Wczoraj pisaliśmy o fatalnej próbie rozwiązania problemu kobiet, które zakładały działalność gospodarczą w celu uzyskania wysokich świadczeń. Rząd chcąc zniwelować proceder, który w rzeczywistości był marginalny, chce wprowadzić w życie ustawę, która uderzy we wszystkie kobiety prowadzące działalność gospodarczą. Jedne media skupiają się na pokazaniu, że nieco ponad 17 zł nie wystarczy nawet na zakup paczki pieluch, nie mówiąc o utrzymaniu matki i dziecka. Inne zapewniają, że to sposób na naciągaczy, czyli tych, którzy swoją działalność prowadzą w wielu dziedzinach. Są to specjaliści do znajdywania luk w prawie. Luk, które powinny być z głową łatane, aby nie szkodzić uczciwym ludziom.

W tym wypadku nie zanosi się na logiczne rozwiązanie. Najprawdopodobniej będziemy mieć do czynienia ze skrzywdzeniem matek i ich dzieci na masową skale. Przedstawiamy wam kobiety, które wzięły na swoje barki ciężar prowadzenia firmy i bycia mamą. Skontaktowaliśmy się z kobietami, które między innymi za pośrednictwem Facebooka aktywnie angażują się w walkę z nieuczciwą ustawą. Poprosiliśmy by napisały nam o sobie. Za naszym pośrednictwem to one zabierają dzisiaj głos. Poznajcie sześć kobiet, które prowadzą działalność gospodarczą. Osób będących częścią społeczeństwa, w które godzi ta ustawa.

Beata - założyła firmę dla dobra rodziny

Przez 7 lat pracowałam w banku na stanowisku kierowniczym. Po urodzeniu dziecka, z powodu częstych chorób córki musiałam zrezygnować z dobrze płatnego etatu. Założyłam firmę w branży sprzedaży internetowej. Zarobki mniejsze, ale mogłam zajmować się dzieckiem. Po wakacjach planowaliśmy rozpocząć starania o drugie dziecko. Niestety teraz plany oddalają się. Jeżeli jednak tak się stanie zamknę firmę i przejdę na bezrobocie. Czy do takich zachowań państwo chce zmuszać matki?

Anna wie, że pogodzenie firmy i dzieci to nie lada wyzwanie

Firmę prowadzę ponad 5 lat. Mam dwójkę dzieci, prawie 3-letnią Liwię i Gabriela. Syna urodziłam 2 miesiące temu. Do chwili wejścia na porodówkę i po wyjściu z niej cały czas byłam na telefonie. Raz z klientami, którzy nie znają granic, a to z dwoma pracownikami, których teraz zatrudniam. Z macierzyńskiego dostaje około 1700 zł. Nie starcza nawet na składki dla pracowników, które wynoszą 2100 zł. Do tego trzeba doliczyć płace, podatki, księgowego, paliwo, telefony. Oj, schodzi trochę na wydatki. Staram się jak mogę , ale mam coraz mniej sił by pracować w nocy. Cieszę się jak o 4-5 rano wszyscy śpią, a ja mam pełno werwy po 4 h snu. Mogę wtedy szybko nastawić obiad, wyłączyć pralkę załączoną w nocy, zasiąść do projektów, e-maili, przypuszczalnych wycen.

Zajmuje się projektowaniem i zakładaniem ogrodów, a także całodobową opieką, jak niektórzy mnie w tym utwierdzają. Jestem w stanie położyć spać dzieci i o 22 jechać do ogrodu, aby sprawdzić co tam jest nie tak. Z latarką zawieszoną na czole coś dosadzić, sprawdzić przyciąć. Nie jest to codziennie, ale się zdarza. Kocham swoją robotę jak mało kto, ale kocham też swoją rodzinę i dzieci, a czas leci. Dzieci tak szybko rosną i nie mogę być cała ich, a chce dla nich wszystko co najlepsze. Kocham zimę i jak leje cały dzień, bo wtedy starszą córkę odbieram z przedszkola i mam szansę choć przytulić i spędzić z nią czas. Nie tylko zdążyć ze spotkań, by położyć ją spać. Gabriel od 1 tygodnia życia pracuje ze mną w terenie, 5 albo i 6 dni w tygodniu. Z synem u boku załatwiam wszystkie niezbędne rzeczy do budowy ogrodu, spotkania, uzgodnienia. Dziecko pod pachę i wio w teren. W terenie możliwe jest wszystko, gorzej przed komputerem, gdy Gabriel zaczyna domagać się uwagi. W tamtym tygodniu mój organizm odmówił mi posłuszeństwa. Poddałam się i wyjechałam później, by popracować w domu. W końcu w pracowni nie ugotuje obiadu i nie posprzątam w międzyczasie. Mąż zawozi córkę do przedszkola, a ja modlę się, by kochane maleństwo zasnęło, a mi w 2 godziny udało się zmieść tygodniową robotą. Nie sądzę, że tak powinno wyglądać normalne życie młodej mamy. Wiem, że to ja sama chciałam mieć tę firmę. Ta prosperuje coraz lepiej, ale żeby tak było muszę rezygnować z codziennego życia. Nie mogę zostawić pracy na korzyść dzieci i swojego zdrowia, bo rachunki, samochód, pracownicy...To wszystko trzeba utrzymać.

