W poniedziałek 15 czerwca na blogu "Stay fly" pojawił się tekst wzywający do podjęcia przewrotnej, nieoficjalnej akcji społecznej, mającej przeciwdziałać samobójstwom - "Stop samobójstwom!" Teraz, dzięki działaniu kilkudziesięciu polskim blogerów, osoby szukające sposobów na to, jak odebrać sobie życie, najpierw trafią w wyszukiwarce na teksty, które do tego czynu zniechęcają i odsyłają do specjalistycznej pomocy.

Jak oceniasz powodzenie swojej akcji? Udało Ci się do niej namówić sporo osób.

Bardzo się cieszę, że do ludzi to trafiło, stwierdzili, że to sensowny pomysł i się zaangażowali. To nie kosztuje wiele wysiłku. Choć taki wpis zajmuje mi średnio cztery godziny, jest to łatwy sposób, żeby zrobić coś dobrego.

W apelu do innych blogerów pod koniec postu zatytułowanego "Stop samobójstwom!" napisałeś, że jesteście liderami opinii, którzy mają wpływ na odbiorców.

Jesteśmy opiniotwórczy, więc wykorzystajmy to w dobrej wierze. Cieszę się też, że zaczęła się dyskusja na temat osób będących w kryzysie, bo nie widziałem akcji społecznej przeciwdziałającej samobójstwom. Na temat pomocy zwierzętom ciągle się coś pojawia, a przecież życie człowieka jest cenniejsze niż życie psa.

Jakiś czas temu na swoim blogu prowadziłeś taki "kącik porad" dla czytelników, którzy zwracali się do Ciebie ze swoimi problemami.

Ja jestem dla nich kumplem z Internetu. Mówiłem im, że nie jestem w stanie rozwiązać ich problemu, ale jeśli się cieszę wśród nich jakimś autorytetem czy zaufaniem, to mogę wyrazić swoją opinię. Nie są to jednak żadne "złote rady". Przy tym cyklu wpisów istotny był wkład czytelników, którzy pisali, jak oni widzą czyjąś sytuację i co można zrobić. Kiedy od innych, niezależnych osób dostaje się takie informacje, jest się w stanie spojrzeć na własny problem z innej perspektywy. #blogosfera #samobójstwo #kampania społeczna