Chyba każdemu zdarzyło się pobrać z internetu zdjęcia, obrazki, piosenki w formacie mp3, książki, czy filmy. Mało kto jednak, sięgając po sieciową zawartość, zdaje sobie sprawę z tego, że korzystając z pobranych materiałów, a tym bardziej udostępniając je innym, być może popełnia przestępstwo lub naraża się na odpowiedzialność z tytułu praw autorskich. Tą społeczną nieświadomość z coraz większym powodzeniem (i coraz większym oburzeniem internautów) wykorzystują niektóre kancelarie prawnicze, dochodząc roszczeń z tytułu nieuprawnionego korzystania, czy rozpowszechniania cudzych utworów.

Niebezpiecznie narasta tzw. copyright trolling, kiedyś nieuczciwie wykorzystywany przy ochronie znaków towarowych i patentów, dziś coraz częściej służący do wyciągania pieniędzy z kieszeni nieświadomych użytkowników sieci www.

Wykorzystanie cudzych praw autorskich

O ile zrozumiała i nie budząca żadnego sprzeciwu jest ochrona przez autorów własnych utworów, z których rozpowszechniania czerpią określone korzyści, tak wątpliwości (nie tylko etyczne, ale również prawne) budzi fakt wykorzystywania cudzych praw autorskich do "łatwego zarabiania". Na czym to zarabianie ma polegać? Otóż sposób działania w procederze tzw. copyright trollingu jest bardzo prosty, można go ogólnie przedstawić w kilku krokach:

  1. kancelaria prawnicza wysyła do internauty pismo z informacją o naruszeniu przez niego cudzych praw autorskich do konkretnego utworu.
  2. w piśmie tym kancelaria informuje o możliwości zawarcia ugody z właścicielem praw autorskich, wskazując relatywnie niewielką kwotę odszkodowania i licząc na to, że nie mający pojęcia o prawie autorskim internauta wystraszy się i zapłaci.
  3. w piśmie kancelaria podkreśla oczywiście, jakie ewentualnie negatywne skutki może mieć odmowa uiszczenia należności z tytułu odszkodowania za naruszenie praw autorskich.
  4. jednocześnie, w tym samym piśmie, kancelaria w ewidentny sposób straszy internautę postępowaniem sądowym, które ten oczywiście przegra, co narazi go na dodatkowe koszty. Natomiast wizja odbycia kary pozbawienia wolności odnosi dodatkowy skutek w postaci zastraszenia.

Po otrzymaniu takiego pisma, groźnie brzmiącego i straszącego odpowiedzialnością karą i wysokimi odszkodowaniami, przerażony i nieświadomy niczego internauta płaci te kilkaset złotych, licząc, że to koniec jego problemów.

O tym, że takie działanie to klasyczny copyright trolling decyduje nawet nie fakt wysłania pisma, ale sam sposób jego sformułowania - zastraszanie i grożenie odpowiedzialnością karną, wysokimi grzywnami, pozbawieniem wolności itp.

A najgorsze w zjawisku copyright trollingu jest to, że uprawiające ten proceder kancelarie idą coraz dalej, wysyłając swoje wezwania na chybił trafił, licząc na to, że przecież "każdy coś w życiu z internetu ściągał, więc może uda się trafić na przestraszonego".

Obrona przed copyright trollingiem

Przed tym zjawiskiem nie ma skutecznej i szybkiej ochrony prawnej. Po otrzymaniu takiego groźnie brzmiącego pisma z podejrzanej kancelarii, najlepiej nie podejmować żadnych kroków. Głośny swego czasu był przecież przypadek pewnej pseudokancelarii, która straszyła internautów wezwaniami do zapłaty, przedstawiając się na swojej stronie internetowej jako "zespół specjalistów od prawa autorskiego". W praktyce kancelaria okazała się malutką wynajętą klitką, w której dwóch pracowników zajmowało się tylko i wyłącznie wysyłaniem wezwań do zapłaty, nie mając nawet pojęcia, o co w całej sprawie chodzi, a sami pracownicy nie przejmowali się zbytnio nawet ochroną danych osobowych osób, do których wysyłano pisma.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że twórcy utworów bardzo rzadko zdają sobie sprawę, że zjawisko copyright trollingu zwyczajnie im szkodzi. Dużo mniejsze szkody ponoszą na skutek nie do końca legalnego korzystania z ich utworów, niż na utracie dobrego imienia czy wiarygodności, a tak się niestety dzieje na skutek nieuczciwych kancelarii prawnych (które dla zwiększenia efektu tytułują się kancelariami prawa autorskiego).

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że copyright trolling zostanie w końcu usankcjonowany odpowiednimi regulacjami prawnymi. Jak na razie, na podejrzane i brzmiące groźnie wezwania do ugody w sprawie ściąganych z sieci materiałów, należy po prostu nie reagować.

Źródło: di.com.pl, gazetaprawna.pl, prawatworcow.pl #społeczeństwo #polskie prawo