Sprzeciw wobec działań papiestwa zaczął narastać pod koniec XV wieku. Kościół stał się organizacją tak mocno upolitycznioną i biznesową, że zapotrzebowanie na rosnący przypływ gotówki zaczęło przerastać jego dotychczasowe możliwości finansowe. Warto przy tym dodać, że papiestwo dopiero co wróciło do Rzymu, który był w opłakanym stanie, więc czym prędzej ruszyła jego odbudowa i co najważniejsze - budowa nowej bazyliki Piotrowej. Ważnym czynnikiem było też współzawodnictwo z Turkami, którzy właśnie położyli łapę na Konstantynopolu, czyniąc go swoją stolicą, znacznie świetniejszą od tej Piotrowej.

Łatanie dziury

Dziurę budżetową można było łatać na kilka sposobów. Najlepsze rezultaty dawało handlowanie urzędami kościelnymi a później - sprzedaż odpustów. Te drugie z czasem przybrały formy tak niedorzeczne, że można było kupić sobie odpust za grzechy jeszcze niepopełnione. Tak na zapas, w razie jakby ktoś miał w planach jeszcze trochę pogrzeszyć. Oczywiście, żeby lud zachęcić do zakupu odpustów, trzeba go było odpowiednio nastraszyć. Czyściec spełniał to zadanie znakomicie, był straszakiem zachęcającym, by zadbać o swoje rozgrzeszenie za życia i nie zostawiać tej kwestii niepewnym potomnym. Zwłaszcza, że Kościół bynajmniej nie negował popularnej pod koniec XV wieku plotki, że od 1295 roku żadnej duszy nie udało się wyjść z czyśćca do raju.     

Papieskie rozpasanie

Oczywiście nie tylko finanse były solą w oku trzódki - papiestwo rozhulało się również w zakresie swoich praw na ziemskim padole. Najlepszym przykładem był papież Aleksander VI (Rodrigo Borgia), rozpustnik otwarcie przyznający się do swoich nieślubnych dzieci. Wspomagał on także iście mafijne dążenia rodziny Borgiów do poszerzania wpływów, załatwiając intratne stanowiska. To wszystko jednak blaknie przy bulli, którą Aleksander VI wydał w 1500 roku. Gdy pielgrzymów do wiecznego miasta zaczęła dziesiątkować zaraza, wydał on rozporządzenie, w którym nakazał aniołom zstąpić z niebios i zabrać dusze pokutników prosto do raju. Ot tak papież pominął sąd ostateczny i sam zadecydował, kto pójdzie do nieba.    

Powrót do korzeni

Według reformatorów, Kościół rzymskokatolicki odszedł od Boga i nie reprezentował już przesłania zapisanego w Biblii. Marcin Luter i jego 95 tez przeciw odpustom i papiestwu, które ogłosił 31 października 1517 w Wittenberdze, to symboliczny kamień węgielny reformacji. Choć nie był on bezpośrednio twórcą Kościoła luterańskiego, to właśnie jego wywody teologiczne dały mu początek. Nauczał on, że droga do zbawienia wiedzie tylko przez Biblię i Chrystusa. W latach trzydziestych XVI wieku tezy Lutra poparł Jan Kalwin, który również postulował za Biblią jako jedynym źródłem słowa bożego, odrzucając tradycje narosłe wokół chrześcijaństwa w średniowieczu.

Konserwatywni ojcowie

Zarówno Luter, jak i Kalwin przy tej całej otaczającej ich humanistycznej osnowie: pisarzy, filozofów, ojców języków i literatury mieli bardzo ortodoksyjne poglądy na życie doczesne. Według Kalwina, tańce, wyśpiewywanie sprośności czy też zaczytywanie się romansidłami były czynnościami obrażającymi Boga. Jeszcze dalej poszedł John Knox, jego uczeń, który był jednym z ojców założycieli kalwinistycznego Kościoła Szkocji. Knox w ogóle uznał, że jedyna godna bożego ucha forma muzyki może wywodzić się tylko z Biblii, dopuszczał jedynie psalmy śpiewane a capella. Doprowadziło to do zamknięcia szkół muzycznych, palenia zapisów nutowych i demolowania organów kościelnych w Szkocji. Luter z kolei pałał nienawiścią do niechcących się nawrócić Żydów, pogardzał Słowianami Serbołużyckimi mieszkającymi w jego okolicach i z całą surowością nakazywał mordować czarownice.

Płonące stosy

To właśnie stosy, które płonęły w nowożytnej Europie, dobrze podkreślają konserwatywny charakter reformacji. Pomimo że przeciwnicy kościoła katolickiego często wskazują polowania na czarownice jako dowód na jego bestialstwo, to jednak w krajach protestanckich stosy płonęły i dłużej, i z większą częstotliwością.       #kościół #historia