Prawie 90% roślin lądowych, z których większą część stanowią rośliny użytkowo-gospodarcze, potrzebuje zapylenia przez owady. Albert Einstein miał powiedzieć, że gdy wyginą pszczoły, to ludzkość przetrwa najwyżej cztery lata. Ta katastroficzna wizja pobudza naszą wyobraźnię i zmusza do zastanowienia się nad potrzebą ochrony tego "Piątego Żywiołu przyrody ożywionej" - jak to kiedyś określił śp. prof. Jerzy Bobrzecki, pierwszy kierownik Zakładu Pszczelarstwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Na świecie buduje się coraz więcej tak zwanych "hoteli dla pszczół" oraz innych dzikich owadów zapylających. Te budowle z patyków, gliny wymieszanej ze słomą i poprzekładanej warstwami trzciny, gałęzi i szyszek odtwarzają naturalne siedliska owadów, które "nie mają już gdzie się podziać". W zeszłym roku Greenpeace Polska zakończył projekt budowy stu takich hoteli w całej Polsce, a "greenpeacowska sieć hotelowa" objęła szesnaście polskich miast.

Podobną inicjatywę podjęli studenci dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, którzy w ten nietypowy sposób uczcili 1 czerwca 2015r. urodziny swojej uczelni. Pracą studentów kierowali: dr Bogusław Radzicki i prof. Stanisław Czachorowski z Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM. Ten ostatni pisze na swoim blogu: "(…) naturalne, gliniaste skarpy na brzegu rzeki naturalnie płynącej. (…) takich siedlisk prawie już nie ma. (…) To gdzie te biedne owady mają odchować potomstwo? Nasze gliniane hotele będą namiastką takich właśnie utraconych siedlisk."

Czy rzeczywiście te "domy dla samotnej, owadziej matki" - jak żartobliwie nazywa prof. Czachorowski hotele dla dzikich pszczół, żyjących w pojedynkę - są naprawdę potrzebne?

"Na pewno odgrywają bardzo pozytywną rolę, zwracając uwagę społeczeństwa na potrzebę ochrony pszczół." - mówi prof. Jerzy Wilde, szef Katedry Pszczelnictwa UWM. Nie podziela jednak przy tym, wspomnianej wyżej, katastroficznej wizji końca ludzkiego świata po wyginięciu pszczół: "Po pierwsze, nie wiadomo czy naprawdę Einstein tak powiedział. A po drugie, pszczoły i inne owady zapylające są wprawdzie "odpowiedzialne" za 2/3 naszej żywności, ale bez ich udziału powstaje pozostała 1/3. Co zupełnie wystarczy, żeby wykarmić ludzkość". Nasza dieta stałaby się wtedy uboższa, zabrakłoby w niej owoców i warzyw, ale na pewno nie wymarlibyśmy z głodu. Poza tym "Pszczoły funkcjonują na Ziemi już od co najmniej stu milionów lat - tyle liczą najstarsze znaleziska tych owadów zatopionych w bursztyn. Wobec jednego miliona lat historii ludzkości, to raczej nasza rasa wyginie wcześniej, niż "zasiedziałe" na Ziemi od niepamiętnych lat owady" - uważa prof. Wilde.

Dziko żyjące pszczoły na razie mają się na Ziemi całkiem dobrze - dodaje prof. Józef Banaszak, kierownik Katedry Ekologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Od pięćdziesięciu lat bada on pszczoły żyjące w naturalnych warunkach tzw. "krajobrazu rolniczego". Porównanie wyników tych obserwacji naukowych z wynikami podobnych prac badawczych sprzed stu lat napawa optymizmem: "Zasadniczo fauna dziko żyjących pszczół nie zmieniła się na przestrzeni stu lat. Pomimo chemicznego nawożenia upraw oraz zaorywania miedz, naturalnego miejsca schronienia tych owadów - wciąż ponad 470 gatunków dziko żyjących w Polsce pszczół znajduje przestrzeń do życia na tzw. "śródpolnych wyspach środowiskowych", czyli wśród rosnących tam krzaków i drzew." - stwierdza bydgoski uczony.

Prof. Stanisław Czachorowski z UWM uważa, że wspomniana wyżej 1/3 naszej żywności produkowana bez udziału owadów zapylających nie wystarczy do wykarmienia ludzkości, ponieważ są to tylko zboża wiatropylne.

Gdyby zniknęły: owadopylny rzepak, owoce, pomidory, ogórki itd. powstałby naprawdę poważny problem żywnościowy. Oczywiście ludzkość zawsze sobie jakoś poradzi, będą to jednak poważne koszty. Po co z trudem radzić sobie z problemami, kiedy można im zapobiegać? Czachorowski przypomina też, że tam, gdzie brakuje owadów zapylających, np. w Chinach, ludzie muszą osobiście zapylać kwiaty przy pomocy specjalnych pędzelków. Nie jest to możliwe na masową skalę. Portal #Ekologia.pl podaje, że w samych tylko USA ręczne zapylanie kosztowałoby 90 mld dolarów rocznie. Z pewnością tańsze jest zatem utrzymywanie w krajobrazie owadów zapylających. Już teraz dla lepszego plonowania całe pasieki przywozi się na pola z rzepakiem albo do sadów z migdałowcami w USA.

Tak jak w miastach zakłada się budki lęgowe dla ptaków, tak teraz dostrzega się już rolę owadów zapylających i tworzy dla nich siedliska. Także dla ochrony różnorodności biologicznej. "Oprócz budowy miejsc do gniazdowania ważne jest zwiększanie zasobów pokarmowych - liczby różnych gatunków roślin kwiatowych. Owady muszą mieć gdzie mieszkać i co jeść" - przypomina prof. Czachorowski.

Na stronie Pierwszego Portalu Rolnego można przeczytać, że "owady zapylające mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania wielu siedlisk przyrodniczych oraz produkcji wielu roślin uprawnych. Ponad 80% europejskich rodzajów upraw bezpośrednio zależy od zapylania przez owady. (…) Wartość owadów zapylających dla globalnego ekosystemu jest szacowana na około 150 mld Euro rocznie."