Kobieta, która wycięła mężowi jądro, nie odpowie za swój czyn. Prawdopodobnie jednak zostanie poddana  przymusowemu leczeniu w zakładzie psychiatrycznym.

Gdy cięła, była niepoczytalna

Prokuratura Rejonowa w Rawie Mazowieckiej w woj. łódzkim zakończyła śledztwa przeciwko 58-letniej mieszkance Rawy, która - pod wpływem ataku zazdrości - wycięła swojemu o sześć lat starszemu mężowi jądro. Prokurator złożył jednak wniosek o umorzenie postępowania w tej sprawie.

"Z opinii wydanej przez biegłych wynika, że kobieta jest całkowicie niepoczytalna i stwarza zagrożenie ponownego popełnienia przestępstwa" - tłumaczy prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Do krwawego zdarzenia doszło 5 września 2014 roku. Był późny piątkowy wieczór. 57-letnia wówczas kobieta czekała na powrót swojego męża i niemal oszalała z zazdrości. Była przekonana, że mężczyzna spędza wieczór ze swoją kochanką. Od pewnego czasu zresztą dochodziło między nimi do awantur z tego powodu.

Wreszcie pechowiec wszedł do ich wspólnego mieszkania w Rawie Mazowieckiej. Był pijany, co zresztą zdarzało mu się dość często. Jak zawsze w takiej sytuacji pomiędzy małżonkami doszło do ostrej wymiany zdań. Później mężczyzna położył się spać i wkrótce zapadł w głęboki sen. Kobieta tylko na to czekała. Związała mężowi nogi i ręce sznurkiem, a następnie - dostawszy się do jego genitaliów - za pomocą żyletki wycięła mu jedno jądro, które wraz z żyletką wrzuciła do sedesu w toalecie.

Okaleczony nie miał żalu do żony

Kiedy do mieszkania wrócił syn skłóconych małżonków, się zorientował w sytuacji i zadzwonił po pogotowie.Okaleczony mężczyzna dopiero po przewiezieniu do szpitala zorientował się, że stracił jedno jądro. Mimo to zapewniał, że nie zamierza wnosić oskarżenia przeciwko żonie. Prosił nawet służby śledcze o niewszczynanie postępowania w tej sprawie. Prokurator uznał jednak, że popełniony został czyn o wysokiej szkodliwości społecznej i postępowanie wszczął "z urzędu".

Podczas przesłuchań w prokuraturze w Rawie kobieta wyjaśniała, że wycięła jądro mężowi, bo chciała zniechęcić go do zdrad, jakich się wobec niej dopuszczał. Tłumaczyła, że o skokach w bok jej męża wiedzieli zarówno sąsiedzi oraz znajomi, jak i jej krewni. Nie mogła już ścierpieć takiej sytuacji.

"W toku postępowania przygotowawczego sąd na wniosek prokuratora poddał kobietę obserwacji sądowo-psychiatrycznej, ponieważ po jednorazowym badaniu biegli nie byli w stanie wydać orzeczenia o stanie jej poczytalności" - informuje prokurator Kopania. "W opinii sporządzonej po zakończeniu obserwacji stwierdzili natomiast, że kobieta w czasie popełniania zarzucanego jej czynu miała zniesioną zarówno możność zrozumienia swojego działania jak i pokierowania swoim postępowaniem, co oznacza, że nie może ponosić odpowiedzialności karnej".

Biegli podkreślali również, że kobieta ponownie może dopuścić się podobnego czynu. Uznali więc, że wymaga ona leczenia w zakładzie psychiatrycznym. #społeczeństwo