Portale prasowe i fora dyskusyjne aż kipią od ostrych dyskusji na temat marnego losu nieszczęsnego czternastoletniego samobójcy Dominika z Bieżunia. Zaszczuł go "prawicowy hejt" czyli, tłumacząc z angielskiej łaciny na zrozumiałą polszczyznę, społeczna kampania nienawiści tzw. polskich faszystów. Ci ostatni chcą usunąć mniejszości seksualne z "dyskursu publicznego" tzn. odebrać im prawo głosu - twierdzi jedna strona sporu. Nieprawda, bo gra toczy się o zniszczenie tradycyjnych wartości, rodziny i małżeństwa - dowodzi druga.

Pokolenie 1968 przeciw cywilizacji zachodniej

Już same te zdania obu stron sporu dowodzą, że toczy się ostra walka. Walka o prawa mniejszości seksualnych względnie ludzi wierzących? Między lewicą a prawicą? Walka jasnogrodu z ciemnogrodem? Właśnie, że nie! Taka walka toczyła się w naszym kraju w okresie międzywojennym. Wskazując na liczne samobójstwa "kochających inaczej" młodzieńców występowali w niej publicznie ówcześni wybitni ludzie pióra. W wyniku w roku 1934 Druga Rzeczpospolita zniosła karalność stosunków homoseksualnych. Nasz kraj wyprzedził pod tym względem o kilkadziesiąt lat stare, zachodnie demokracje.

Obecna walka między zwolennikami różnych pojęć o człowieku jest znacznie bardziej bezwzględna i toczy się o inne cele. Mamy do czynienia z okropnymi, długoterminowymi skutkami fali buntów młodzieżowych, ucieczek z domu, wojującego pacyfizmu, orgii w miejscach publicznych, hałaśliwej muzyki szarpidrutów i masowego zażywania narkotyków. Fali, która przetoczyła się przez państwa zachodnie i niektóre inne kraje, gdzie część ludności ma zwyczaj małpować Zachód (Polska, Czechosłowacja, Senegal) w latach 1964-74. Jej punktem kulminacyjnym były wydarzenia okresu 1968-71: bunty uczniów szkół średnich i studentów w miejscach, w których pobierali nauki. Główną rolę odegrali w tym wszystkim ludzie, którzy przyszli na świat między początkiem lat czterdziestych a połową pięćdziesiątych XX wieku. Określa się ich zbiorczo jako pokolenie 1968.

Ich walka nie była walką przeciw udziałowi amerykańskich poborowych w wojnie wietnamskiej, autorytarnym rządom de Gaulle'a itd. To były tylko hasła, przy pomocy których ideolodzy nowej lewicy: Alan Ginsberg, Herbert Marcuse i Daniel Cohn-Bendit przyciągali do swego ruchu przerażonych i niezadowolonych. To była walka przeciw fundamentom cywilizacji zachodniej. O nowego człowieka, który nie powinien mieć z tą cywilizacją nic wspólnego.

Marcuse: W imię szczęścia proletariatu trzeba zniszczyć masy ludowe

W ideologii pokolenia 1968 najistotniejsze jest to, że jej twórcy zerwali z pojęciem proletariatu, jakie głosili Marks, Engels i Lenin. Zamiast ludzi pracy najemnej, z robotnikami i drobnymi rolnikami na czele, zaczęli określać jako proletariat uciśnione ich zdaniem mniejszości seksualne, uczniów i studentów, niezrozumianych i klepiących biedę artystów, szukających przygód włóczęgów itd. itp. W społeczno-politycznych rozważaniach Herberta Marcusego ogromną rolę odgrywa nienawiść do kapitalizmu i pogarda wobec zwykłych, uczciwie pracujących ludzi. Pogarda płynąca z przekonania, że ci ludzie zaprzedali się kapitalistycznym wyzyskiwaczom w zamian za powszechny dobrobyt pierwszych powojennych dziesięcioleci.

Marcuse był przekonany, że to właśnie robotnicy i chłopi są podporą reakcji społecznej; tępymi wyznawcami niepotrzebnych religii, praktykującymi tzw moralność pani Dulskiej. Tak więc im więcej robotników i chłopów, względnie farmerów i im lepiej im się powodzi tym mniejsze szanse na obalenie ustroju kapitalistycznego oraz zwycięstwo Postępu.

Odprzemysłowienie Zachodu, trwałe bezrobocie, spirala zadłużenia - wielki plan

Jeśli wziąć pod uwagę, że ludzie pokolenia 1968, względnie ich młodsi bracia i siostry, naturalną koleją rzeczy są obecnie w wieku w jakim zazwyczaj sprawuje się władzę, wiele rzeczy staje się bardziej zrozumiałych. Można zresztą zacząć od krajowego podwórka. Tzw. transformacją (zmianą ustroju w latach 1989-90) kierowali w naszym kraju ludzie, których za młodu tłukli ormowcy w 1968. Dla Marcusego Lenin był za mało czerwony. Dla nich Gomułka i Gierek. Z pewnością nie bez osobistej satysfakcji likwidowali wielkie fabryki, których robotnicy pałowali w 1968, jako Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej (ORMO), "syjonistów i wichrzycieli".

