68 tysięcy fanów na Facebooku. #Marta Frej popularność zdobyła dzięki swoim memom zabarwionym feministycznie, antyklerykalnie. Ktoś powiedział, że to co robi to nowoczesna formuła felietonu codziennego tyle, że rysowanego.

Aleksandra Siedlecka: Swoimi pracami zadaje Pani kłam tezie, że obraz to uproszczona, uboższa forma przekazu. Dla mnie to, co Pani robi to trafianie w punkt, rodzaj syntezy…

Marta Frej: Bardzo się cieszę, że tak Pani uważa, ale nie zapominajmy o tym, że memy, które robię ostatnio, to połączenie obrazu z tekstem. Podkreślam zawsze, że przekaz jest dla mnie najważniejszy, zaś sam obraz, wraz z jego walorami estetycznymi, ma dla mnie drugorzędne, albo trzeciorzędne znaczenie. Rysuję zresztą w oparciu o zdjęcia...

Jak długo wypracowywała Pani swój styl? Kto Panią ukształtował?

Postrzegam twórczość jako część, przedłużenie życia. I tak jak życie, wszelkie tworzenie jest dla mnie procesem. Dlatego trudno jest mi myśleć o tym co robię w kategoriach stylu. Ukształtowała mnie suma doświadczeń, spotkanych ludzi, obejrzanych filmów, przeczytanych książek

Pochodzi Pani z Częstochowy. Czy ma to jakieś znaczenie? 

W kontekście tego co robię, pewnie ma. Jestem ateistką, ciut antyklerykalną i to temat, który wraca w memach jak bumerang. Nie potrafię powiedzieć czy byłabym inna, gdybym urodziła się i żyła gdzie indziej. Moje pochodzenie dziwi często odbiorców moich prac i mam wrażenie, dodaje odrobinę pikanterii całej sytuacji (uśmiech). 

Wciąż przybywa zwolenników, fanów (bo nie tylko fanek) Pani twórczości. Jak to na Panią działa?

Sprawia mi to radość, ale liczby zawsze były dla mnie trochę bezosobowe, dlatego najbardziej lubię bezpośredni kontakt z ludźmi na wernisażach. 

Co w stereotypie kobiety wkurza Panią najbardziej?

Wolałabym się nad tym nie zastanawiać, bo wkładam dużo energii i wysiłku, żeby nie ulegać stereotypom

Co denerwuje Panią w nas kobietach? 

Boję się takich uogólnień, a już szczególnie, gdy mam mówić źle o całej płci (nieważne której). Czy takie myślenie może przynieść cokolwiek pozytywnego komukolwiek?

Jakie komplementy słyszy Pani najczęściej? 

Bardzo często słyszę i czytam sformułowanie, którego użyła Pani na początku, że moje prace są "w punkt”.

Co sądzi Pani o twórczości Andrzeja Mleczki i Jana Kozy? Jakie są między Wami podobieństwa, a jakie różnice? Oczywiście poza płcią, która sporo biologicznie determinuje

Andrzeja Mleczkę bardzo szanuję, a Jana Kozę uwielbiam. Podobieństwa? Znaleźliśmy podobny sposób na udział w dyskursie społecznym, w żart, często gorzki i smutny, odziewamy nasze poglądy. Różnice? Obaj Panowie są powszechnie znanymi i szanowanymi komentatorami polskiej rzeczywistości, a ja może kiedyś będę powszechnie znana i szanowana, ale niczego nie mogę obiecać.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani: „Jestem ateistką, feministką, mam nadwagę i nieślubne dziecko". Czy coś się zmieniło w tych kwestiach? 

Ostatnio schudłam ze dwa kilo, ale nie zmieniło to specjalnie mojego światopoglądu...

Gdzie chce być Pani twórczo, zawodowo i osobiście za pięć i dziesięć lat? Jak wyobraża Pani sobie wtedy Polskę i Polki? 

Nie wiem, gdzie chcę być zawodowo...Chcę się rozwijać, uczyć, robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam. Chodzi mi po głowie komiks feministyczny, ale też marzy mi się praca w grupie, bo to fascynujące przeżycie....Osobiście natomiast chciałabym być w świetnej formie intelektualnej i fizycznej, z naciskiem na tą intelektualną (uśmiech). Jeśli chodzi o Polskę to mam nadzieję, że będzie coraz lepiej tym, co mają najgorzej, bo Ci, co mają najlepiej sobie poradzą.

Co do Polek, będą coraz bardziej pewne siebie i swoich celów, będą coraz mądrzej i skuteczniej walczyć o równouprawnienie i o to, żeby mężczyźni byli dla nich prawdziwymi partnerami i prawdziwymi ojcami ich dzieci.

Marta Frej - malarka, ilustratorka, animatorka kulturalna, prezeska Fundacji Kulturoholizm, mama Maćka, współzałożycielka Klubu Krytyki Politycznej w Częstochowie.

źródło fot. Marta Frej

#memy