Epidemia dżumy, która przetoczyła się przez Europę w połowie XIV-tego wieku, z różnych powodów na ziemiach polskich i w paru mniejszych europejskich enklawach zebrała zdecydowanie mniejsze żniwo. Jednak dla większości mieszkańców kontynentu horror, jaki się rozgrywał, osiągnął takie rozmiary, że wizja apokaliptycznego końca świata stawała się coraz bardziej realna.

Morze to za mało

Do Anglii dżuma dotarła w połowie 1348 roku, najprawdopodobniej na statku handlowym z Francji. Zaraza najpierw zaogniła się w Bristolu, po czym w szybkim tempie zaczęła ogarniać cały kraj. Szacuje się, że epidemia trwała około 500 dni, a różne wyliczenia podają, że w tym czasie zmarło od 30% do 60% populacji kraju. Duże rozbieżności w liczbach wynikają z braku jednego wspólnego źródła statystycznego. Dane korelowane są na podstawie kronik miejskich, klasztornych i innych spisów kościelnych, takich jak zwalniające się wakaty na stanowiska duchownych w poszczególnych diecezjach. Jeżeli więc przyjmiemy, że populacja Anglii przed epidemią wynosiła około 5 milionów a śmiertelność sięgała 50%, to otrzymamy średnią na poziomie 5000 ofiar dziennie. Dla porównania i zrozumienia skali, wystarczy tylko dodać, że według statystyk WHO w podobnej pod względem zaludnienia Liberii przez półtora roku wirus ebola zabił tyle osób, ile w XIV-to wiecznej Anglii dżuma zabierała każdego dnia.

Chaos w kraju

Nietrudno sobie wyobrazić, jak ogromny wpływ na kraj miała utrata połowy społeczeństwa. Jednym z większych problemów był zwiększający się brak siły roboczej. Chłopi dość dobrze nakręcali ten trend, wykorzystując deficyt, podbijali stawki płacowe, odmawiając pracy za niższe wynagrodzenie. Podobnie sytuacja miała się w różnego rodzaju cechach rzemieślniczych, ceny niektórych wyrobów podwoiły się pomiędzy pierwszą a drugą połową XIV-tego wieku. Ówczesny król, Edward III, próbował dekretami utrzymać płace na poziomie sprzed epidemii, te same rozporządzenia zakazywały również odmawiania pracy, jednak nie przyniosły one większego efektu.

Wśród duchowieństwa notowano podobną śmiertelność jak w innych grupach, aczkolwiek wyższą wśród zakonników prowadzących szpitale. I o ile chłopa w polu można zastąpić innym chłopem, to już kandydaci na księży czy mnichów musieli spełniać wyższe wymagania. Ciężko było w społeczeństwie przetrzebionym chorobą znaleźć wystarczającą liczbę nieżonatych mężczyzn po 25-tym roku życia, dlatego papiestwo w celu uniknięcia załamania się struktur kościelnych w Anglii wydało pozwolenia na wyświęcanie osób młodszych. Dużo szybciej postępowały również awanse w hierarchii kościoła, co obniżyło średnią wieku duchownych na wyższych szczeblach. 

Przerwana wojna

Dżuma zatrzymała nawet wojnę. XIV wiek to początek wojny stuletniej - jednego z większych konfliktów w historii Europy. Edward III próbował odbić ziemie we Francji, utracone przez ojca. Jednak z powodów szalejącej zarazy między 1347 a 1355 rokiem niewiele się działo. I nawet kiedy machina wojenna ponownie ruszyła, nie było to już na taką skalę. O ile wystarczyłoby ludzi na zebranie sporych oddziałów, to już zorganizowanie zaplecza logistycznego dla tak wielkiej armii byłoby sporym problemem.

Chłopi zyskali

Jednak była również grupa społeczna, która w pewnym sensie skorzystała na epidemii. Z powodu wymuszonego wzrostu płac, zwiększyła się zamożność chłopów. Spadł również odsetek osób bezrolnych i bezdomnych w tej najniższej warstwie społecznej. Ziemie, leżące odłogiem, nie były nikomu na rękę, więc opustoszałe gospodarstwa, dość szybko rozdawano w dzierżawę. Pojawiła się również nadwyżka zwierząt gospodarczych i hodowlanych, dziedziczonych przez seniorów po śmierci ich wasali. Wobec braku rąk do ich oporządzania, sprzedawano je po bardzo niskich cenach.

Od tamtego czasu zarówno Anglia, jak i cała Europa wielokrotnie padały ofiarami różnego rodzaju epidemii. Jednak pomimo że czarna śmieć nie była ani pierwsza, ani ostatnia, to właśnie dżuma połowy XIV-tego wieku najbardziej zapadła w pamięć. #historia #Wielka Brytania