W kampanię "KancerSutra", której organizatorem jest Fundacji Rack'n'Roll zaangażowało się wiele osób w tym znane i cenione ekspertki. Jedną z nich jest dr n. med. Mariola Kosowicz, kierownik Poradni Psychoonkologii w Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Aleksandra Siedlecka: Pani Doktor, mam nieodparte wrażenie, że znaczna część naszego społeczeństwa nigdy nie słyszała o psychoonkologii.

Dr n. med. Mariola Kosowicz: W psychologii wyróżniamy wiele specjalizacji - psychologię społeczną, kliniczną itd. Już sama nazwa - psychoonkologia - wskazuje na specyfikę pracy jaką wykonuje psycholog. Polega ona najogólniej na pomocy terapeutycznej i poprawie jakości życia osobom chorym na raka, jak również rodzinom osób chorych. Ponadto w zakres naszych działań wchodzi wsparcie dla personelu medycznego i szeroko rozumiana profilaktyka.

Czy każda osoba u której zdiagnozowano nowotwór prędzej, czy później będzie potrzebowała pomocy psychoonkologa?

Nadużyciem było by stwierdzenie, że każdy chory człowiek wymaga pomocy psychologicznej. Z doświadczenia wiem, że pewna grupa pacjentów poszukuje pomocy psychologa i jest to dla nich element wspierający leczenie. Inni zaś potrzebują czasu, żeby dojrzeć do podjęcia decyzji o skorzystaniu z naszej pomocy. Często naszymi pacjentami są osoby w trakcie nawrotu choroby. Każdy człowiek przeżywa inaczej swoją chorobę. Dlatego różni pacjenci oczekują pomocy w różnych momentach swojego życia i na różnych etapach choroby. Czasem przychodzą sami, a czasem z rodziną.

W naszej Poradni wypracowałyśmy rozwiązanie, które polega na wychodzeniu na przeciw wszystkim pacjentom. Dlatego organizujemy dla pacjentów hospitalizowanych w Klinikach Narządowych Centrum Onkologii-Instytut zajęcia z psychoedukacji, w ramach których poruszamy różnego rodzaju problemy, z którymi przeważająca część pacjentów musi sobie radzić, a często nie wie jak. Mówimy o: stresie; o relacjach w rodzinie; o akceptacji zmian, jakie narzuca choroba; o zachowaniach wspomagających proces leczenia; o intymności itp. Po takich spotkaniach znajdują się chorzy, którzy nabierają ochoty na spotkanie indywidualne.

Dwa razy w miesiącu w Centrum Onkologii w Warszawie organizujemy koncerty muzyczne, teatralne i zachęcamy pacjentów, żeby brali w nich udział, bo jest to pewien rodzaj terapii. Przy okazji koncertów można się zgłosić, właśnie do naszej Poradni, po pamiątkowe zdjęcia. To też bywa pretekst do rozmowy, która skutkuje późniejszymi, już regularnymi spotkaniami. 
Moi terapeuci są ciągle wśród pacjentów i zachęcają ich do rozmów. Czyli, jak widać, w bardzo różny sposób pokazujemy, że jesteśmy gotowi do pomocy. Ale robimy to w sposób nieinwazyjny. Bardzo dbamy żeby nikogo nie przestraszyć i nie zniechęcić.

Oczywiście jest grupa ludzi, którzy zgłoszą się do nas zbyt późno, tzn. wydarzy się po drodze wiele złych rzeczy, których pewnie mogli uniknąć. Ale tak też bywa i należy się z tym pogodzić.

Jako kobieta myślę sobie, że właśnie my - kobiety mamy większą potrzebę wygadania się.

To prawda, my kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, potrzebujemy więcej mówić. Jest nam też łatwiej nazywać emocje, czyli łatwiej też przyjść po to, żeby o nich komuś opowiedzieć. Wielu mężczyzn z natury inaczej przeżywa trudne chwile. Zamiast rozmawiać o problemie chce go, po prostu, rozwiązać. Poza tym, są wychowywani w przeświadczeniu, że muszą być silni. A przecież każdy człowiek, bez względu na płeć, ma prawo do swoich emocji, do słabości. Niestety, wielu mężczyzn tłumi swoje emocje i wstydzi się słabości.

Warto jednak podkreślić, że choć kobiety częściej przychodzą, żeby porozmawiać, to wcale to nie oznacza, że łatwo zmieniają swoje zachowania. Bo my kobiety jesteśmy, czy też bywamy często uparciuchami i wychodzimy z założenia, że wiemy lepiej i robimy po staremu. Zamiast odpocząć i zadbać o siebie dbamy o wszystkich innych, siebie zostawiając na końcu. Mężczyznom też nie jest łatwo zmienić swoje przyzwyczajenia, ale nierzadko szybciej wprowadzają zalecane zmiany w swoje życie. Może dlatego, że traktują to jak zadanie.

Czy słusznie zakładam, że to raczej Pani w rozmowach z pacjentami onkologicznymi wywołuje temat seksualności?

Zazwyczaj tak jest. Ale jakiś czas temu miałam bardzo udaną rozmowę z niesamowitą pacjentka, która sama wywołała temat seksu. Jest już dość długo chora i poznała mężczyznę. W rozmowie ze mną zastanawiała się, czy uprawiać z nim seks, czy może jednak nie. Próbowała dociec, ile można chodzić na randki polegające na wspólnym spędzaniu czasu pod księżycem i trzymaniu się tylko za ręce. Dyskutując doszłyśmy do wniosku, że ryzyk-fizyk. Albo spróbuje, albo nie. No i się udało. W czasie kolejnego spotkania opowiedziała mi jak się odblokowała. Że w czasie seksu spadła jej nawet peruka, co niczego nie popsuło. Zdradziła też, że chciałaby poprawić swoje libido, bo jeszcze się leczy, a terapia niestety je obniża. Ale i na to znalazła już sama sposób. Umówiła się na wizytę u seksuologa, bo przecież i na to jest lek. Stwierdziła, że przecież tak tego nie zostawi, bo seks jest dla niej ważny. Taka pacjentka to jednak rzadkość.

