Zdawać by się mogło, że dla poranionych czworonogów ostatnia prosta między polami kukurydzy prowadząca do schroniska "Przyjaciel" w Kotliskach to szansa na lepsze jutro i znalezienie nowego właściciela. Nic bardziej mylnego.

Okoliczni miłośnicy zwierząt od lat apelowali o interwencję w placówce. Takimi rekordami zgonów nie może pochwalić się żadne schronisko w kraju. Na początku stycznia w ciągu ledwie dwóch tygodni zdechło blisko 300 psów. Współczynnik padnięć przekraczający polską normę czterokrotnie! Zaskakującym był również fakt, że właściciele schroniska nie podejmowali aktywności mających na celu przekazanie zwierząt w ręce nowych właścicieli. Co zastanawiające - nie zgadzano się nawet na pomoc wolontariuszy. To, co działo się na terenie "Przyjaciela" miało nie wychodzić poza mury placówki.

W środku minionego tygodnia #policja wraz z powiatowym lekarzem weterynarii, a także członkami organizacji ochrony zwierząt weszli na teren "Przyjaciela". Na miejscu udokumentowano ponownie (pierwsza inspekcja Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami odbyła się w kwietniu 2015 roku) warunki bytowe czworonogów. Podjęto również decyzję o natychmiastowym przewiezieniu 20 psów znajdujących się w najgorszej kondycji - głównie tych z otwartymi ranami lub źle zrośniętymi kończynami.

Schronisko w Kotliskach ma podpisane umowy na przyjmowanie zwierząt z 50 gmin w Polsce. Z informacji psy.pl wynika, iż żadna z gmin nie występowała o informacje dotyczące sterylizacji i warunków bytowych zwierząt.