Te syberyjskie mrozy zaskoczyły pół Europy. Wraz z nimi zagrażające śmiercią, ogromne zwały śniegu. Nadzwyczaj łagodna zima z temperaturami około dziesięciu stopni powyżej zera, jaka zapanowała mniej więcej w okresie Bożego Narodzenia uśpiła czujność.

Głód, chłód i zagłada w Niemczech Wschodnich

29 XII wyspa Rugia zamieniła się w piekło na ziemi. W nowym budownictwie zgasło światło i przestały grzać kaloryfery. W przypadku bloków mieszkalnych postawionych w spółdzielniach rolnych, w szczerym polu, był to wyrok śmierci. Młodsi i zdrowsi próbowali uciekać. W czasie burzy śnieżnej, na dwudziestostopniowym mrozie... Jeszcze w maju odkopywano ich zwłoki spod zwałów wysychającego błota. Dopiero trzeciego dnia katastrofy kierownictwo partii komunistycznej uwierzyło w sygnały na temat sytuacji na tej wyspie. Oznaczało to wysłanie na pomoc garnizonowi wojsk wschodnioniemieckich i radzieckich, prowadzącemu samorzutną akcję ratunkową, ciężkiego sprzętu.

 

W sylwestrowy wieczór w całym „enerdowie” zgasło światło. Elektrociepłownie, pracujące wyłącznie na krajowym węglu brunatnym, musiały zostać wyłączone z powodu zamarznięcia paliwa. Zgasło światło i wyłączono kaloryfery nawet w dzielnicy rządowej. Rzecz jasna mieszkańcy miast ratowali się dzięki sąsiadom posiadającym w domach piece. Po dwóch-trzech dniach, przy pomocy kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy, udało się wydobyć zamarznięty węgiel z wagonów. Oficjalnie podano o 5 śmiertelnych ofiarach tej zimy w NRD. W rzeczywistości na samej tylko Rugii było ich zapewne około sto razy więcej.

Atom, armia masowa i wolność osobista uratowały Niemcy Zachodnie

Ostrzeżony poufnie przez meteorologów dobry kanclerz Helmut Schmidt polecił ministrowi obrony wprowadzić stan gotowości. Bundeswehra wyciągnęła z magazynów stare czołgi, wycofane z uzbrojenia, aby użyć ich jako taranów przeciwśnieżnych. Kiedy pod ciężarem zlodowaciałego śniegu zwaliły się niektóre słupy sieci wysokiego napięcia, nie doszło do wyłączenia prądu w całym kraju. Liczne i wielkie elektrownie atomowe działały bez przerwy podczas najgorszej zimy! Radioamatorzy nawiązali łączność między sobą i z wojskiem. Na posiadanie radiostacji nie trzeba było zezwolenia. Liczba 17 ofiar śmiertelnych w RFN zapewne odpowiada prawdzie.

Zbawcza rola wielkich armii europejskich okresu „zimnej wojny”

Zabrzmi to paradoksalnie, ale wyścig zbrojeń i ogromne wydatki wojskowe zapewniły bezpieczeństwo. Wielkie pojazdy saperskie okazały się bezcenną pomocą dla mieszkańców, odciętych w swoich domach na wsi i w mieście. Podobnie było z innymi możliwościami wówczas jeszcze naprawdę wielkich sił zbrojnych państw europejskich. Na ten przykład były w stanie finezyjnie wysadzić w powietrze wyjątkowo grube warstwy śniegu i lodu, a potem odtransportować je na swoich wielkich, mocnych ciężarówkach. W wielu miejscowościach wojsko i miejscowi mieszkańcy pracowali przez całą dobę, uprzątając śnieg. Bez tego wszystkiego szybko zabrakłoby żywności i opału.

Nie ma tego złego... czyli marny koniec nieproszonych gości

Liczące prawie czterysta tysięcy bagnetów Ludowe Wojsko Polskie również odegrało kluczową rolę w opanowaniu sytuacji w fatalnych dniach stycznia i lutego 1979. Z drugiej strony większość przemysłu w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przerwała wtedy produkcję na dwa miesiące. Sił i środków do odśnieżania wystarczało tylko na potrzeby energetyki, przemysłu spożywczego i gospodarki komunalnej. Mimo to jeden z najgorszych wrogów narodu polskiego poniósł wtedy sromotną klęskę.

 

Chodzi o stonkę ziemniaczaną, która pustoszyła pola. Stonka zimuje w gruncie na polach kartoflanych, tylko że... Trzydziestostopniowe mrozy to za wiele dla zamorskiego pasożyta z pogranicza USA i Meksyku. Obżerał Europę nie dając nic w zamian. Teraz zdechł. Powrócił jeszcze w 1982 i '83, ale już styczeń i luty 1985 ponownie zrobiły z nim porządek. Od tego czasu trudno znaleźć stonkę nawet na lekarstwo. Jeśli powtórzy się któraś z tych zim drugiej połowy XX wieku, okaże się pomocna, ale i zgubna, Jak w NRD, #armia #Niemcy #pogoda