Nasz współczesny świat ma dwojakie podejście do seksu. Z jednej strony dostęp do seksu jest nieograniczony; a z drugiej, zwłaszcza w pewnych kręgach, bywa on jeszcze tematem pomijanym. Kiedy chodzi tutaj o zachowanie prywatności/intymności to jest to zrozumiałe, ale kiedy jest tematem tabu to nie jest już to w porządku.

Wielu chorych nie zacznie tematu seksu uważając, że jak są chorzy to nie wypada. Dlatego staram się sama zainicjować ten temat. Ale zawsze najpierw poznaję pacjenta, jego relacje osobiste i dopiero wówczas wychodzę z tym, wciąż jeszcze trudnym, tematem. Przede wszystkim podkreślam, że udane życie seksualne można mieć w różnym wieku, na różnym etapie swojego życia i że jest to bardzo ważny jego aspekt. Czasami trzeba uświadomić pacjentom, jakich problemów mogą się spodziewać, np. po leczeniu i w jaki sposób mogą sobie z nimi radzić. I tak np. kobieta po radioterapii w obrębie miednicy mniejszej musi wiedzieć, że może mieć zrosty i w konsekwencji zwężone światło pochwy. Ważne żeby wiedziała, co ma robić żeby nie dopuścić do nieodwracalnych zmian. Z kolei w przypadku mężczyzn, którzy w konsekwencji operacji stercza (prostaty) mogą mieć różnego rodzaju problemy m.in. z nietrzymaniem moczu, z erekcją, ważne jest żeby wiedzieli, gdzie szukać pomocy, i że ona w ogóle istnieje. Oczywiście nie zawsze można wrócić do sprawności seksualnej sprzed choroby, ale zawsze można znaleźć swój sposób na udany seks. To jest kwestia wyobraźni, humoru oraz znajomości potrzeb własnych i współpartnera.

Wciąż szukamy sposobów na to, żeby pomóc naszym pacjentom także w tej sferze życia. Właśnie analizujemy dane z ankiet, które są częścią naszych badań dotyczących seksu. O tym, że wciąż jest to trudny temat świadczy to, że zaledwie 160 z 1000 pacjentów, którzy otrzymali ankiety, zdecydowało się je wypełnić. Chociaż test nie był trudny i zachowywał zasady etyki.

Skoro mowa o badaniach. Czy są jakieś naukowe dowody na to, że seks pomaga wyjść z choroby nowotworowej, wygrać z nią?

Nie znam badań wskazujących jednoznacznie, że seks leczy z raka. Znam natomiast badania, które wskazują, że niektóre nasze zachowania mogą prowadzić do choroby nowotworowej, są to m.in.: palenie, zła dieta, ryzykowne zachowania seksualne.

Seks to czułość i wyjątkowa bliskość z drugim człowiekiem. Spełnienie w tej sferze życia poprawia nasz nastrój, pozwala czuć się w zależności od płci bardziej kobieco lub męsko. A to z kolei wpływa na naszą samoocenę i chęć do życia. To wszystko razem wpływa na jakość życia. Daje nam większą motywację. Kiedy jesteśmy szczęśliwi nasz układ odpornościowy lepiej funkcjonuje. Poza tym, nawet jeśli nie wyzdrowiejemy to warto żyć jak najlepiej, bo to samo w sobie, jest wartością dodaną. Bezdyskusyjnie.

Kończąc naszą rozmowę chciałam zapytać dlaczego kampania "KancerSutra" jest ważna i potrzebna nie tylko chorym i ich rodzinom, ale i nam wszystkim?

Musimy w końcu obalić mity, że osoby chore potrzebują tylko: głaskania po ręku; mówienia jak mają żyć; co jeść, a czego nie jeść. Musimy też wszyscy uświadomić sobie, że człowiek chory może czerpać radość z różnych aspektów życia, że może zdziałać bardzo wiele, może się realizować. Jeśli tego nie zrozumiemy to skrzywdzimy wielu ludzi, a może także samych siebie. Przecież nikt z nas nie wie, czy i kiedy zachoruje. Dlatego uczulam wolontariuszy, żeby nie kojarzyli pomocy pacjentom tylko przez pryzmat: cierpienia, smutku, samotności, lęku i śmierci; choć one też występują. Ważniejsze są marzenia i potrzeby chorych.

Wracając do kampanii "KancerSurta", niestety, docierają już do mnie głosy, że jeden z krótkich filmów, które ją promują jest zbyt odważny, a nawet wulgarny.

Widziałam ten film i dostrzegam w nim namiętny taniec. Przecież tam nie ma wulgarności.

Temat seksu zawsze wzbudza dużo emocji. Film jest piękny, ale nie mam wątpliwości, że wzbudza silne emocje. Zawsze znajdzie się ktoś, kto poczuje się zgorszony nawet tak pięknym, intymnym tańcem. Nierzadko są to osoby, które nie uświadamiają sobie, że ich krytyka wiąże się bezpośrednio z ich własnymi ograniczeniami lub złymi doświadczeniami w tym obszarze życia. Nasza kampania jest dla wszystkich, którzy chcą wyjść poza swoje ograniczenia i świadomie zadbać o każdy aspekt swojego życia, intymnego również.

dr n. med. Mariola Kosowicz, kierownik Poradni Psychoonkologii w Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie #społeczeństwo