Olsztynie Edwarda Graczyka, który w raportach oznajmiał o nawiązaniu współpracy z Wałęsą - były prezydent próbował się bronić oświadczając, że ufał temu mężczyźnie, który go ostrzegł "źle to wyszło. Z tego, co dziś widać to brał pieniądze, pisał sprawozdania Źle to wygląda, ale to nie ja. Ja uwierzyłem kontrwywiadowi, ja uwierzyłem człowiekowi, który mnie ostrzegł" .

Lech Wałęsa w wywiadzie dla TVN24 pytany o teczki dokumentów "Lech Wałęsa Bolek" zaprzeczył, że mógłby cokolwiek podpisać. Zapowiedział, że zbiera dowody, aby udowodnić swoją niewinność, ponieważ "Kiszczak miał tylko dokumenty na wysokości sądu lustracyjnego. Nie miał prawa, możliwości, żeby mieć inne" - inne dokumenty zostały dostarczone później.

Źródło: wykop.pl, wp.pl, TVN24

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl.