Czasy nie należą do spokojnych. Ostatnie wydarzenia zza wschodniej granicy pokazują, jak łatwo zrównać z ziemią całe miasta. Niedawne huraganowe wiatry, które przetoczyły się przez Śląsk i część Małopolski, a które coraz częściej pojawiają się w kraju nad Wisłą, nie napawają optymizmem. Jedno jest pewne: po latach względnego spokoju i bezpieczeństwa coraz częściej powracają pytania o miejsca schronienia dla ludności. Dyskusja taka nie ominęła też stolicy Podbeskidzia, Bielska-Białej. Jak się okazuje, jedynie niespełna 10% mieszkańców miasta w razie zagrożenia znajdzie schronienie. A ta liczba prawdopodobnie będzie się zmniejszać, gdyż schrony po prostu niszczeją.

Przetrwa niecałe 10 procent?

Radny Maurycy Rodak wystąpił o podanie liczby miejsc w schronach i ukryciach do władz Bielska-Białej. Przedstawiciel mieszkańców poprosił również o podanie lokalizacji takich miejsc. Z podanej przez  miejscowy magistrat odpowiedzi dowiadujemy się, że 14 tysięcy 935 osób znajdzie bezpieczne miejsca w razie kataklizmu. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców podaną przez Państwową Komisję Wyborczą podczas zeszłorocznych wyborów samorządowych - 167 tysięcy 451 osób - schrony zapewniają miejsca tylko dla 8,9 procenta. Co prawda, stan wielu budowli ochronnych jest dostatecznie dobry, ale ulega ciągłemu pogorszeniu z powodu braku środków na ich remont, gdyż właściciele nie są zainteresowani konserwacją.

A co z pozostałymi mieszkańcami? "Oprócz schronów na ewidencji w Wydziale Zarządzania Kryzysowego istnieje wiele podpiwniczeń w prywatnych budynkach mieszkalnych i zakładach pracy" - wyjaśnia Waldemar Jędrusiński, zastępca prezydenta Bielska-Białej. "Podpiwniczenia te mogą pełnić rolę pomieszczeń zastępczych, o które powinien zadbać każdy mieszkaniec w ramach swoich możliwości".

Schrony są! Tylko gdzie?

Opisany wyżej problem nie jest jedyny. Drugi to lokalizacja schronów. Mieszkańcy nie wiedzą, gdzie one się znajdują, i póki co się nie dowiedzą. "Lokalizacja schronów usytuowanych na terenie miasta nie jest ukrywana przed mieszkańcami" - zaznacza Jacek Krywult, prezydent Bielska-Białej. "Nie ma jednak przepisów, które nakazywałyby te lokalizacje ujawniać. Ostrożność w tym zakresie jest wskazana ze względu na zapewnienie tym miejscom bezpieczeństwa. Gdy zaistnieje realne zagrożenie i informacja o lokalizacji schronów okaże się niezbędna, z pewnością ją upublicznimy". #katastrofa #wichura

Grunt to spokój

Czy takie wyjaśnienia, informacje i stanowiska uspokajają mieszkańców? O piątej ranem jedna nawałnica w ciągu pół godziny na samym tylko Śląsku pozbawiła elektryczności, a co za tym idzie - dostępu do internetu oraz sieci komórkowych,  niemal 200 tysięcy gospodarstw domowych. I to nawet na trzy doby. Niektórzy mogli tylko przy świecy tępo patrzyć w lampę z nadzieją, że światło kiedyś się pojawi. Spokojni nie byli…