Masakra w Kopalni „Wujek”

Pierwszą i, jak się wydaje, w sposób świadomy wyjątkowo brutalną akcją stanu wojennego była pacyfikacja strajku w katowickiej Kopalni „Wujek” z 16 XII 1981. Do akcji przeciwko strajkującym górnikom wysłano uzbrojone po zęby oddziały różnych służb, m.in.: jedną kompanię milicji, 6 kompanii piechoty, kompanię czołgów, 5 kompanii ZOMO, w tym 17 członków plutonu specjalnego i helikopter. W wyniku postrzałów zginęło 9 górników – Józef Czekalski, Józef Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając – a 24 zostało rannych. Aż 28 lat musiało minąć, nim w sprawie masakry w „Wujku” zapadły wyroki skazujące – były dowódca plutonu specjalnego ZOMO chor. Romuald Cieślak został skazany na 11 lat więzienia za sprawstwo kierownicze, 2 inni zomowcy zostali skazani na 3 lata, a 12 kolejnych – na 2,5 roku, złagodzone o połowę na mocy amnestii z 1989 roku. Dziś jednak właśnie zbrodnia w „Wujku” jest znanym wszystkim symbolem tamtego okresu – na kilka dni przed 34. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego na jednej z warszawskich kamienic powstał mural autorstwa Piotra Młodożeńca z twarzami dziewięciu zamordowanych górników na tle biało-czerwonej flagi, z której wymownie spływa kropla krwi.

Bezwzględne „przywracanie spokoju”

Wiele z zabójstw dokonanych w stanie wojennym miało również charakter zdecydowanie mniej przemyślany niż pacyfikacja KWK „Wujek”. Lista osób, które zmarły bezpośrednio w wyniku pobicia przez zomowców, lub milicjantów jest długa. Najczęściej pobicia ze skutkiem śmiertelnym następowały w trakcie tłumienia pokojowych demonstracji, które odbywały się regularnie w największych polskich miastach: w Warszawie, we Wrocławiu, w Gdańsku, Krakowie, czy Poznaniu. Rzadziej w trakcie przesłuchań w areszcie – wtedy bowiem trudniej było odcinać się od odpowiedzialności za takie zdarzenie, choć i to nie było niemożliwe. Głośnym echem odbiła się sprawa zamordowania maturzysty Grzegorza Przemyka – winą za jego skatowanie, zgodnie z sugestią gen. Kiszczaka, początkowo obarczono... sanitariuszy i lekarzy pogotowia, którzy przewozili go do szpitala. Ostatecznie sprawa uległa przedawnieniu i zabójca Przemyka nigdy nie trafił za kratki. Oprócz pobić ze skutkiem śmiertelnym częste były także zgony w efekcie postrzału, czy trafienia petardą podczas rozpędzania manifestacji ulicznych. Jednym z przypadków tego typu była śmierć Michała Adamowicza, Mieczysława Poźniaka i Andrzeja Trajkowskiego, zastrzelonych 31 VIII 1982 roku podczas demonstracji w Lubinie. W ostatnich miesiącach głośno zrobiło się o dramatycznym zdjęciu, przedstawiającym grupę mężczyzn niosących śmiertelnie postrzelonego Adamowicza, gdy jeden z producentów wódki wykorzystał tę fotografię do reklamowania swojego alkoholu. Firma wprawdzie szybko przeprosiła i usunęła zdjęcie z zabawnym – jak się komuś wydawało – podpisem, lecz niesmak pozostał.

Ofiary „nieznanych sprawców”

Osobną kategorią należałoby objąć także „śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach”, które po dziś dzień nie zostały do końca rozwikłane. Działacze opozycji z dnia na dzień znikali, a po jakimś czasie ich ciała wyławiano z rzeki, czy z jeziora – najmłodszym z uśmierconych w ten sposób był 17-letni Emil Barchański, podobny los spotkał też przewodniczącego Komitetu Zakładowego NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, Ryszarda Kowalskiego. Inni odnajdywali się powieszeni, lub pobici na śmierć przez „nieznanych sprawców”, lub jak o. Honoriusz Kowalczyk ginęli w dziwacznych wypadkach samochodowych. Jacek Jerz, współzałożyciel MKZ „Solidarność” w Radomiu, zmarł w I 1983 w wieku 38 lat. Śledczy IPN-u przypuszczją, że mógł on zostać otruty. Podstawy do takich przypuszczeń daje dodatkowo zachowana notatka szefa radomskiej SB, płk. Ostapińskiego, sporządzona tuż przed śmiercią Jerza o zastosowaniu wobec niego „uzgodnionego przedsięwzięcia specjalnego”.

Źródła: encyklopediasolidarnosci.pl, gazetawroclawska.pl, tvn24.pl, 13grudnia81.pl, historia.focus.pl #strajk #społeczeństwo #wojna