Gdzie leży Wałbrzych? Koło „złotego pociągu”!

Gdyby ktoś chciał wycenić promocję, jaką zafundowano w ostatnich miesiącach Wałbrzychowi i całemu regionowi dolnośląskiemu, zapewne musiałby sięgnąć po spore kwoty. Od września, gdy po raz pierwszy ukazały się informacje dotyczące zgłoszenia o odkryciu tak zwanego „złotego pociągu”, praktycznie nie ma tygodnia, by ogólnopolskie media nie publikowały jakichś informacji w tej sprawie. Co trzeba jednak zauważyć: informacje te mają charakter zachowawczy, podtrzymujący raczej zainteresowanie sprawą, niż posuwające ją naprzód. Poza kwestionowanym przez wielu fachowców zdjęciem z georadaru wciąż nikt nie jest w stanie przedstawić żadnych dowodów na to, że 8 metrów pod ziemią spoczywa jakikolwiek skład z czasów II Wojny Światowej. Tym bardziej nikt nie umie autorytarnie wypowiedzieć się na temat jego zawartości. Skąd więc zrodziło się hasło: „złoty pociąg”?

Zakopany pociąg ze złotem – fikcja, czy rzeczywistość?

Wiosną 1945 roku Niemcy w panice przed nadciągającą na Dolny Śląsk Armią Czerwoną wywozili i ukrywali zarówno dzieła sztuki (własne oraz zrabowane w innych krajach), jak i depozyty bankowe. Działo się tak zresztą także w innych rejonach przyfrontowych, gdzie skrzynie ze zrabowanymi precjozami zatapiano w kopalniach, jeziorach, czy też maskowano w innego rodzaju kryjówkach. Choć nie ma dokumentów niezbicie poświadczających te wydarzenia, badacze przyjmują, że przed wkroczeniem Rosjan do Wrocławia istotnie ekspediowano z miasta na zachód cenne transporty. Tak długo, jak długo linia kolejowa w kierunku zachodnim była możliwa do eksploatacji w warunkach wojennych, używano jej w każdym razie skwapliwie. Tym niemniej #historia pociągu, który miał wyruszyć ze Świebodzic do Wałbrzycha i zniknąć pomiędzy 61, a 65 kilometrem torów wiodących z Wrocławia, opiera się wyłącznie na relacjach świadków i przypuszczeniach badaczy. Nie ma w niej też żadnej poszlaki wskazującej na to, że w ukrytym pociągu miałoby spoczywać złoto – efekt połączenia tej z innymi legendarnymi opowieściami krążącymi po okolicy. Przez lata całą sprawę badało dwóch miejscowych pasjonatów – Tadeusz Słowikowski i Andrzej Gaik – którzy wierzyli w to, że od torów w Lubiechowie pod pobliski Zamek Książ prowadzi tunel, w którym być może ukryto legendarny pociąg. Swoich badań nie udało im się jednak doprowadzić do szczęśliwego finału, a całą historię z „zaginionym pociągiem” (tak nazywano go jeszcze przed kilku laty) odłożono ad acta, w przeważającej większości przypadków uznając za niewartą zachodu „miejską legendę”.

Nie chodzi o to, by pociąg dogonić, ale… by go gonić?

Gdy przed dwoma miesiącami spektakularnie powrócono do historii ukrytego pociągu i z miejsca ogłoszono jego „odkrycie” powszechnie spodziewano się szybkiej i widowiskowej akcji wydobycia składu. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a eksploratorzy, którzy zgłosili znalezisko wydają się do owego złota nie spieszyć. Z każdym tygodniem coraz częściej można się spotkać z przedstawieniem całej sprawy w zupełnie innym świetle: jako akcji marketingowej, promującej region i zachęcającej do przyjazdu turystów. Bo co do tego, że o Wałbrzychu zrobiło się głośno zarówno w Polsce, jak i na świecie nie da się zaprzeczyć. Mimo, że pociągu wciąż fizycznie nie ma, to w mieście robi się już na nim dobry interes – jeszcze w sierpniu Stara Kopalnia oraz Zamek Książ wspólnie rozpoczęły akcję promocyjną, w której „złoty pociąg” gra rolę pierwszoplanową. Całą Polska dowiedziała się, że hasło promujące województwo, czyli „Tajemniczy Dolny Śląsk” dotyczy nie tylko Wrocławia, ale także i Wałbrzycha. Jeśli jest to rzeczywiście zaplanowana z góry promocja, to wypada mieć tylko nadzieję, że osoby, które zdecydowały się na taką akcję mają też pomysł na jej korzystne spuentowanie. Bo sam rozbrajający uśmiech i stwierdzenie „żartowaliśmy” może w ostatecznym rozrachunku nie wzbudzić pełnego zrozumienia.

Źródła: www.ksiaz.walbrzych.pl, onet.pl, „Dolny Śląsk jakiego nie znacie” Joanna Lamparska #społeczeństwo #podróże po Polsce