Behnam pochodzi z Iranu. Od dziecka gra. Jednak studia muzyczne, tak samo jak życie w swoim kraju, musiał przerwać, aby teraz czekać w Polsce na pozwolenie na zwyczajne życie. Jak to się stało? Czy muzyka mogła zaszkodzić miejscowym władzom? Problemem nie była muzyka, ale miejsce, w którym graliśmy - opowiada Behnam. Dawaliśmy koncerty tam, gdzie spotykali się ludzie z undergroundu, którzy chcieli w kraju rewolucji. Raz, na koncert wpadła policja. Zniszczyli instrumenty i aresztowali nas. Nie pomogły tłumaczenia, że tylko gramy, że nie mamy nic wspólnego z rewolucją. Oddaliśmy im też wszystkie nasze pieniądze, ale i tak spędziliśmy w więzieniu dwa miesiące. Codziennie w środku nocy budzili mnie, wkładali jakąś torbę na głowę i wyprowadzali na środek dziedzińca, gdzie zabijali ludzi i mówili, że mnie zabiją. Potem dusili mnie i myślałem, że już naprawdę nie żyję, ale odzyskiwałem przytomność i mówili wtedy, że jeszcze nie teraz, że zrobią to jutro. Władze uczelni dowiedziały się, że gram w zakazanych miejscach - mogłem albo przestać grać albo odejść ze szkoły. Rzuciłem rektorowi legitymacją w twarz i odszedłem. Do obrony dyplomu miałem trzy miesiące.

Iran potrzebuje rewolucji

Wtedy pomyślałem, że chcę rewolucji. Kiedy wyszedłem z więzienia, dalej grałem, a oni znowu mnie aresztowali na dwa miesiące. Trwało to osiem lat. W tym czasie w wiezieniu byłem jakieś 40 razy. Aresztowali też mojego ojca, bo spotykał się z ludźmi, którzy wyznawali inną religię niż #Islam. Sam też nie chciał podpisać, że jest muzułmaninem. Mówiliśmy mu, że nie musi nim być naprawdę, żeby po prostu podpisał i dadzą mu spokój. Zrobił to, ale oni powiedzieli, że będą go obserwować. W Iranie 98% to muzułmanie, ale to tylko statystyki. Ludzie tak mówią, bo się boją. Osoby innego wyznania nie mogą znaleźć pracy, nie mogą studiować, są aresztowane tylko dlatego, że nie są muzułmanami.

Odzyskać życie

Sytuacja była bardzo nerwowa. Mój brat mieszka w Szwecji, postanowiłem tam pojechać, ale ambasada nie chciała dać mi wizy - wiedzieli, że jak wyjadę, to już nie wrócę. Kupiłem więc wizę, ale do Polski, bo taką akurat mieli na czarnym rynku. Zabrałem ze sobą tylko tarę, nie znałem angielskiego, nie wiedziałem też, że z polską wizą, nie mogę w Szwecji starać się o status uchodźcy. Odesłali mnie do Polski, prywatnym samolotem - tylko ja i ochrona - jakbym był terrorystą. Zawieźli mnie do ośrodka dla uchodźców koło Warszawy. Tam był tylko las i Czeczeni, bardzo wojowniczy. Ktoś mnie okradł. Powiedziałem, że nie chcę tam być. Odesłali mnie do Bezwoli. Tam spotkałem wolontariuszy z Centrum Wolontariatu z Lublina, którzy wyciągnęli mnie stamtąd i znaleźli pokój w Lublinie. Teraz czuję się tu jak u siebie. Czekam na decyzję czy dostanę status czy nie już półtora roku. #emigracje