Zdarzenie, które opisuję w tym artykule, miało miejsce rok temu nad morzem. W dniu przyjazdu i zameldowaniu się w hotelu, wybraliśmy się na plażę. Zapowiadali deszcz, ale wyszło słoneczko, należało więc korzystać ze sprzyjającej aury. Właśnie wracaliśmy od strony wiatraka, gdy usłyszeliśmy sygnał karetki pogotowia i warkot helikoptera. Morze było spokojne, na plaży średnio zaludnionej, w zasadzie nic się nie działo. Ratownicy na stanowiskach, biała flaga, ogólnie spokój.

Akcja ratunkowa

W miejscu lądowania maszyny utworzyło się zbiegowisko ludzi. Gdy podeszliśmy bliżej, zapytaliśmy zgromadzonych: "co się dzieje?". Nikt tak naprawdę nie był w stanie udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Nie wiadomo było, kto jest reanimowany. Parę osób słyszało co prawda komunikat o zaginięciu ośmiolatka, jednak tego typu komunikaty na plaży nie są niczym szczególnym. Rodzice często zgłaszają zaginięcia swych dzieci, jak i dzieci poszukują swoich rodziców. Tym razem okazało się, że trwa akcja dotycząca poszukiwanego wcześniej przez rodziców chłopca. Ratownicy i lekarze prowadzili akcję reanimacyjną przez około godzinę, niestety bezskutecznie. Dziecka nie odratowano. Bólu i szoku matki nie sposób opisać. Już na miejscu powstało sporo spekulacji na temat zaniedbań ze strony ratowników. Niemal każdy z obecnych twierdził, że był naocznym świadkiem.

Następnego dnia brukowce "wyżyły" się na matce, nie zostawiając na niej suchej nitki. Najwyraźniej co niektórzy uważają, iż empatia w takich sytuacjach jest nie na miejscu i starają się za wszelką cenę zniszczyć osobę dotkniętą dramatem. Nigdy nie zapomnę widoku zawiniątka w kocu termicznym, oczekującego przyjazdu karawanu. Nazajutrz po tragedii służby ratownicze miały się na baczności. Kąpiących obserwowano zarówno z lądu, jak i morza.

Tymczasem przybył kolejny turnus wczasowiczów; beztrosko mijały kolejne dni. Zabawy w wodzie i na plaży toczyły się normalnym trybem, nikt już nie wspominał o tragedii, jaka wydarzyła się przed kilkoma dniami, bo też mało kto był świadkiem zdarzenia.

Statystyki

Rokrocznie w naszych wodach ginie ogromna liczba osób zarówno dorosłych, jak i dzieci. W ubiegłym roku odnotowano aż 674 utonięcia, w tym: dzieci do 7 lat - 6, 8-14 lat - 10, 15-18 lat - 24 , 19-30 lat - 119, 31-50 lat - 190 , powyżej 50 lat - 268. Być może w tamtym przypadku nie zawinił nikt z dorosłych, wszak wypadki w wodzie zdarzają się chociażby na wskutek zachłyśnięcia wodą. Ze statystyk wynika, że najwięcej w wodach tonie wbrew pozorom dorosłych. Dowodzi to brawury i lekkomyślności. Uważajmy na siebie i innych ! Nie zapominajmy, że woda to żywioł.

Źródła: materiały własne, statystyka.policja.pl #wakacje