Zaczęło się od profilu na Facebooku „Beka z mamuś na forach”. To właśnie tutaj internauci zamieszczali i nadal zamieszczają (powstała „Beka z mamuś na forach 2”) kopie wpisów i zdjęć, które  - delikatnie mówiąc - nie świadczą o dojrzałości i roztropności młodych mam. Beka ogłosiła konkurs na mem, który można wkleić pod nieodpowiednią fotką. Zwyciężył „Karny Brajanek”. 

Co to jest „Karny Brajanek”?

Lidia Rudzińska, kulturoznawca, Uniwersytet SWPS: To oddolna inicjatywa internautów, którzy chcą w jakiś sposób ukarać tych, którzy publikują w sieci nagie zdjęcia swoich #dzieci. Temat jest na tyle „świeży”, że właśnie zakończyły się wakacje, czas urlopów. Tegoroczne lato było wyjątkowo upalne, więc nic dziwnego w tym, że w czasie wypoczynku np. na plaży małe dzieci biegały kompletnie nagie. Rodzice robili im zdjęcia, a później wrzucali do sieci, żeby się pochwalić i dzieckiem, i wakacjami.

Oczywiście zdjęcia nagich dzieci trafiają do Internetu praktycznie przez cały rok. Najczęstszą okazją do uwiecznienia słodkiego, nagiego bobasa jest kąpiel w wanience. Bardzo powszechne jest też robienie zdjęć nagim dzieciom na kocyku. Rodzice zawsze robili zdjęcia swojemu potomstwu. To naturalne i normalne, bo miał to być sposób na zatrzymanie ulotnych chwili. Tyle, że kiedyś takie fotografie trafiały tylko do sekretnych, rodzinnych albumów, a dziś są publikowane w sieci, czyli wystawiane na widok praktycznie wszystkim. 

Internauci widząc w sieci zdjęcia, które mogę być wykorzystane przyznają właśnie „Karnego Brajanka”. Ma to być rodzaj napiętnowania nieodpowiedzialnego zachowania rodzica

Intuicyjnie wyczuwam, że nazwa „Karny Brajanek” nie jest przypadkowa…

Warto dodać, że „karny Brajanek” ma swoją wersję dla zdjęć nagich dziewczynek. To „Karna Dżesika”. Ma pani rację, że ta nazwa kryje w sobie coś jeszcze. Chodzi tutaj także o to, by wyśmiać modę na nadawanie dzieciom oryginalnych imion. Jest ona powszechna wśród młodych rodziców, którzy - co tu dużo ukrywać - wyrośli na mediach społecznościowych. Nadają swoim dzieciom nietypowe imiona, bo uważają, że to oznaka nowoczesności. 

Kiedy zainteresowała się Pani problemem nagich zdjęć dzieci w sieci? W jakich okolicznościach? 

Jestem w takim wieku, że sporo moich znajomych sformalizowało swoje związki i zostało niedawno rodzicami. Któregoś dnia zauważyłam na moim Facebooku, że jeden z moich znajomych został „wyróżniony” „Karnym Brajankiem”. Wtedy zainteresowałam się tym tematem. Poznałam też wcześniejszą inicjatywę rządową „Pomyśl zanim wrzucisz”. Ta akcja miała uświadomić rodzicom, że zdjęcia ich dzieci mogą trafić w niepowołane ręce

Naiwność wynika zwykle z niewiedzy, a przecież media, zwłaszcza w ostatnich latach, nagłaśniały wszelkie kampanie informacyjne na temat pedofilii.

To jest brak refleksji i zbyt duże zaufanie do mediów społecznościowych. Wydaje nam się, że publikujemy zdjęcia do wiadomości naszych bliskich. W końcu są to nasi znajomi, nasze koleżanki i nasi koledzy z pracy; osoby, które często lajkują nasze wpisy i zdjęcia. Zapominamy jednak o właściwym znaczeniu słowa „opublikuj”, czyli „upublicznij”. Wprawdzie taki Facebook ma różnego rodzaju zabezpieczenia przed upublicznianiem treści szerszemu gronu, ale wielu z nas nie stosuje tej blokady. Czyli nie korzysta w pełni świadomie z serwisów społecznościowych. Oczywiście żadna blokada nie daje nam 100% gwarancji bezpieczeństwa, bo przecież zawsze ktoś może dane zdjęci skopiować i ściągnąć na własny komputer, a następnie opublikować gdzieś dalej.

Lidia Rudzińska, kulturoznawca, Uniwersytet SWPS

#Internet