Pojawia się w mediach w kontekście dyskusji o legalizacji marihuany do celów medycznych. W ciągu ostatnich kilku dni występuje w nich szczególnie często. Polemizuje z decyzją Centrum Zdrowia Dziecka o zawieszeniu terapii prowadzonej przez dr Marka Bachańskiego - człowieka który przywrócił jej syna do życia. Przed leczeniem u znanego neurologa Maks miał kilkaset napadów padaczki dziennie. Nie mógł sam chodzić, jeść. Nawet siedzenie sprawiało mu trudności. "Był jak leżąca lalka, bo napady drgawek kasowały z jego pamięci wszystko, czego się nauczył" - mówiła o chorobie syna.

Matka Maksa i marihuany

Dziś jest twarzą ruchu pacjentów domagających się legalnego dostępu do leków na bazie marihuany. Zyskała nawet przydomek "matka medycznej marihuany". Media szybko go podchwyciły. Dorota Gudaniec jest jednak przede wszystkim matką 6-letniego Maksa. To jej czwarte dziecko, jedyny chłopiec. Urodziła go dość późno, w wieku 37 lat. Maks jest dzieckiem z zespołem Downa. Pomimo tej niepełnosprawności chłopiec był zdrowy i rozwijał się prawidłowo. Kiedy skończył kilka miesięcy pojawiły się u niego niepokojące symptomy, wskazujące na padaczkę. Ataki były coraz silniejsze, po kilkadziesiąt, nawet kilkaset razy dziennie. Terapie, jak chociażby odpowiednia dieta pomagały, ale tylko nieznacznie. Choroba pogorszyła się na tyle, że chłopiec w krytycznym stanie trafił do szpitala. Tam został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, w której pozostawał aż cztery tygodnie. "Lekarze nie dawali mu szans i kazali mi się pogodzić z jego odejściem" - wspomina Dorota Gudaniec.

Maks wraca do życia

Rodzice chłopca nie zamierzali się jednak poddawać i postanowili walczyć o niego wszelkimi, dostępnymi środkami. Szukali informacji o alternatywnych terapiach dzieci cierpiących na tę samą chorobę. Tak Dorota Gudaniec dowiedziała się o historii Charlotte Fibi. Dziewczynka ze Stanów Zjednoczonych była poddawana leczeniu medyczną marihuaną. Terapia przyniosła zaskakująco dobre skutki. Matka Maksa postanowiła więc zaryzykować i poddać syna podobnemu leczeniu. Podjął się go dr Marek Bachański - neurolog i pediatra z Centrum Zdrowia Dziecka. Bachański jest specjalistą leczenia padaczki u dzieci, szczególnie jej najtrudniejszej, lekoopornej odmiany.

Maks był jego pierwszym pacjentem. #leczenie chłopca marihuaną przyniosło zaskakująco dobre skutki. Napady padaczki udało się zredukować aż o 90 proc. Dorota Gudaniec zapewnia, że terapia dr Bachańskiego przywróciła jej syna do życia. Chłopiec może chodzić, jeść i w miarę normalnie funkcjonować.

Silna za dwóch

Gudaniec nie poprzestała na leczeniu swojego syna. Swoim doświadczeniem postanowiła podzielić się z innymi pacjentami cierpiącymi na podobne schorzenia, dla których jedynym ratunkiem mogą być leki na bazie marihuany. Jak sama przyznaje, codziennie odbiera kilkadziesiąt telefonów od osób cierpiących i szukających pomocy w swojej chorobie. Zwracają się do niej często rodzice dzieci cierpiących na bardzo ciężkie schorzenia. Często w terminalnym stadium. Dla nich marihuana jest jedynym wyjściem, aby ulżyć chorej osobie w jej bólu i cierpieniu. "Często słyszę od nich - Wyrok został już wydany" - powiedziała w wywiadzie dla Onet.pl. Sama okazała się na tyle silna, by walczyć nie tylko o swoje dziecko, ale i o tych, dla których medyczna marihuana może być ostatnią deską ratunku. #legalizacja marihuany