Adam Styczek: W przestrzeni publicznej funkcjonują różne poglądy dotyczące błędu statystycznego - więc jak to wygląda na przykładzie niedzielnych badań exit poll i late poll zrealizowanych przez Ipsos?

Paweł Predko, dyrektor operacyjny Ipsos: To szersze zagadnienie i składa się na nie wiele czynników. My zakładamy, że przy exit pollu jest to średnio dwa punkty procentowe, a przy late poll jeden i to wynika bardziej z naszych doświadczeń i ze statystyki.

AS: Wasze badanie w zupełności zmieściło się w tych ramach. Ani jedna partia nie została przeszacowana o więcej niż 1 punkt procentowy...

PP: Patrząc na to obiektywnie to był jeden z lepszych exit polli w ogóle, ale też na świecie te błędy są większe, niż realizowane teraz w Polsce. Choćby na przykładzie Grecji, gdzie #badania były realizowane w przedziałach 2-procentowych. Chyba trzy firmy realizowały sondaże dla telewizji i tam pomimo tego, że stosowano przedział dwu-trzy czy nawet czteropunktowy wyniki oficjalne były poza tymi przedziałami.

AS: Polska nie ma się czego wstydzić, jeśli chodzi o jakość badań sondażowych?

PP: Absolutnie nie mamy się czego wstydzić. Sondaże w Polsce stoją na najwyższym światowym poziomie. Jeśli się popatrzy na inne exit polle realizowane w Europie, ale też w USA czy Kanadzie, to ostatnie lata w naszym wykonaniu są jednymi z lepszych.

AS: A jaki jest pana stosunek do sondaży w tygodniu poprzedzającym wybory? Exit poll i late poll to bardzo drogie badanie, przeprowadzone na olbrzymiej próbie natomiast poza tym sondaże na grupach niewiele przekraczających tysiąc respondentów, to one już bardzo odbiegają od ostatecznego wyniku...

PP: Trochę tak. Natomiast ich rola jest inna. Przede wszystkim my w niedzielę pytaliśmy osoby, które na pewno głosowały, bo wywiady przeprowadzaliśmy w lokalach wyborczych. I w tym przypadku nie ma dyskusji o tym, czy dana osoba w ogóle pójdzie na wybory, czy jest niezdecydowana. Taka osoba de facto tylko podkreśla to, jakiego wyboru dokonała przed chwilą. Natomiast przy sondażach przedwyborczych badamy próbę reprezentatywną i staramy się by była ona jak najlepsza, ale i tak robimy to przed dniem wyborów. Możemy rozmawiać z osobami, które deklarują że pójdą do wyborów, ale później - niekoniecznie ze swoich złych zamiarów - w lokalu wyborczym jednak się nie znajdują. Teoretycznie nie powinniśmy porównywać tego z niedzielą tylko z dniem, w którym prowadzone jest badanie. Ale oczywiście nie dysponujemy danymi poparcia za dany dzień. Można jednak przy okazji takich sondaży analizować trendy i dlatego warto śledzić wyniki jednej pracowni badań, by je właściwie odczytywać.

AS: Więc jak pan postrzega wyniki tegorocznych sondaży przedwyborczych?

PP: Moim zdaniem sondaże przedwyborcze w tym roku były bardzo dobre. Praktycznie wszyscy wskazywali odpowiednią kolejność na drabinie poparcia partii. Wykazywały dużą różnicę pomiędzy zwycięzcą a drugim miejscem, a także dużą różnice pomiędzy drugim i pozostałymi partiami. Też wykazywały te sondaże, że Zjednoczona Lewica, KORWiN i PSL będą na granicy progu wyborczego. Ten wynik szczególny, że PSL zdobył 5 procent a przykładowo KORWiN był punkt procentowy poniżej sondażowego to te badania nie mogły tego wykazać. W przypadku badań na tak niewielkich próbach jest jeszcze większy, sięgający 3-4 punktów procentowych. Ale ostatecznie nie temu służą tego typu badania. #wybory 2015