Chwilowo nie mam czasu dla męża, ani na własne przyjemności. Mimo to jesteśmy bardzo szczęśliwą, wspierającą się rodziną i chcemy jeszcze ją powiększyć. Wiem, że bez męża nie dałabym rady sama. Wiem, że czas szybko biegnie i wszystko wyjdzie na prostą, ale dopiero jak dzieci będą samodzielne. Nie wiem jeszcze, czy to będzie w naszym kraju, czy poza nim."

Magda firmę prowadzi od dawna, ale to i tak nie daje jej poczucia bezpieczeństwa

Od ponad 4 lat prowadzę własną działalność gospodarczą. Aktualnie jestem w 12 tygodniu ciąży. To moja pierwsza ciąża. Zdążyłam skończyć studia, zdążyłam założyć działalność. Zmusił mnie do tego brak zatrudnienia przez 3 lata i praca na czarno. Zdążyłam zajść w ciążę. Nie zdążę zobaczyć, jak moje dziecko po raz pierwszy raczkuje, jak mówi pierwsze słowo, jak stawia pierwszy krok, gdyż nowelizacja ustawy o zmianie wysokości zasiłków chorobowych i macierzyńskich zabierze mi możliwość spędzenia czasu z dzieckiem. Nie będę mogła poświęcić się dziecku tak jak bezrobotna mama, która dostanie 1000 zł do ręki, nie odprowadzając żadnych składek do ZUS-u. Nie poświęcę się również jak mama na etacie, za którą składki będzie odprowadzał pracodawca, a zasiłek nie będzie wypłacony adekwatnie do wysokości wpłaconych składek, lecz w wysokości pensji jaką mama na etacie pobierała. Nie pójdę również na L4 w czasie ciąży, jak mama na etacie. Jej bowiem już po miesiącu pracy przysługuje do tego prawo, gdyż przy opłacaniu najniższego pełnego ZUS-u w kwocie ok 1100 zł miesięcznie, zasiłek chorobowy wyniesie około 700 zł.  Taka suma to stałe miesięczne koszty, jakie ponoszę prowadząc działalność. Muszę również zapłacić obowiązkową składkę zdrowotną w wysokości ok 279 zł. Na przeżycie nie zostaje mi nawet złotówka, a wręcz muszę dołożyć do miesiąca chorobowego 279zł, nie uzyskując w tym czasie żadnych dochodów. Aby uniknąć tej sytuacji w razie zagrożenia ciąży, pozostaje mi podnieść wysokość składek, by w czasie ewentualnego zwolnienia móc sobie pozwolić na leżenie na L4. Jednak nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż w tym czasie ponoszę koszty i tracę klientów, którzy przechodzą do konkurencji.

Dodatek macierzyński, który przy płaceniu tej wysokości składek wynosi 1065 zł, po odjęciu obowiązkowej składki zdrowotnej i odjęciu opłat związanych z utrzymaniem miejsca pracy daje 365 zł. Te pieniądze nie pozwolą mi na bezstresowe zajmowanie się dzieckiem, nie pozwolą nawet na to, by zatrudnić opiekunkę, bo w żłobek nie wierzę i iść do pracy. Pozostaje mi tylko wstawić w biurze łóżeczko z przewijakiem i codziennie z dzieckiem pod pachą maszerować do pracy, udając szczęśliwą matkę Polkę. Powinam też dziękować państwu polskiemu, że mam pracę. Nie będę szczęśliwa ani ja, ani dziecko.

