Rachel Dolezal, aktywna działaczka lokalnego oddziału National Association for the Advancement of Colored People w Spokane w stanie Washington przez lata podawała się za Afroamerykankę, choć jej rodzice w wywiadzie dla telewizji lokalnej przyznali, że w żyłach ich córki płynie przede wszystkim krew czeskich i niemieckich przodków.

Szokujący wyznanie rodziców

Na udostępnionym w sieci fragmencie wywiadu z rodzicami obrończyni praw człowieka ze Spokane widzimy parę między 60. a 70. rokiem życia. To, co łączy tę dwójkę, prócz więzów małżeńskich, to kolor skóry. Obydwoje są... biali! Ze szczerej rozmowy wyemitowanej przez lokalny kanał informacyjny dowiadujemy się, że ich córka przez lata podawała się za Afroamerykankę, ponieważ źle czuła się w swojej skórze. Państwo Dolezal potwierdzają na antenie, że w ich żyłach płynie krew głównie niemieckich i czeskich przodków. W ich drzewie genealogicznym znaleźć też można ślady dalszych krewnych z Europy, najprawdopodobniej Szwedów, a także rdzennych Amerykanów.

Perfekcyjny kamuflaż

Rachel Dolezal ma czesko-niemieckie korzenie, jednak od kilkunastu lat nie utożsamia się z rasą białą. Prócz silnego przekonania o swym pochodzeniu etnicznym udało jej się również zmienić swój wygląd na tyle, by jej historia nabrała wiarygodności. Rachel ze zdjęć, które wyciekły do sieci, zupełnie nie przypomina osoby, którą jest teraz. Na starych fotografiach widzimy długowłosą piegowatą blondynkę o bladej cerze i charakterystycznym nosie. Dziś po dawnej Rachel pozostał jedynie orli nos. Na aktualnych zdjęciach widzimy bowiem ciemnooką Mulatkę, która często eksperymentuje z fryzurami. Czasem jest to kruczoczarne afro, innym razem dredy lub okazały kok z blond warkoczy. Jedno jest pewne, rolę Afroamerykanki odgrywa perfekcyjnie.

Nowa tożsamość. Jak do tego doszło?

Dolezal dorastała w przeważająco afroamerykańskiej okolicy Missisipi. Również dwójka jej adoptowanego rodzeństwa jest czarnoskóra. Jej były mąż także jest Afroamerykaninemi. To właśnie po rozpadzie tego związku Rachel rozpoczęła nietypową metamorfozę. Rodzice w wywiadzie potwierdzili, że po rozwodzie córka zapragnęła być kimś innym, chciała reprezentować czarnoskórą mniejszość, do której nie należała. Sami określili ją jako osobę bi-rasową (ang. biracial).

Biała ambasadorka czarnoskórych

Dziś Rachel Dolezal jest profesorem afrykanistyki na Eastern Washington University, gdzie specjalizuje się w black studies (pl.badania nad czarnoskórymi Amerykanami) i kulturze afroamerykańskiej. Często też gości w studiach telewizyjnych i radiowych wypowiadając się na temat dyskryminacji na tle rasowym. Jest też szefem lokalnych struktur NAACP (pl. Krajowe Stowarzyszenie Postępu Ludzi Kolorowych), a także działaczką społeczną w obronie praw człowieka. The Washington Post podaje, że idąc na studia artystyczne na Howard University Dolezal otrzymała wysokie stypendium przeznaczone dla czarnoskórych studentów. Również starając się o stanowisko w niezależnej lokalnej komisji praw człowieka (ang. independent citizen police ombudsman commission) w sekcji przynależność etniczna aplikacji zaznaczyła dwie kratki, white i African American.

Szum medialny

W Internecie zaczęły pojawiać się kolejne archiwalne zdjęcia Dolezal sprzed metamorfozy. Jeden z internautów odkopał również tweet ze zdjęciem działaczki z czarnoskórym mężczyzną w średnim wieku, który podaje się za ojca kobiety. Udostępniono też krótki wywiad z Rachel Dolezal, a raczej próbę rozmowy, gdzie potwierdza ona, że mężczyzna z Twittera jest jej prawdziwym ojcem. Gdy jednak pada pytanie o to, czy aktywistka jest Afroamerykanką, kobieta nie odpowiada i ucieka przed kamerami. Mężczyzna z fotografii okazuje się być jednym z działaczy organizacji, dla której pracuje kobieta. Kłamie ona również w mediach, że jej biologiczny ojciec, który wystąpił w materiale lokalnej telewizji KREM 2 News jest w rzeczywistości jej ojczymem. #USA #prawa człowieka #skandal

W spirali kłamstwa

Dolezal Przekonuje w jednym z postów na Facebooku, że dużo młodszy czarnoskóry brat Izaiah adoptowany przez jej rodziców kilka lat wcześniej, jest tak naprawdę jej synem. Kilka miesięcy przed skandalem opisuje też historię około 20 stron pogróżek, które miały przyjść do jej pracy, lokalnego biura NAACP w Spokane. Gdy policja rozpoczyna śledztwo okazuje się, że koperta w której miały przyjść groźby nie ma znaczka, jedynie ktoś z pracowników mógł podrzucić list. Po przesłuchaniu 3 osób roznoszących pocztę w stowarzyszeniu, okazuje się, że nikt z nich nie rozpoznaje tajemniczej koperty. Śledczy podsumowują sprawę stwierdzeniem, że nikt z pracowników nie miałby w interesie grożenia pokrzywdzonej, a osoby z zewnątrz musiałyby posiadać klucz do pracowniczej skrzynki, by podrzucić cokolwiek. Cała sprawa nienawistnej koperty wydaje się więc co najmniej podejrzana.

Trans-rasowość? Czemu nie!

Jak wiadomo Internet bywa bezlitosny i tym razem nie było inaczej. Komentujący w sieci ironizują na temat Dolezal nazywając ją trans-rasową. Pojawiły się również opinie o tym, że skoro można być trans-płciowym jak choćby Caitlyn Jenner, to czemu nie trans-czarnym czy trans-rasowym. Sami rodzice działaczki określili ją przecież jako osobę bi-rasową. W swoim oświadczeniu NAACP, organizacja którą Dolezal reprezentuje w Spokane, odcięto się od jakiejkolwiek dyskusji na temat pochodzenia etnicznego swojej członkini zapewniając, że stowarzyszenie zawsze było otwarte na ludzi z różnych środowisk, a przynależność rasowa nie ma dla nich większego znaczenia, ponieważ są grupą otwartą i tolerancyjną.

Źródło: metro.co.uk, theguardian.com, naacp.org, washingtonpost.com