Wiceprezydent Częstochowy Ryszard Stefaniak mówi wprost - jeśli rodzice chociażby jednego dziecka, uczęszczającego do podległej magistratowi szkoły, będą chcieli, by ich dziecko uczyło się o swojej religii, miasto będzie miało nie tylko obowiązek to zorganizować, ale także sfinansować. Na komentarze nie musiał długo czekać. Poruszeni mieszkańcy Częstochowy (ale także innych polskich miast, sytuacja ta może być bowiem precedensem w skali kraju) pytają, czy muzułmańskie kraje pozwoliłyby na naukę religii katolickiej w ich szkołach i jeszcze naukę tę finansowały?

Stosowna uchwałą została już podjęta. W najbliższych dniach rozpocząć się mają prace nad projektem. Część radnych (głównie reprezentujących tzw. prawicę) już zapowiedziała, że pomysłu absolutnie nie poprze, a jeśli trzeba będzie, to będą oni ten pomysł bojkotować.

Katecheci z Ligi Muzułmańskiej - paradoks goni paradoks

Władze Częstochowy chcą doprowadzić do zawarcia z Katowicami umowy, dotyczącej kwestii nauczania Islamu w podlegających miastom szkołach. Lekcje te miałaby organizować i prowadzić Liga Muzułmańska. Póki co nie wiadomo, ilu potencjalnych uczniów uczęszczałoby na te lekcje, jak miałaby wyglądać kwestia współpracy szkół z Ligą Muzułmańską i gdzie te lekcje miałyby się odbywać. Jeśli pomysł ten nie jest jedynie lewicową prowokacją (lewica już niejednokrotnie próbowała grać na uczuciach Polaków, szczególnie wyczulonych na kwestię wiary i religii), nie ma raczej szans na wdrożenie w życie. Nie w kraju tak jednolitym etnicznie i kulturowo, w którym dominująca #religia odgrywa poważną rolę w życiu społecznym. Nie wdając się w dyskusje na temat tolerancji, wolności wyznania itp., bo wartości te nie są w Polsce zagrożone, można jednak przewidzieć raczej negatywną reakcję społeczeństwa, jeśli pomysł ten uda się wprowadzić w życie.

Oficjalnie ponad 70 % Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców. Co więcej, nielegalni imigranci niespecjalnie są też zainteresowani, aby lokować ich właśnie w naszym kraju. Dla kogo zatem miałyby być przeznaczone lekcje, podczas których naucza się o Islamie? Oczywiście mieszka w naszym kraju pewna grupa Muzułmanów, niemniej są to osoby żyjące tu od lat, a do chwili obecnej zdążyły one zorganizować nauczanie swojej kultury i religii we własnym zakresie.

Oburzeni pomysłem są radni Prawa i Sprawiedliwości. Radny PiS z Częstochowy Artur Sokołowski w mocnych słowach zapowiedział, że ani on, ani jego ugrupowanie polityczne nie zgodzą się na to, aby w myśl poprawności politycznej i szerzenia multikulti wydawać miejskie pieniądze. Tym bardziej, że polscy obywatele widzą doskonale - polityka multikulti nie sprawdza się, a do czego może doprowadzić widać chociażby na przykładzie Niemiec i Francji.

Nauczanie Islamu w polskich szkołach - mainstream jest "za"

Sokołowskiego niemal natychmiast za jego słowa spotkała krytyka. Dziennikarz Gazety Wyborczej pyta wprost - czy Sokołowskiemu przeszkadza nauczanie o Islamie czy o każdej religii innej niż katolicka. To pytanie jest źle postawione. Nie ma nic złego w "nauczaniu o Islamie". Niebezpieczeństwo tkwi w "nauczaniu Islamu". Europejczykom (a Polakom w szczególności) trudno pogodzić się z pewnymi naukami, płynącymi z systemu, jakim jest #Islam. To przecież nie tylko religia - poza kwestią wiary to również pewien schemat myślenia, postrzegania kobiet czy wyznawców innych religii, pewien system sprawiedliwości itp.

Nauczanie "o Islamie" można wprowadzić do polskich szkół bez konieczności jakichkolwiek zmian organizacyjnych. Niewątpliwie Islam ma swoje miejsce na świecie i warto polskim uczniom poszerzać horyzonty, niemniej nie w formie, jaka przyjęła się chociażby w szkołach niemieckich czy angielskich. Tam nauczanie Islamu to zwykła indoktrynacja, nie mająca nic wspólnego z nauczaniem o np. historii tej religii.

A najlepszym przykładem tego, że można w Polsce uczyć innego wyznania, są świetnie zasymilowani Tatarzy. Oby stali się wzorem dla częstochowskich radnych i prezydenta.

źródło: wpolityce.pl #kryzys uchodźczy