Każdy rodzic wychowuje swoje #dzieci najlepiej, jak potrafi. Stara się zaspokoić wszystkie potrzeby, uchronić przed każdym złem, jakie może je spotkać, wpoić zasady, które wydają mu się najlepsze. Stara się, staje na głowie, jest dla dziecka 24 godziny na dobę. Nierzadko poświęca swoje pasje, swój czas, rezygnuje z własnych przyjemności, byle tylko pociecha miała to czego potrzebuje, czego chce, o czym marzy. I często wydaje się, że jest dobrze, że to całe poświęcenie się opłaca, że mały człowiek wyrasta na kogoś dobrego, wartościowego, osobę o stabilnych poglądach i wyrazistych przekonaniach. Na osobę znającą swoją wartość i szanującą i siebie, i innych. I często tak jest.

Często jednak również rodzice w pewnym momencie stają przed faktami, które nie mieszczą im się w głowie. I pytają samych siebie: dlaczego, jak to możliwe, gdzie był błąd i czy można mu było zapobiec.

Hulaj dusza, piekła nie ma

To, co opowiadają wychowawcy, a także niektórzy uczestnicy obozów młodzieżowych, w zasadzie nie mieści się w głowie. Gdyby chodziło o studentów, o ludzi dwudziestokilkuletnich, można by poczuć ewentualnie zgorszenie, ale to się zdarza. Trudno. Problem w tym jednak, że to, o czym opowiadają wychowawcy, dotyczy dzieci, które mają 13-18 lat. Alkohol, który leje się strumieniami od rana do wieczora, narkotyki, dopalacze, seks. Podobno również seks za pieniądze. Wszystko właściwie oficjalnie. Nauczyciel, wychowawca to żaden autorytet, rodzice nie budzą respektu. Żadnych hamulców. Nawet te dzieciaki, które ewentualnie chciałyby zachowywać się inaczej, nie są bezpieczne, jeśli nie pilnują się przez cały czas. Życzliwi, "dowcipni" koledzy z przyjemnością wsypią coś do coli, piwa, wody, żeby udowodnić, że żadne zasady nie obowiązują. I dlatego co jakiś czas dowiadujemy się, że podczas obozu jakiś kilkunastolatek wypadł nocą z okna, ktoś kogoś pociął nożem, 14-latka zachodzi w ciążę.

Co i kto ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy? Kto jest winien temu, że to w ogóle się dzieje? Przecież jeszcze kilkanaście lat temu coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Problem jest z całą pewnością złożony i trudno by było wskazać jednego winnego. Jedno to, skąd ta młodzież ma takie wzorce i dlaczego wypoczynek kojarzy się jej z zalaniem się w trupa, utratą świadomości czy pójściem do łóżka z kim popadnie. Drugie to pytanie o to, jak to się stało i dlaczego, że nauczyciel, wychowawca nie ma kompletnie żadnego autorytetu? Dlaczego rodzice tracą swój?

Weźmy się do roboty, póki nie jest za późno

Odpowiedź nie jest chyba jednak wbrew pozorom skomplikowana. Brak konsekwencji rodziców i wychowawców, często brak współpracy pomiędzy nimi. Zbyt łatwy dostęp do wszelkich dóbr. Spełnianie wszystkich lub prawie wszystkich zachcianek. Nastawienie na siebie i tylko na swoje potrzeby, a w dodatku brak współczucia i empatii w stosunku do innych osób.

Wydaje się, że to podstawowe przyczyny takiego, a nie innego stanu rzeczy. Przyczyny łatwe, w gruncie rzeczy, do zdefiniowania i wyeliminowania. Dzisiejszych nastolatków nie tak łatwo już będzie wyprostować, ale warto chyba popracować nad przyszłymi. I to już dzisiaj. Bo nie wierzę, żeby jakikolwiek rodzic nie załamał rąk na wieść o tym, że jego dziecko zachowuje się jak zwierzę.

Źródło: wp.pl #rodzicielstwo #społeczeństwo