Zaczęło się od profilu na Facebooku „Beka z mamuś na forach”. To właśnie tutaj internauci zamieszczali i nadal zamieszczają (powstała „Beka z mamuś na forach 2”) kopie wpisów i zdjęć, które  - delikatnie mówiąc - nie świadczą o dojrzałości i roztropności młodych mam. Beka ogłosiła konkurs na mem, który można wkleić pod nieodpowiednią fotką. Zwyciężył „Karny Brajanek”. 

O problemie publikowania zdjęć nagich #dzieci w sieci rozmawiam z Lidią Rudzińską, kulturoznawcą z Uniwersytetu SWPS. 

Aleksandra Siedlecka: A czy nie jest też tak, że młodzi rodzice myślą o tym, co jest tu i teraz, zapominając o tym co będzie za lat 5, 10, czy 15 lat? 

Lidia Rudzińska: To jest właśnie drugi problem wynikający ze zjawiska jakim jest publikowanie zdjęć nagich dzieci. Młodzi rodzice zapominają, że kiedy oni byli dziećmi nie byli zachwyceni, gdy ich rodzice pokazywali ciociom i wujkom ich fotografie z dzieciństwa, że to ich krępowało. Trzeba mieć świadomość tego, że dla 7 czy 10-latka pokazanie jego zdjęć, kiedy był niewinnym nagim bobasem może być traumą. Dopiero jako dorośli patrzymy na nasze zdjęcia z najwcześniejszego okresu naszego życia z sentymentem. 

Jakie zdjęcia Panią, nie wiem jakiego słowa użyć - oburzają, szokują?

Szokują mnie zdjęcia typu: Antoś po raz pierwszy skorzystał z toalety. Przecież to bardzo intymna sytuacja (!). Zdumiewa mnie też, kiedy rodzice publikują nagie zdjęcia kilkorga dzieci. To są fotografie, które w niepowołanych rękach mogą wzbudzić nie takie emocje jakie chcielibyśmy, żeby wzbudzały.

Przed publikacją każdego zdjęcia powinniśmy zadać sobie pytanie, czy chcielibyśmy, być bohaterem takiego zdjęcia. 

Dotykamy tutaj kolejnego problemu, mianowicie praw dziecka, które bywają przez dorosłych lekceważone. 

Intymność dziecka, jest jego własnością. Oczywiście rodzice mają prawo do robienia zdjęć, ale powinna im towarzyszyć refleksja przed każdą publikacją fotografii. Bo to, że rodzic informuje swoich znajomych z sieci o każdym wydarzeniu ze swojego życia: kiedy i co je, kiedy śpi, jak spędza czas…nie oznacza wcale, że jego dziecko będzie miało takie ekshibicjonistyczne podejście do życia. Dzieci nie zawsze są wierną kopią rodziców. 

Dlaczego zajęła się Pani tym tematem? Czy to część pani pracy naukowej? 

To temat dość poboczny jeśli chodzi o moją karierę naukową. Zajęłam się nim chyba z takiego czystko ludzkiego oburzenia, które wynika z postawy moich znajomych, którzy są rodzicami publikującymi zdjęcia swoich dzieci. Pomyślałam też, że akcje akcjami, ale taka inicjatywa oddolna jest o tyle lepsza, że nie mówi o problemie w sposób ogólny, ale konkretny. Bo jeżeli ktoś zostanie napiętnowany „Karnym Brajankiem” to ma to na niego, na pewno, większy wpływ niż niejedna akcja społeczna. Myślę też, że to bardzo ciekawe zjawisko, że internauci sami poczuli się w obowiązku do karania takich nieodpowiedzialnych osób. Bo kiedy ktoś zamiast oczekiwanego lajka dostaje „Karnego Brajanka” to pewnie poczuje się zawstydzony. Choć moim zdaniem to uczucie powinno mu towarzyszyć przed publikacją zdjęcia, które może być krępujące dla jego dziecka. 

Wstawiła Pani komuś „Karnego Brajanka”? 

„Karnego Brajanka” nie wstawiłam, ale zdarzyło mi się wysyłać znajomym sygnały typu: czuję się niezręcznie, bo kiedy loguję się na mojego Facebooka przeglądam zdjęcia nagich dzieci. 

Człowiek nie wie jak ma się zachować w sytuacji, kiedy jest zmuszany do oglądania zdjęć nagich dzieci. Bo z jednej strony skoro takie zdjęcia nie wywołują u niego skojarzeń to nie powinien się oburzać, że ktoś takie zdjęcia publikuje. Ale gdzieś podświadomie pojawia się myśl, że nie tylko ja to oglądam. 

Lidia Rudzińska, kulturoznawca, Uniwersytet SWPS

#Internet #rodzicielstwo