Adam Styczek: Tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia w warszawskim meczecie odbyło się spotkanie poświęcone świętom w chrześcijaństwie i islamie - zaproszenie skierowano do muzułmanów, chrześcijan i niewierzących - to dobra próba ocieplenia wizerunku?

Włodzimierz Tasak: Zawsze jest lepiej, kiedy ludzie ze sobą siadają do rozmowy i dyskutują zamiast wybuchać gniewem. Więc każdy taki sposób jest dobry, żeby przedstawić stanowiska. Natomiast, co się za tym kryje, jakie są intencje, jakie powody itd. to już nie mnie wyrokować, bo nie znam szczegółów tej inicjatywy. Nie znam ludzi, którzy za tym stoją, więc trudno powiedzieć dokąd ma to ich doprowadzić, ale zawsze warto rozmawiać.

AS: Czy mimo wszystko da się uzyskać szersze porozumienie? W Koranie uważający, iż Jezus został ukrzyżowany są nazwani kłamcami - czy na takich poglądach można budować pozytywną relację?

WT: Jeśli dochodzimy do szczegółowych kwestii - to rzeczywiście trudno jest znaleźć jakiś wspólny mianownik. Jezus w teologii islamu i Jezus w teologii chrześcijańskiej to jakby dwie różne postacie. Ludzie się zachwycają mówiąc: "O, Jezus występuje w Koranie". Rzeczywiście występuje, ale jest tam tylko jednym z proroków Allaha i to nie najważniejszym, bo przecież najważniejszym jest Mahomet. Natomiast zupełnie inną rolę odgrywa Jezus w teologii chrześcijańskiej, gdzie jest Bogiem, Synem Bożym, Zbawicielem - jest najważniejszą, centralną postacią chrześcijaństwa. Więc trudno jest sobie wyobrazić znalezienie właściwego porozumienia, bo która ze stron zrezygnuje ze swojego stanowiska?

AS: W takim kontekście trudno jest znaleźć uzasadnienie twierdzącym, że w obu przypadkach mówimy o jednym Bogu.

WT: Rzeczywiście mamy wiele nieporozumień związanych z tym, czy to jest ten sam Bóg - tylko inaczej nazwany. Dla wielu ludzi, którzy mają niewielkie pojęcie i o islamie, i o chrześcijaństwie wydaje się, że faktycznie - my nazywamy Boga w ten sposób, oni nazywają w inny, ale to wciąż ten sam Bóg. Diabeł tkwi w szczegółach. Jak się przyjrzymy z bliska to mamy tu do czynienia z taką samą sytuacją, jak z Jezusem - Allah jest absolutnie jedynym bogiem islamu, panuje tam ścisły monoteizm. Natomiast podstawą teologii chrześcijańskiej jest również monoteizm, ale innego rodzaju, wiara w Boga Trójjedynego (Ojciec, Syn i Duch Święty) i to jest kompletnie nie do pogodzenia. Dla muzułmanina jest to największą obrazą, kiedy powie się, że Bóg może mieć syna. Więc chrześcijanie musieliby zrezygnować z czegoś, co jest absolutnym fundamentem i w tym przypadku całe chrześcijaństwo traciłoby sens. Jeśli Jezus nie jest Bogiem, który umarł za grzechy świata, to dzieło zbawienia nie ma znaczenia, bo jest nieskuteczne. Przedstawianie Go jako proroka, który przyniósł Dobrą Nowinę, nauki o moralności - to jest fajne, sympatyczne dla człowieka, który się interesuje moralnością, etyką czy popularną teologią, ale nie ma przełożenia na istotę chrześcijaństwa tj. Jezusa, Boga, który przeszedł żeby zbawić świat.

AS: Przyjęcie płytkiej wersji chrześcijaństwa i islamu będzie tak naprawdę atrakcyjne najwyżej dla osób szukających poparcia dla własnej wizji świata?

WT: Wielu ludzi chciałoby sprowadzić kwestie wiary do spraw moralności albo tylko do filozofii i im to w zupełności wystarcza. Wtedy takie dyskusje mogą prowadzić do tego, że sobie pokiwamy głowami, pogawędzimy, nawet pozachwycamy się nad jakimiś pojedynczymi prawdami. Ale kiedy dochodzimy do sedna, czyli tego kim jest Bóg? Czego oczekuje od człowieka? Jaką ma dla niego przyszłość? Co dla niego przygotował? Wtedy okazuje się, że tych stanowisk nie pogodzimy. One nie są do pogodzenia nie tylko z racji rozbieżności czysto teologicznych, ale to są tak różne obrazy Boga (dodajmy do tego choćby zasadę przebaczenia, miłości nieprzyjaciół), że próby wtłoczenia ich obu w jedną formę, gdzie miałby się znaleźć jeden, wspólny jest niemożliwe - oni obaj, tak różni, zwyczajnie się tam nie zmieszczą. #religia #Islam