Media dość szeroko rozpisują się, omawiając ostatnie zdarzenia dotyczące Kościoła katolickiego. Tuż przed rozpoczęciem synodu, którego tematem miała być rodzina, dość wysoko postawiony ksiądz z Kongregacji Nauki i Wiary - #Krzysztof Charamsa - wyznał, że jest homoseksualistą. Od razu podniosła  się wrzawa i dały się słyszeć wyrazy niedowierzania. Jednak czy właśnie głośny coming out jest prawdziwym problemem?

Ksiądz Krzysztof Charamsa - sprawca ostatniego skandalu w Kościele Katolickim, idzie dalej. Samo wyznanie dotyczące jego orientacji seksualnej mu nie wystarcza. Oto prezentuje on również swojego partnera Eduardo, mówiąc przy tym, że jest z nim szczęśliwy i odnalazł miłość. Pozornie nic złego. Dwie osoby mają prawo się kochać, być szczęśliwymi i mają prawo obwieszczać to światu, jeżeli sobie tego życzą. Jednakże jeżeli uwzględnimy, że jedną z tych osób jest ksiądz katolicki, sprawa wygląda nieco inaczej.

Walka o słuszną sprawę?

Ksiądz Charamsa w swoim manifeście wydaje się być niepokorny, mało skromny, przemawia przez niego dość duża dawka pychy. Czy takie cechy powinny cechować katolickiego księdza? W swojej wypowiedzi cytowanej przez internetowy portal Gazety Wyborczej, Charamsa stawia Kościołowi żądania. Czy to jest właściwa postawa księdza? Czy żądania stawiane instytucji, uważanej za nieomylną i doskonałą w swej doktrynie, są odpowiednią formą walki o prawa osób homoseksualnych? O ile sama idea jest słuszna i w pewnym stopniu wpisuje się w założenia katolicyzmu (Pan Jezus nakazywał wzajemne miłowanie i szacunek, nie odrzucał nikogo), to jednak czy taka postawa sprzyja akceptacji osób homoseksualnych i sprzyja ich przyjęciu przez Kościół?

Przepełniony dumą ze swego wyznania ksiądz Charamsa chyba zapomina o podstawowych zasadach kapłaństwa i tym samym bardzo dużo traci na swoim autorytecie. Mówiąc: "Jestem księdzem gejem. Jestem szczęśliwym i dumnym księdzem gejem. Moją radość i wolność dedykuję człowiekowi, którego kocham, Eduardowi, mojemu narzeczonemu, który potrafił wydobyć moje najlepsze energie i przerobić także ostatki strachu na siłę miłości", pokazuje, że celibat nic dla niego nie znaczy i od dłuższego czasu świadomie żyje w grzechu, stale wybierając go zamiast - wg. nomenklatury religijnej - czystości.

Fundamentalne zasady

Ksiądz ma być przykładem, tak buduje swój autorytet i wiarygodność. Jeżeli składa przysięgę porzucenia rodziny, więzi z tą jedną najbliższą osobą - niezależnie, czy jest ona tej samej czy innej płci - przysięgi swej musi dotrzymać, bo tylko tak pokazuje wsparcie Boga, pokazuje wartość swojego słowa i wartość poświęceń w imię wiary.

Prezentowanie narzeczonego czy narzeczonej przez księdza katolickiego jest niestosowne i powinno budzić uzasadnione oburzenie i zastrzeżenie co do intencji danego duchownego. Ksiądz Charamsa, informując o swojej orientacji, odsunął nieco uwagę od złamanych ślubów przez dodanie ideologii antyhomofobicznej i atak na Kościół za nienawiść wobec gejów i lesbijek. A czy sam ksiądz ma "czyste konto", by walczyć i atakować? Czy sam jest, choćby wobec Boga, w porządku? Czy nie wybrał świadomie grzechu?

Zajmując się tą sprawą, warto wrócić do źródeł, warto wrócić do początków, które przez lata media i ich manipulacje wypaczyły. To przyniesie więcej pożytku ludziom i Kościołowi niż skandale i naciski.

źródło:onet.pl, gosc.pl #kościół #małżeństwo homoseksualne