Nowe przepisy dotyczące zmian w naliczaniu zasiłków zabiorą stabilizację przedsiębiorczym mamom na macierzyńskim, a zasiłek ten nie spełni swojego celu. Jak widzę te liczby, mam wrażenie, że ktoś rzuca mi jakąś jałmużnę, ochłapy i obiecuje za to godne życie. Nie popieram tego, co wyczyniały matki oszustki. Wiedząc, że są w ciąży zakładały działalność, opłacały trzy najwyższe składki i przechodziły na wysokie chorobowe. Później na wysokie macierzyńskie,czy też z premedytacją bezczelnie zakładały działalność na miesiąc przed porodem i żyły na macierzyńskim z wysokiego zasiłku, często zachodząc w kolejną ciążę. Gdzie wtedy był ZUS i kontrole? Czy ZUS nie może skontrolować tego, czy osoba ubiegająca się o wysoki zasiłek lub macierzyński, założyła działalność już w ciąży? Przecież to jest łatwe w weryfikacji. Widocznie jest to trudne dla ZUS-u, bo rząd postanowił wrzucić wszystkie matki na działalności gospodarczej do jednego wora, by ukrócić ten proceder i zmienić sposób naliczania zasiłku. W ten sposób wszyscy dostali za matki naciągaczki.

Ja rozwinęłam działalność gospodarczą na tyle, by móc pozwolić sobie na dziecko. W trakcie ciąży pojawia się nowelizacja, która zmienia niesprawiedliwie sposób naliczania zasiłków na niekorzyść, zrównując mnie do poziomu osoby bezrobotnej jeśli chodzi o wysokość zasiłku.

Edyta, założyła firmę, żeby móc opiekować się dzieckiem

Swoją działalność gospodarczą założyłam głównie dlatego, że nie miałam z kim zostawić dziecka. Jedna babcia pracująca, druga mieszka daleko. W lutym 2013 roku po prawie 5 latach straciłam pracę. Skończyłam studia geodezyjne i próbowałam się gdzieś załapać. Ciąża przyszła nieoczekiwanie w najmniej odpowiednim czasie. Szukałam pracy w swoim zawodzie, ale akurat był ciężki czas dla firm prywatnych i nikogo nie potrzebowali, zwłaszcza kobiety do biura. Ciąża rozwijała się prawidłowo i ja czułam się dobrze. Musiałam zakasać rękawy i poszłam do pracy fizycznej na umowę zlecenie. W tym czasie udało mi się znaleźć inną pracę poza moim miejscem zamieszkania, ale na umowę o prace tymczasową. Niestety po miesiącu pracy złapała mnie rwa kulszowa i musiałam pójść na zwolnienie. Wiadomo na pracy tymczasowej nie miałabym zasiłku. Podjęliśmy wspólnie z narzeczonym decyzję o działalności gospodarczej. Otworzyłam ją dwa miesiące przed planowanym porodem i modliłam się, żeby mała nie urodziła się wcześniej. Najpierw miałam zlecenie związane ściśle z moim wykształceniem, więc była nadzieja, że jakoś podołamy. W międzyczasie otworzyłam sklep internetowy z dodatkami do kwiatów. Sporo pomagali mi rodzice gdyż sami pracują w branży. Dzięki nim miałam dostęp do hurtowni. W lutym urodziła się nasza córeczka. Po złożeniu do ZUS-u wniosku o zasiłek macierzyński zostałam wezwana, aby udowodnić, że faktycznie prowadzę firmę. Wtedy miałam jedną jedyną fakturę ze zlecenia, ponieważ przygotowania do otwarcia sklepu. Obróbka zdjęć, wystawianie aukcji, ulotki itp. pochłaniały wiele czasu. Nie wspomnę o grafice sklepu, która została zlecona firmie zewnętrznej, więc czasowo byłam od nich zależna. ZUS-u to nie przekonało i nie chcieli mi wypłacić zasiłku.

