Prawnicy nie mają wątpliwości, że zapisy projektu konstytucji PiS godzą w trójpodział władzy i niezawisłość sędziowską. W art. 145 ust. 2 znajdujemy zapis, z którego wynika że prezydent miałby dysponować uprawnieniami zwolnienia z urzędu sędziego na wniosek Rady ds. Sądownictwa, której by zresztą przewodniczył. Dodatkowo Prawo i Sprawiedliwość chciałoby powrotu połączenia roli prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Mówimy więc o procesie, który ma na celu dołożenie władzy wykonawczej prerogatyw, której skutkiem byłaby większa kontrola, a co za tym idzie - jej wpływ na władzę sądowniczą. Dopełnieniem oddziaływania na sądy byłoby zaś zwiększenie kompetencji prezydenta przez możliwość uchylania wyroków sądów. Były premier i minister sprawiedliwości, Włodzimierz Cimoszewicz uważa, że udzielenie prezydentowi takich uprawnień to odejście od 200 lat osiągnięć cywilizacji i koncepcji podziału władz. W podobnym tonie wypowiada się marszałek senatu, Bogdan Borusewicz (Platforma Obywatelska).

Faktem jest jednak, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość uzyskałoby mandat do tego by zmienić konstytucję - byłby to tylko kolejny krok zmniejszający przywileje sądów. To za kadencji obecnego rządu (koalicji PO i PSL) uchwalono ustawę uchylającą sędziom immunitety w sprawach wykroczeń drogowych. Druga kwestia to fakt, że poszczególne elementy projektu występują w mniejszym lub większym stopniu w systemach państw, których nie podejrzewa się o nadmierne wpływanie na niezawisłość sędziowską. We Francji prezydent dysponuje uprawnieniami zmniejszania wyroków sądowych. W Kanadzie funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego sprawuje jedna osoba. Z kolei w Stanach Zjednoczonych kongres dysponuje uprawnieniami zwalniania sędziów.

Bez względu na to, czy zapisy projektu konstytucji faktycznie uderzają w niezawisłość sędziowską i zasady trójpodziału władzy - prawnicy nie mają co liczyć na wsparcie ze strony społeczeństwa. Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło w marcu badanie dotyczące oceny poszczególnych instytucji publicznych. Sądy mają gorszą opinię nawet od sejmu. Aktualnie działalność sądów negatywnie ocenia 52 procent badanych (tylko 25 procent ocenia pozytywnie). To najgorszy wynik, zaraz po Narodowym Funduszu Zdrowia (który zajmuje ostatnie miejsce) w klasyfikacji.

Najprostszym wytłumaczeniem takiego obrotu spraw mogłoby być uznanie, że w zasadzie polskie sądy nie mogą liczyć na większe poparcie, gdyż co do zasady połowa opuszczających sale sądowe jest niezadowolona. Polacy mają jednak dużo więcej powodów do tego, by źle oceniać działalność wymiaru sprawiedliwości. Olbrzymi wpływ na negatywną opinię mają rosnące liczby skarg na działalność polskich sądów w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Historie Macieja Dobrowolskiego (na ten temat przeczytasz więcej tutaj)zdarzają się zbyt często. Każdego roku nasze sądy krzywdzą tysiące ludzi. Nie każdy ma w sobie tyle zaparcia by faktycznie dochodzić swoich praw - a i tych, którym "się chce" zaczyna przybywać. W 2014 roku Skarb Państwa wydał blisko 25 mln złotych na zadośćuczynienia i odszkodowania spowodowane błędami sędziowskimi (na ten temat przeczytasz więcej tutaj).

Należy zadać sobie zasadnicze pytanie - czy skoro pomimo tak wielkiej niezależności sędziów jest tak źle, ograniczenie jej przyczyni się do poprawy czy pogorszenia stanu polskiego wymiaru sprawiedliwości? #sądownictwo