Decyzja papieża Franciszka, dotycząca zezwolenia księżom na udzielanie rozgrzeszenia osobom uwikłanym w grzech aborcji, wywołała medialną burzę. Umyka w niej potwierdzenie tradycyjnej nauki o aborcji jako o grzechu. O grzechu, powodującym ludzkie cierpienie – w tym ból kobiet dopuszczających się przerywania życia własnych dzieci.

Wśród medialnych doniesień o decyzji papieża rzucają się w oczy dalekie od precyzji tytuły typu „papież rozgrzesza aborcję” (Newsweek Polska, fakty.interia.pl). Sugerują one, że oto papież rozgrzeszył grzech, czyli przestał go uważać za zło. To oczywiście nieprawda. Decyzja Franciszka oznacza tylko to, że przez jeden rok zwykły ksiądz będzie miał prawo udzielać odpuszczenia win osobom, które tego odpuszczenia pragną – a więc m.in. żałują za popełnione zło. Według zasad „nie-jubileuszowych” karą za aborcję jest bowiem ekskomunika, którą zdjąć może jedynie upoważniony kapłan (np. kanonik penitencjarz, ordynariusz).  

Po drugie, warto zauważyć, że jedną z przyczyn złagodzenia dyscypliny względem kobiet, które dokonały aborcji, są wspominane przez papieża cierpienia. Obala to rojenia zwolenników tezy o aborcji jako o „drobnym zabiegu”, pozostającym bez wpływy na kondycję psychiczną kobiety. Aborcja okazuje się złem na tyle poważnym, że pozostawia po sobie niekiedy traumatyczne wspomnienia. Papież  pisze o „bliznach pozostawionych przez ten ciężki i bolesny wybór”.

Skoro płód to człowiek - aborcja jest morderstwem 

Po trzecie, ponoć lewicowy Franciszek przypomina, że aborcja jest grzechem, a jego odpuszczenie wymaga żalu. Dlaczego aborcja jest grzechem? - pyta wielu. Czy katolicy nie powinni pozostawić tej kwestii prywatnemu sumieniu? Skoro ty nie godzisz się na aborcję, to jej nie popełniaj, a mnie zostaw w spokoju – mówią. Sęk w tym, że aborcja nie dotyczy tylko kobiety, ale także dziecka. W wyniku poczęcia powstaje wszak nowy organizm, posiadający odrębny kod genetyczny – DNA.

Jeśli powstanie organizmu wyposażonego w odrębny kod genetyczny nie jest wystarczające, by uznać go za odrębnego człowieka z przysługującym mu prawem do życia, to co jest konieczne? Powstanie serca? Ręki? Zdolność odczuwania? Ale właściwie dlaczego? Czy gdybyś, drogi Czytelniku, w wyniku jakiegoś schorzenia stracił zdolność odczuwania, to przestałbyś być człowiekiem? Do jakiego w takim razie gatunku byś należał? Rozmiar dziecka także nie ma znaczenia dla tego, czy jest ono, czy nie jest człowiekiem. Czy Michael Jordan jest „bardziej” człowiekiem niż ktoś niski? Równie bez znaczenia w tej kwestii jest miejsce przebywania – w organizmie matki albo poza nim.

Nawet jeśli, Czytelniku, nie zgodzisz się z twierdzeniem, że powstanie człowieka w momencie poczęcia jest rozstrzygające, to uznaj przynajmniej, że moment ten jest równie prawdopodobny, co inne. W takim zaś przypadku lepiej powstrzymać się od działań mogących zniszczyć ludzkie życie. Jeśli coś może z niemałym prawdopodobieństwem doprowadzić do śmierci człowieka, lepiej tego nie czynić.

Kościół, nie ulegając postępowej histerii, postępuje więc słusznie. Jego sprzeciw wobec aborcji jest racjonalny, gdyż chroni godność człowieka jako wartość absolutną. Wartość, której lekceważenie prowadziło do wynaturzeń totalitarnych systemów i związanych z nimi masowych mordów. Wreszcie stanowisko Kościoła chroni przed wynaturzeniami radykalnych etyków w rodzaju Petera Singera twierdzących, że dopuszczalne jest mordowanie dzieci nawet przez pewien czas po narodzinach.  

Źródła: fakty.interia.pl / swiat.newsweek.pl / P. Singer, Etyka praktyczna, Warszawa 2007 #społeczeństwo