Sprawę w sądzie wygraliśmy po dwóch rozprawach. Cieszę się, że nam się udało. Jednak mam tak wiele emocji w sobie, że pewnie wszystkich ich nie przekażę. Prowadząc firmę, jest dużo więcej obowiązków niż pracując na etacie. Zakup towaru, wysyłka, faktury. Nie wychodzę z pracy po 8 godzinach zadowolona z końca dnia. Myślę cały czas skąd brać nowy towar dla klientów, jak ułożyć sobie dzień następny, żeby ze wszystkim zdążyć, żeby nikt nie był poszkodowany. Przez pierwszy rok życia mojego dziecka, wiecznie chodziłam zapłakana. Nie miałam dla niego tyle czasu ile chciałam mieć. Wiele osób uważa, że siedzę z dzieckiem w domu i czas leci nam błogo na zabawie i wspólnie spędzonych chwilach. Prawda jest taka, że muszę zakupić towar, później spakować i wysłać. W międzyczasie zakupy, śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja, pranie, sprzątanie i na końcu czas tylko z dzieckiem i z partnerem. Nie wspomnę o chorobach moich czy dziecka lub o gorszym samopoczuciu, o wakacjach czy wolnym weekendzie.

Wieczorami faktury i szykowanie planu dnia następnego. Wiadomo, jest tata dziecka, ale on też pracuje i pomaga mi jak może. Nie raz sam jechał po towar przed pracą lub wysyłał, gdy ja zaniemogłam. Pewnie mogłabym oddać dziecko do żłobka i pójść do pracy. Ale gdy zacznie chorować a ja zacznę brać zwolnienia to mnie wyrzucą. Chcę drugiego dziecka. W dzieciach jest życie i nadzieja. Nie chcę by moja córka była jedynaczką. Czas będzie i dla drugiego potomka, byleby rok być przy nim i zwolnić obroty w firmie, aby cieszyć się tym co się ma, a nie tym co można mieć.

Anna podwójnie boi się o przyszłość

Pozyskałam dotację na Agencję Artystyczno-Pedagogiczną i od grudnia 2013 prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. W lutym tego roku zawiesiłam działalność, bo otrzymałam propozycję pracy na zastępstwo na trzy miesiące. Po tym czasie działalność odwiesiłam i żeby się zabezpieczyć zapłaciłam jedną wyższą składkę do ZUS. Po prostu pojawiły się problemy ze zdrowiem, w szpitalu miejskim zostałam zarażona groźnym wirusem. Okazało się, że oprócz problemów z wątrobą jestem również w ciąży i na chorobowym muszę już pozostać (termin przewidziany na koniec listopada br.) Jak mam się nie martwić o swoją przyszłość skoro w moim przypadku nie chodzi tylko o macierzyński ale i chorobowy. W tej chwili oba prawnie mi się należą a państwo chce mnie okraść.

Agnieszka została postawiona pod murem

Własną firmę założyłam w styczniu 2014. Chciałam pracować na własny rachunek, być niezależną. Skorzystałam z preferencyjnych składek ZUS, tak jak wielu młodych przedsiębiorców. Teraz jestem w trzecim miesiącu ciąży. Dowiaduję się, że na moje dziecko otrzymam od państwa środkowy palec w postaci zasiłku, z którego po odliczeniu obowiązkowej składki zdrowotnej pozostanie mi naście złotych. Zrównano mnie do poziomu naciągaczki. Odebrano możliwość zrobienia czegokolwiek aby zapewnić dziecku lepszy byt, bo prawo ma zadziałać wstecz. Słyszę, że przecież nikt nie kazał płacić preferencyjnych składek ZUS, w końcu wysokość zasiłku zależy od wysokości składki. Owszem, ale wróżką nie jestem. Gdybym pół roku temu wiedziała, że uda mi się zajść w ciążę, zaczęłabym opłacać normalne składki. Jeśli nawet zaczęłabym to robić teraz, niewiele mi to da, skoro liczyć ma się średnia z dwunastu miesięcy. Czuję się nabita w butelkę, bo gdybym siedziała z założonymi rękami powtarzając, że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem to dostałabym 1000 zł zasiłku. Nikt by mi nie kazał od tego odprowadzać składki zdrowotnej, bo kto inny by mi na nią pracował. Przykre, bo chciałam coś zrobić, zapracować sama na siebie, zamiast siedzieć na garnuszku PUP. Teraz patrzę z niepokojem w przyszłość i tylko mam nadzieję, że te stresy nie zaszkodzą mojemu maleństwu, które niczemu nie jest winne. #Facebook #społeczeństwo #kampania społeczna