Tak silne emocje dotyczące kampanii społecznej ostatnio towarzyszyły chyba spotowi "Smutny Autobus". Choć cel akcji "Nie odkładaj macierzyństwa na potem" jest szlachetny, to tak naprawdę kierowana jest ona do stosunkowo wąskiej grupy docelowej. W dodatku zastosowana przez twórców forma, oscylująca na granicy memu i melodramatu, przyniosła odmienny od oczekiwanego rezultat, a kampania zamieniła się w swoistą autoparodię. Dwa najbardziej popularne typy reakcji - śmiech i oburzenie - pojawiły się w kontekstach, których autorzy raczej nie uwzględniali.

Powszechna irytacja

Tym, co wywołało największe wzburzenie, była kompletna nieadekwatność podanych powodów bezdzietności do rzeczywistej sytuacji ekonomicznej, w której znajduje się większość polskich kobiet przed trzydziestką. Niezupełnie przypomina ona tę z plakatów czy filmiku, na których niedoszła matka przedstawiona jest jako wykształcona kobieta sukcesu mieszkająca w pustym, lecz luksusowym domu. Pojawiły się również feministyczne głosy, przypominające o możliwości pogodzenia macierzyństwa z karierą, decyzji o dziecku jako kwestii osobistego wyboru czy o całkowitym pominięciu roli mężczyzny, przez co całą winą obarczana jest jedynie kobieta. O przyświecającej tej kampanii idei, czyli ostrzeganiu przed negatywnymi skutkami antykoncepcji hormonalnej, utrudniającej zajście w ciążę, można przeczytać na stronie akcji. Większość osób zatrzyma się jednak na nieudanych plakatach czy spocie, a nawet jeśli ktoś się pofatyguje, to trudno, by traktował te doniesienia całkiem poważnie.

I zabawa konwencją

Po pierwszych falach sprzeciwu i merytorycznych dyskusji nad rodzicielstwem w Polsce przyszła pora na zjawisko typowe dla Internetu, czyli wyśmianie całej akcji z ironią i humorystycznym zacięciem. Początkowo komentarze nawiązywały do absurdalnych założeń autorów kampanii, jak ten z rysunku Magdaleny Danaj czy hasło na zdjęciu Marii Curie Skłodowskiej: "Zdążyłam skończyć Sorbonę. Zdążyłam odkryć polon i rad. Zdążyłam otrzymać nagrodę Nobla z chemii i fizyki. Nie zdążyłam… a nie, #dzieci też zdążyłam." Formuła "nie zdążyłam/ nie zdążyłem" z czasem opuściła swój macierzysty kontekst i stała się kanwą dla żartów o wymiarze politycznym, społecznym lub czysto rozrywkowym, generując memy z pisarzami lub postaciami literackimi i filmowymi, zbieranymi na specjalnym fanpage'u "Nie zdążyłem". Jak pokazuje autorka bloga Rowerzystka Miejska, można nawet wykorzystać tę zabawę do innych słusznych celów, jak w jej memie z tekstem: "Zdążyłam zrobić karierę. Zrobiłam być w Tokio i Paryżu. Zdążyłam, bo nie tracę paru godzin dziennie w korkach i szukając parkingu. Nie odkładaj roweru na później."

Mama i Tata wyjdą z tego z twarzą?

Akcja ma potrwać aż do września i zakończyć się raportem na temat opóźniania macierzyństwa. Do tego czasu fundacja będzie miała okazję załagodzić burzę, jaką wywołała, i może nieco zmienić taktykę. Jak na razie próbuje obrócić część reakcji na swoją korzyść, publikując na swoim fanpage'u zabawniejsze memy, co większość komentatorów odbiera jednak jako żenujące posunięcie. Nie wiadomo, czy na dłuższą metę metoda śmiania się z własnego błędu okaże się słuszna. Tymczasem internauci po raz kolejny udowodnili, że dla nieprzemyślanych rozwiązań potrafią być bezwzględni, co daje nadzieję, że w przyszłości autorzy podobnych kampanii będą je tworzyli z większym wyczuciem. #rodzicielstwo #kampania społeczna