Poniższy artykuł jest skierowany przede wszystkim do rodziców, którzy mają problemy ze swoimi dziećmi. Dziś pokaże wam, jak działają placówki dla trudnej młodzieży.

Co to jest placówka dla trudnej młodzież oraz jakie placówki wyróżniamy?

Placówki dla trudnej młodzieżyszkołami z internatem. Szkoły takie specjalizują się w pomaganiu dzieciom wyjść na prosto, poprzez naukę i dyscyplinę. Do takich placówek należą: MOS'y czyli Młodzieżowe Ośrodki Socjoterapii, czyli placówki otwarte i MOW'y czyli Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze, czyli placówki zamknięte.

Jak działa MOW?

MOW jest ośrodkiem zamkniętym, co w skrócie oznacza, że wychowanek wychodzi z niego tylko na święta i wyznaczony przez placówkę czas wakacyjny. Młodzież trafia do niego z polecenia sądu, po jakiejś rozprawie np.: za demoralizacje, pobicie czy rozbój. Jest on karą za niestosowne zachowanie, które nie znajduje się w granicach norm społecznych. Zazwyczaj trafia się do niego do ukończenia gimnazjum, choć jeśli kurator nie stwierdzi poprawy kieruje swojego wychowanka do innego ośrodka w którym znajduje się liceum, technikum bądź zawodówka.

A jak to jest z MOS'em?

Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii jest placówką otwartą, rodzic sam może umieścić tam swoje dziecko, jeżeli widzi taką potrzebę. Znajdują się tam #dzieci z zachowaniem na granicy norm przyjmowanych społecznie. Co to znaczy, że placówka jest otwarta? W skrócie chodzi o to, że w porównaniu do MOW'u wychowankowie wychodzą do domu na weekendy, każde święta oraz całe wakacje. Również przy chorobie dziecka, rodzic posiadający jego zwolnienie lekarskie może zabrać go do domu oraz odwiedzać w dowolnej chwili i brać na spacery czy do sklepu. Na takie wyjścia dzieci dostają przepustkę, muszą się stawić w szkole w wyznaczonym dniu i o odpowiedniej godzinie, jeżeli tego nie zrobią są poszukiwane przez policje.

Zagłębiamy się w tajemnice placówki otwartej

MOS'y mają na celu organizowanie zajęć edukacyjnych, profilaktyczno-wychowawczych, socjoterapeutycznych i resocjalizacyjnych. Wspomagają wychowanków w zakresie nabywania umiejętności życiowych ułatwiających funkcjonowanie w społeczeństwie. Wpierają rodziców w pełnieniu funkcji wychowawczej i edukacyjnej. Pomagają rozwijać umiejętności dzieci oraz planować kariery edukacyjne i zawodowe. Organizują możliwość udziału wychowanków w strefie kulturalnej i społecznej miasta.

Jak widzą to dzieci przebywające w MOS'ie?

Krótka relacja z rozmowy z jedną z byłych wychowanek placówki nr 6 w Warszawie.

"W ośrodku przebywałam prawie trzy lata, przy czym połowę 3 klasy byłam już dochodzącą (dojeżdżała do szkoły sama, nie musiała przebywać na internacie, jest to przywilej dla osób dobrze funkcjonujących). Trafiłam tam w wieku 13 lat, byłam przy nich taka malutka" - opowiada. "Pierwszy rok był najgorszy, prawie nie dostawałam przepustek na weekendy (żeby uzyskać przepustkę trzeba mieć odpowiednią ilość punktów za zachowanie oraz mieć poprawione oceny które wyznacza wychowawca grupy). To trochę trudne miejsce, ale da się przyzwyczaić. Wstawałyśmy o 7 po czym szłyśmy na śniadanie. Po śniadaniu nadchodził czas na dyżury (dwa razy dziennie dzieci odkurzają swój tygodniowy przydział czyli pokój albo korytarz. Raz w tygodniu jest też generalka: odkurzanie, mycie podłogi i sprzątanie kurzy z szafek) gdy kończyłyśmy dyżury szłyśmy do wychowawcy pokazać czy mamy wszystkie zeszyty na nasze lekcje po czym udawałyśmy do tej części budynku w której znajduje się #szkoła. Lekcje kończyły się o 14.20. Po 20 minutach był obiad, potem zdawanie lekcji na następny dzień (wychowawcy kontrolują czy dzieci się uczą, jeżeli nie zdają lekcji są im odejmowane punkty za tygodniowe zachowanie). Gdy zdałeś lekcje mogłeś iść pooglądać telewizję, w skrócie miałeś czas wolny. O 18 była kolacja. Pod wieczór trzeba było znów wykonać dyżur, wziąć prysznic a o 20, jak każdy na grupie miał już wszystko zrobione dostawałyśmy na godzinę swoje telefony. O 21 zebranie grupowe żeby omówić cały dzień a o 22 cisza nocna. Tak wyglądał nasz typowy dzień + w poniedziałki wychowawca zabierał nas na zajęcia informatyczne a potem do sklepu, we wtorki była socjoterapia grupowa a w środy zajęcia plastyczne w domu kultury. Każdy z wychowanków miał również psychologa, godzinę każdego tygodnia. W sumie miło wspominam ośrodek choć na początku go nienawidziłam. Jest to miejsce dla osób które chcą coś zmienić, jeśli nie, to nie ma to dla nich sensu. Kończąc gimnazjum miałam średnią 4,30. Dostałam się do dobrego liceum i normalnie funkcjonuję. Mówili mi, że jestem przypadkiem jednym na tysiąc".

Czy warto więc oddać dziecko do ośrodka?

Zdania na ten temat są podzielone, zazwyczaj oczka w głowie rodziców szybko się z nich wydostają. Jeżeli jednak rodzic współpracuje z wychowawcami to efekty są bardzo dobre. W takim ośrodku masz prawie pewność, że dziecko ukończy edukację, ponieważ motywacją jest dla niego wyjście na weekend. Nie musisz się również martwić o to gdzie się podziewa twoja pociecha (w przypadkach, gdy nastolatek lubił się zabawić). Wychowawcy bardzo poważnie traktują swoją pracę. Gdy dzieciaki są grzeczne zabierają je do kina i w inne różne miejsca. Wszystko działa na zasadzie "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Nastolatki często znajdują tam również przyjaciół podzielających swoje problemy oraz zamiłowania. Decyzja należy do was.