W piekarniach i sklepach z pieczywem jesteśmy permanentnie oszukiwani, wprowadzani w błąd, ukrywa się przed nami najbardziej szkodliwe składniki. 65 proc. pieczywa znajdującego się na rynku jest zafałszowana, bez informacji o pełnym składzie na etykiecie. Sprzedawcy i producenci chleba nagminnie łamią prawo sprzedając chleb niewłaściwie oznakowany.

Zakup pieczywa przypomina dziś transakcje wysokiego ryzyka. Powszechnie panuje przekonanie, że lokalne piekarnie sprzedają lepsze pieczywo niż supermarkety, czy sieciowi producenci. Trudno to jednak udowodnić, ponieważ wielu z nich nie podaje informacji o wszystkich składnikach chleba, mimo, że zobowiązują ich do tego przepisy. Prędzej dowiemy się w supermarkecie, że chleb jest produkowany z mrożonego ciasta, z gotowej mieszanki, zawiera polepszacze, emulgatory czy kwas askorbinowy niż w osiedlowej piekarni, która epatuje fantazyjnymi nazwami nie racząc umieścić w widocznym miejscu składników. Każdy zdrowo myślący konsument natychmiast wyciąga z tego właściwe wnioski - skoro skład jest przemilczany, to znaczy, że piekarnia ma coś do ukrycia.

Oszukują, by obniżyć koszta

Przez wiele urzędów nadzorujących chleb jest traktowany gorzej niż inne produkty. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jest jedną z instytucji uprawnionych do kontrolowania oznakowania chleba prowadzi np. rejestr szkodliwych produktów czy klauzul niedozwolonych. To swoista czarna lista producentów czy firm łamiących przepisy prawa, jednak próżno na niej szukaćpiekarnie czy sklepy z pieczywem. Ostrzeżenia o niebezpiecznej żywności publikuje Krajowy Punkt Kontaktowy Systemu Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach (KPK RASFF) w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Pieczywa na tej liście nie znajdziemy.

Takie instytucje jak Państwowa Inspekcja Sanitarna (PIS) czy Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) mają szereg narzędzi prawnych do kontrolowania i karania oszustów. W praktyce sankcje sprowadzają się do nakazu usunięcia nieprawidłowości, wymierzania mandatów czy kar finansowych. Żeby zamknąć piekarnię czy sklep musiałoby chyba dojść, podobnie jak w przypadku placówek gastronomicznych, do wykrycia groźnej dla zdrowia bakterii. Najwyraźniej oszustwo na chlebie to zbyt małe przewinienie, by inspektorzy nakazali zawieszenie czy zamknięcie produkcji albo sprzedaży pieczywa. A przecież nie chodzi o nic innego jak o pieniądze. Chemia, którą faszerowane jest pieczywo ma na celu przyspieszenie produkcji, a co za tym idzie obniżenie kosztów. Konsumenci mają prawo wiedzieć, jakich składników, w jakiej ilości użyto do pieczywa, ponieważ wiele z nich jest szkodliwych dla zdrowia. Piękne, wypieczone, rumiane, atrakcyjne pod względem wyglądu wypieki często zawierają niezdrowe dodatki.

Zbyt niskie kary

Kary wymierzane producentom i sprzedawcom pieczywa są śmiesznie niskie mimo, że według przepisów Państwowa Inspekcja Sanitarna może nałożyćsankcję do wysokości trzydziestokrotności średniej płacy w gospodarce narodowej z poprzedniego roku - czyli w tym roku powyżej 113,5 tys. zł. W praktyce kary wymierzane przez organy UOKiK czy IJHARS za niewłaściwe oznakowanie i złą jakość pieczywa wynoszą średnio ok. 781-1090 zł.

Przepisy nakazują informować o wszystkich składnikach w kolejności zaczynając od tego, którego jest najwięcej w masie pieczywa. Powinniśmy wiedzieć także o tych, które powodują alergie, reakcje nietolerancji, dacie minimalnej trwałości i terminie przydatności do spożycia a także o substancjach dodatkowych i ich numerach E.

Przedsiębiorca może wybrać najbardziej funkcjonalną formę podania tych informacji. Jeśli pieczywo jest sprzedawane luzem, nie ma etykiety, informacja o składzie może być podana np. na monitorach, albo w bardziej tradycyjny sposób - w kartach, księgach, biuletynach. Ekspedientka, która z uśmiechem na twarzy mówi nam z czego zrobiony jest chleb to za mało. #jedzenie #Ekologia