Podobne metody widzimy obecnie w krajach tzw. starej Unii. Mało kto wie o tym, że zadłużenie publiczne na głowę mieszkańca w Niemczech jest wyższe niż w Grecji. Kraj naszych zachodnich sąsiadów jest pełen niedokończonych i nietrafionych inwestycji publicznych, które rozpoczęto na kredyt. W celu spłacenia wyrzuconych w błoto pieniędzy śrubuje się podatki, przerzucane w ceny. Niemiecka gospodarka staje się coraz mniej skuteczna w walce z konkurencją z Azji. Rośnie systemowe bezrobocie tzn. liczba ludzi bez szans na zdobycie pracy dającej dochody pozwalające na samodzielne utrzymanie się, sprowadzenie na świat i odpowiedzialne wychowanie dzieci. Niemieccy bezrobotni nie umierają jeszcze z głodu, chłodu i zatrucia przeterminowaną żywnością ze śmietnika. Wymierają powoli. To cała przewaga, jaką mają nad swymi polskimi "kolegami".

Niekontrolowana imigracja i islamizacja - dobijanie reakcjonistycznego ludu

Jest rzeczą oczywistą, że taka polityka i jej skutki wywołują powszechne niezadowolenie. Może to doprowadzić do masowego oporu ze strony społeczeństw. W celu przeciwdziałania temu podjęto dwie grupy działań. Po pierwsze: dzielenie społeczeństwa na przeciwstawne grupy i napuszczanie jednych na drugich. Jaskrawym przykładem tego jest robienie z orientacji seksualnej przedmiotu walki społeczno-politycznej. Przy okazji można wprowadzać w życie cel jakim jest kompromitacja i likwidacja tradycyjnej rodziny, która stanowi komórkę społeczną niezwykle oporną wobec programowania przez państwo. Bijąc w "tradycyjne" małżeństwo (wynalazek religijno-prawny starożytnych Rzymian, o całe wieki starszy niż chrześcijaństwo) bije się również w fundamenty cywilizacji łacińskiej.

Po drugie: piąta kolumna, zamorski korpus wspierający lewacki kurs polityczny. Z niekontrolowanej imigracji wynika postępująca islamizacja, a z islamizacji coraz to nowe akty islamistycznego terroru. Te ostatnie stanowią wspaniały pretekst do powiększania zamordyzmu rządzącej wierchuszki.

Olbrzymie błędy, które skończą się zwycięstwem zdrowego rozumu

W okresie Republiki Weimarskiej dążący do zmiany wyników przegranej przez ich stronę pierwszej wojny światowej niemieccy przemysłowcy i arystokraci postawili na partię Hitlera. Byli zdania, że hitlerowcy to głupi chuligani, których można wykorzystać do obalenia w Niemczech porządku wersalskiego. Kiedy zrobią swoje, będzie pora się ich pozbyć. Wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej. Zresztą Hitlerowi pomogli dojść do władzy również zwolennicy wolnej miłości. będący zarazem przeciwnikami kapitalizmu i obłudnej moralności.

Bezwzględność, a zarazem skuteczność, z jaką zaczął osiągać swoje cele szalejący i pożądający władzy nad światem fundamentalistyczny islam sunnicki, powinna dać do myślenia. Niestety tak się nie dzieje. Ukrywające swoje lewackie korzenie elity władzy lewicowej prawicy i prawicowej lewicy brną dalej. Musi dojść do wydarzeń, w wyniku których obecny układ się rozpadnie, utraciwszy wszelkie społeczne zaufanie i poparcie. Zostanie zastąpiony przez inny, najprawdopodobniej prorosyjski. Prorosyjski dlatego, że narody Rosji, przeżywszy najdziksze doświadczenia społeczne XX wieku dążą instynktownie do pewnego umiaru i złotego środka. M. in. w sprawie stosunku państwa do islamu.

Na razie zaś niestety wciąż giną ofiary wojny ideologicznej jaką wydano zwykłym ludziom. Zadłużeni rolnicy, pozbawieni środków do życia bezrobotni, emeryci i renciści, których nie stać na kupowanie jednocześnie lekarstw i jedzenia, a wraz z nimi ów nieszczęsny Dominik Szymański. Jak na razie tylko nieliczni rozumieją o co chodzi, jakie działania i hasła można temu przeciwstawić.
#religia #społeczeństwo #samobójstwo